Środa, 2019-10-16, 1:26 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [29]
Bliski wschód [13]
Relikwie i cudowne ikony [32]
Tradycje prawosławia [32]
Relacje międzywyznaniowe [38]
Rozważania teologiczne [43]
Inne [58]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Inne

SETNA ROCZNICA ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI
W bieżącym roku Rzeczpospolita Polska obchodzi swoje setne urodziny. Aktywny udział w obchodach bierze także nasza Cerkiew. Na Zamku Królewskim zorganizowano wielki koncert pieśni patriotycznych. Odsłużono specjalne nabożeństwo dziękczynne z okazji tego jubileuszu. Nad rezydencją Metropolity Sawy zawieszono biało-czerwoną flagę.

Nie ulega wątpliwości, że wszystkie te działania mają podtekst polityczny. Tak się składa, że o naszej ojczyźnie – aktualnie rządzących i wojsku - modlimy się praktycznie na wszystkich prawosławnych nabożeństwach. Jest to spuścizna historyczna. Modlono się za cesarzy i czarów i tak już pozostało.

Mi tu jednak czegoś brakuje. A mianowicie pamięci historycznej. I tak naprawdę nie wiem czy powinniśmy śpiewać dziękczynne „molebny i mnogaja leta” na cześć rządzących, czy też panichidy za tysiące ofiar, poległych tylko dlatego, że wyznawali święte Prawosławie. Nawet Władyka Jerzy delikatnie, w swoim pięknym kazaniu, wspomniał przy tej okazji o 80-tej rocznicy burzenia naszych świątyń. Jakby nawiązując do tej wypowiedzi 8 grudnia 2018 r. Bractwo św. św. Cyryla i Metodego organizuje w Centrum Kultury Prawosławnej specjalną konferencję poświęconą tym wydarzeniom. Dla wielu ludzi, szczególnie katolików, temat nieznany, a być może i niechciany.

A teraz zajrzyjmy do samych początków niepodległego bytu Rzeczpospolitej Polski.
Jak wiemy do 1917 r. do czasu wybuchu Rewolucji Październikowej, znaczna część Polski, na skutek rozbiorów, należała do Imperium Rosyjskiego.
30 marca 1917 r. Tymczasowy Rząd Rosji wydał manifest do narodu polskiego, udzielając pełnię praw do utworzenia niezawisłego państwa polskiego, jako rękojmię trwałego pokoju w przyszłej nowo zorganizowanej Europie.
29 sierpnia 1918 r. Rada Komisarzy Ludowych anulowała traktaty rozbiorowe Polski.
11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Polski i przekazała władzę naczelnemu dowódcy wojska Józefowi Piłsudzkiemu. W tym dniu ogłoszono zakończenie I Wojny Światowej.
To tyle wpis do Internetu.

Nie całe dwa lata od tych wydarzeń, formująca się zaledwie, Armia Czerwona wkracza na tereny Polski, nie wątpliwie z zamiarem kolejnej okupacji. I o dziwo, dostaje odpór. W tzw. Bitwie Warszawskiej zostaje pokonana, choć liczebność jej szacuje się na ponad sto tysięcy żołnierzy. Niestety, większość z nich, bo ok. 65 tys. dostaje się do niewoli. Na skutek chorób i głodu nikt z nich nie wrócił do ojczyzny. Los tych jeńców kładzie się ciemnym cieniem na sumieniach Polaków. Rażąco naruszone zostały konwencje międzynarodowe dotyczące jeńców wojennych. Nawet do dziś nie znamy miejsc ich pochówku. Nie byli to jeszcze komuniści. W większości to synowie chłopów, jeszcze nie skażeni bogobórczą propagandą. Kościół prawosławny takich jeńców wojennych zalicza do grona męczenników.

Co do samej interwencji zbrojnej Armii Czerwonej nasuwa się pytanie o jej sens. Zaledwie dwa lata jak przyznano Polsce niepodległość, a tu taki zwrot, jakby pogoń za utraconym dobrem.

Przypomina to czasy starożytnego Egiptu. Na skutek interwencji Mojżesza wszyscy Egipcjanie stracili swoich pierworodnych, w tym faraon. Strata była tak dotkliwa, że faraon postanowił wypuścić naród izraelski. Jednakże w czasie, gdy tłum, liczący około 650 tysięcy zbliżał się do Morza Czerwonego, rozmyślił się – zbyt wielką stratę poniesie Egipt tracąc tak wielką niewolniczą siłę roboczą. I rydwany egipskie poszły w ruch. Do morza dotarły gdy izraelici wychodzili już suchą stopą z dna Morza Czerwonego. Nie przewidując katastrofy padł rozkaz podążać korytarzem w morzu za Izraelitami. Gdy z korytarza tego wyszedł ostatni uciekinier, Mojżesz laską na znak krzyża zamknął przejście. Ilu zginęło Egipcjan nie wie nikt. Mogło ich być tysiące. Nie przeżył nikt. Podobnie jak w obozach jenieckich nie przeżył nikt z radzieckich jeńców wojennych. Smutne są to dzieje.

