W bieżącym roku przypada 70-ta rocznica zakończenia II Wojny Światowej, największej wojny w dziejach ludzkości. Pochłonęła ona dziesiątki milionów istnień ludzkich zarówno żołnierzy jak i osób cywilnych. Niewyobrażalną stratę w ludziach i gospodarce kraju poniósł pogromca nawałnicy hitlerowskiej - Związek Radziecki. Tylko przy wyzwalaniu Polski spod okupacji niemieckiej życie oddało ponad 600 tysięcy żołnierzy radzieckich. Groby ich rozsiane są po całym terytorium naszego kraju. Są one także i na Podlasiu. O jednym z nich chciałbym powiedzieć kilka słów.
Jak wiemy w 1939 r. na mocy paktu Mołotow-Ribentrop wojska sowieckie wkroczyły na teren Polski. Wzdłuż Bugu, między innymi w rejonie Drohiczyna, zbudowano szereg bunkrów obronnych. Tu była znaczna koncentracja wojsk radzieckich. W 1941 r. nawałnica hitlerowska zdobyła te twierdze i do niewoli trafiły dziesiątki tysięcy żołnierzy. Obóz jeniecki znajdował się w miejscowości Suchożebry, zlokalizowanej przy szosie Siedlce – Sokołów. Jeńców przetrzymywano pod gołym niebem praktycznie bez żywności. Żywili się trawą i korzonkami. W efekcie dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu. W końcu przystąpiono do ich egzekucji. Zwożono jeńców do Tonkiel nad Bugiem i rozstrzeliwano nad rowem przeciwczołgowym. Rów ten był linią demarkacyjną i wykopali go sami Rosjanie, nie przypuszczając, że stanie się dla wielu z nich grobem.
IPN w Białymstoku próbował zbadać sprawę tej zbrodni. Zebrał zeznania miejscowej ludności i wystąpił do Niemiec o ściganie zbrodniarzy wojennych. Z braku reakcji, w 1974 r. sprawę zamknięto.
A teraz o samych Tonkielach. Jadąc z Drohiczyna tuż przed mostem na Bugu jest tablica: wieś Tonkiele, a pod nią mały znaczek wskazujący na miejsce straceń wojennych. Wieś liczy kilkanaście domów, a tuż za nią po lewej stronie drogi kępa drzew. Byłem na tym miejscu kilka razy i zawsze doznawałem wstrząsu psychicznego. Jest to cmentarz jeńców wojennych z 1941 r. Powierzchnia, którą zajmuje nie przekracza 500 m2. Cmentarz jest ogrodzony i obsadzony drzewami. Przy wejściu znajdują się dwie tablice w języku polskim i rosyjskim. Informują one, że w tym miejscu pochowano 25 tysięcy radzieckich jeńców wojennych. Środkiem cmentarza biegnie betonowa alejka, na końcu której stoi obelisk z gwiazdą radziecką. Po bokach alejki leżą małe betonowe bloczki. Nie ma tu żadnych nazwisk czy imion poległych, ich stopni wojskowych – po prostu nic. Przerażający cmentarz. Pierwsze pytanie jakie przychodzi na myśl – jak na tak małym terenie zdołano pochować tak ogromną ilość ciał? Odpowiedź znajdziemy gdy przejdziemy się obok cmentarza. Otóż z obu jego stron dochodzi głęboki wąwóz, miejscami z oczkami wodnymi. Jest to wspomniany wyżej rów przeciwczołgowy. To w nim znalazło swój wieczny spoczynek tysiące jeńców wojennych. Tu nawet chodzić nie podobna. Pod nogami na kilka metrów w głąb leżą ludzkie kości przykryte cienką warstwą ziemi. Aby uzmysłowić sobie jak ogromną liczbę ofiar kryje ten wąwóz należałoby przyjąć, że na pochówek każdego człowieka przeznacza się minimum dwa metry kwadratowe powierzchni. Przy pochówku 25 tys. ciał teren cmentarza wynosiłby pięćdziesiąt tysięcy m2, czyli pięć hektarów ! Dziś cmentarz jest zaniedbany. Nikt tu nie sprząta i chyba nie modli się o spokój dusz poległych. Nikt nie postawił tu nawet krzyża. Pisałem o tym do Ambasady Rosyjskiej i żadnej odpowiedzi.
Pisałem też w sprawie innej zbrodni na radzieckich jeńcach wojennych. Tym razem chodziło mi o pamięć ofiar zamęczonych głodem, dziesiątkowanych chorobami i tysiącami zabijanym w masowych egzekucjach. Mam na myśli jeńców wziętych do niewoli w 20 latach ub.w. w czasie tzw. cudu nad Wisłą. Według źródeł rosyjskich w ten sposób w strasznych warunkach zakończyło swój żywot nawet do 70 tysięcy żołnierzy. Znaczna ilość ich grobów znajduje się w Borach Tucholskich. Strona polska przemilcza te fakty. Nagłaśnia natomiast Katyń, czyniąc z niego niemal sanktuarium. Zawsze cudze zło jest bardziej transparentne niż własne.
Myślę, że nam prawosławnym mieszkańcom Polski, sprawy te nie powinny być obojętne. Tu zginęli nasi bracia Słowianie. Nie ulega wątpliwości, że część z nich była wierząca, bądź nawróciła się w obliczu czekającej ich śmierci. Święci ojcowie mówią, że żołnierzy ginących na froncie w obronie ojczyzny, należy traktować jak męczenników. Tym bardziej gdy w rachubę wchodzi śmierć bezbronnych jeńców wojennych.
Potwierdzeniem tego jest ostatnie postanowienie Kościoła ormiańskiego, który zaliczył do grona świętych wszystkie ofiary ludobójstwa dokonanego przez Turków w 1915 r. na ok. 1,5 mln Ormian.
Nie ulega wątpliwości, że szczególnie cmentarz w Tonkielach powinno się otoczyć opieką. Opieka nad cmentarzami jest historyczną rolą bractw cerkiewnych. Myślę, że miejscowy oddział Bractwa św.św.Cyryla i Metodego weźmie ten apel do serca i na stałe otoczy opieką ten cmentarz.
Ponadto obok cmentarza każdego roku przechodzą pielgrzymki na św.Górę Grabarkę. Pielgrzymi mogliby zostawić tu chociaż kilka z niesionych krzyży, a duchowni odsłużyć panichidę.
I na zakończenie chcę przytoczyć słowa wiersza M.Konopnickiej zapamiętane z dzieciństwa: „Niech za nich twej modlitwy posłucha dobry Bóg, bo oni padli w bitwie byś ty żyć wolny mógł”.
|