A co w wyzwolonej Polsce? Uzyskana niepodległość oraz zwycięstwo nad Rosjanami wywołały w narodzie atmosferę wielkiej euforii. W pierwszym rzędzie przystąpiono do likwidacji wszelakich symboli wieloletniej okupacji rosyjskiej. Jako jeden z głównych symboli minionej epoki uznano sobór Aleksandra Newskiego na Placu Saskim w centrum Warszawy. Pomimo iż sobór nie miał sobie równych w całej Europie, władze postanowiły go zburzyć. Na nic okazały się protesty postępowej części społeczeństwa, nawet samych katolików. Po kilku latach burzenia pozostał po soborze pusty plac. Zachowała się jedynie niewielka część niezwykłych mozaik, które zdobiły świątynię.

W kolejnych latach dzieło burzenia świątyń przybrało charakter masowy. Nie liczono się z faktem, że w ówczesnej Polsce było ponad siedem milionów prawosławnych, w tym 5,1 mln Ukraińców, 1,9 mln Białorusinów. Nie była to ludność napływowa, lecz rdzenni mieszkańcy kraju. Kojarzono ich jednak z okupantem, a więc z Rosją. Pomimo iż prawosławie istnieje na tych terenach od tysiąca lat, uznano je jako element obcy, jako spuściznę po zaborcy.

Jak podaje prof. E.Mironowicz problem narodowościowy należał do najtrudniejszych w wewnętrznej polityce II Rzeczpospolitej. Okazał się on nierozwiązalnym. Brak było wśród polskich elit politycznych koncepcji organizacji państwa wielonarodowego. Programy asymilacji milionów ludzi, należących do mniejszości, nie miały żadnych szans powodzenia. Ograniczano ich prawa. Przystąpiono do odbierania świątyń, niektóre zamieniano na kościoły katolickie, w większości jednak burzono. Zmasowane burzenie świątyń prawosławnych miało miejsce w 1938 r. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy zburzono na ziemi chełmskiej i podlaskiej 152 świątynie. Burzenie ochraniała policja i wojsko. Wszelkie interwencje u naczelnych władz państwa okazały się „wołaniem na puszczy”. Ogółem pod ciosami barbarzyńskiej władzy padło na terenie ówczesnej Polski około 500 prawosławnych obiektów sakralnych. Główni autorzy likwidacji prawosławia w Polsce już w we wrześniu 1939 roku znaleźli sobie azyl w Rumunii.

Ale, niestety, na tym nie koniec gehenny dla prawosławnej mniejszości. Już w okupowanej przez hitlerowców Polsce, na wschodnich rubieżach kraju utworzyły się formacje zbrojne, dziś z dumą nazywane „żołnierzami wyklętymi”. Faktycznie zasłużyli oni swoimi działaniami na to „zaszczytne miano”. I oto w 1942 r. przystąpili do pacyfikacji wielu wsi na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu, zamieszkałej przez ludność prawosławną. Wsie palono razem z ich mieszkańcami i dobytkiem. Zamordowano tysiące osób narodowości ukraińskiej. W pierwszej kolejności w okrutny sposób mordowano duchowieństwo prawosławne i ich rodziny. Zachowane wspomnienia, cudem ocalałych osób, pokazują jaką gehennę zgotowali „bracia katolicy”.

Po zakończeniu II Wojny Światowej przystąpiono do masowego wysiedlania ludności ukraińskiej do ZSRR. Ci co pozostali byli przesiedleni na Ziemie Odzyskane w ramach tzw. Akcji Wisła. Akcja ta w szczególności dotknęła mieszkańców ziemi chełmskiej i podlaskiej, a także Łemków. Wszystkich przesiedleńców porozrzucano po opuszczonych przez Niemców wsiach tak aby nie stanowili ugrupowań etnicznych czy religijnych. Decydenci i zarazem wrogowie prawosławia nie przypuszczali nawet, że ich działania przesiedlania ludności na tereny po niemieckie odniesie odwrotny do zamierzonego skutek. Mianowicie, na terenach gdzie nigdy nie było prawosławia, powstały prawosławne parafie. Początkowo nabożeństwa odprawiane były w opuszczonych poniemieckich kirchach. Z czasem pobudowano tu prawdziwe cerkwie. Dziś życie duchowe na tych terenach rozkwita. Wysiedlona ludność znalazła tu sobie nowy dom nie tylko do zamieszkania ale i dla modlitwy. Jak widzimy niezbadane są wyroki Boże.

I podobnie jak w Rosji po upadku ZSRR, cerkiew prawosławna zaliczyła do grona świętych tysiące ofiar za wiarę, również nasza cerkiew postąpiła analogicznie. U Tronu Bożego zajaśniała więc ogromna rzesza i naszych męczenników za wiarę. Jest to nasz oręż i nasza nadzieja. A cerkiew, stosownie do słów Chrystusa, przetrwa i nawet wrota piekielne nie zdołają jej unicestwić.
Kategoria: Inne | Dodał: pielgrzym (2018-11-02)
Odsłon: 153