Środa, 2019-10-16, 2:02 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [29]
Bliski wschód [13]
Relikwie i cudowne ikony [32]
Tradycje prawosławia [32]
Relacje międzywyznaniowe [38]
Rozważania teologiczne [43]
Inne [58]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Inne

COŚ O NASZYCH POSIŁKACH

W modlitwie „Ojcze nasz” prosimy Boga: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Zwróćmy uwagę: prosimy wyłącznie o chleb, a przecież żywimy się masą innych pokarmów. Widocznie Bóg uznał chleb za zródło życia. I ludzie na całym świecie spożywają chleb. Może występować on w różnej postaci, sporządzony nie koniecznie z mąki żytniej czy pszennej ale zawsze jest to chleb.

Święci Ojcowie interpretują słowa Chrystusa o chlebie powszednim jako o chlebie życia, czyli chlebie, który w sakramencie Eucharystii staje się autentycznym ciałem naszego Zbawiciela.

W Ewangeliach czytamy jak Chrystus w cudowny sposób kilkoma chlebami zaspokoił głód tysięcy ludzi.

O życiodajności chleba świadczą chociażby przykłady z życia naszych ascetów. Wielu z nich, gdzieś w samotności modli się za cały świat, a pokarmem ich są suchary (a więc chleb) i woda. I ludzie ci nieraz dożywają sędziwego wieku.

Chleb od wieków był u chrześcijan w poszanowaniu. Jak pamiętam z dzieciństwa chleb zawsze znajdował się na stole. Przed krojeniem uświęcano go znakiem krzyża. Nigdy nie siadaliśmy do posiłków bez przeżegnania się czy zmówienia modlitwy. Myślę, że wielu postępowało identycznie. Ludzie żyli bez telewizji i gazet, byli po prostu bardziej religijni. Wszystko co wyrastało na polach uważali za dar Boży. Pamiętam procesje z chorągwiami na Jurie kiedy obchodzono pola z modlitwą o urodzaj.

Zmieniając nieco temat zastanówmy się czym żywią się nasi mnisi. Podobnie jak wielu z nas, od lat pielgrzymuję do miejsc świętych - monasterów w Rosji, Białorusi, Ukrainy, Grecji czy Serbii. Chyba zwróciliście uwagę na pokarmy, serwowane w monasterach. Pomimo iż obowiązuje tu całoroczny post, potrawy są wyjątkowo smaczne i sytne. Doświadczyłem tego wielokrotnie. Na Atosie np. pielgrzymi spożywają posiłki wspólnie z mnichami. I również pokarmy są niezwykle smaczne. Można zadać pytanie: na czym polega sekret tego monasterskiego jadła. Każdy zapytany mnich z pewnością odpowie: na modlitwie. Jeśli prześledzimy proces przygotowania posiłków w monasterach zobaczmy, że wszystkim czynnościom towarzyszy modlitwa. Ponadto nic się nie dzieje bez błogosławieństwa przełożonych. Sam proces wypieku chleba zakrawa na cud. Chodzi o powstawanie tzw. zakwaski. W czasie wielogodzinnej pracy na kuchni mnisi po cichu, bądź w duchu modlą się. Efekty ich pracy i modlitwy uwidoczniają się na monasterskich stołach. Modlitwa towarzyszy również pracom polowym czy ogrodniczym. To samo dotyczy połowu ryb. Nieraz zdarza się, że ilość złowionych ryb może zadziwić jak niegdyś Apostołów na Morzu Galilejskim. Wszystko to świadczy o sile modlitwy.

A teraz zobaczmy co znajdujemy obecnie w naszych sklepach, a zatem i na naszych stołach. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat w naszym życiu nastąpiły wielkie zmiany. Znależliśmy się w kręgu tzw. cywilizacji zachodniej. Staliśmy się członkiem Unii Europejskiej. Oprócz wielu dobrodziejstw płynących z Unii, musieliśmy przyjąć i prawo unijne. Polska, ze swoim katolicyzmem, znalazła się w kręgu państw niemal w pełni ateistycznych. Narzucono nam szeroko pojętą wolność w sferze naszych zachowań, często kolidującą z podstawowymi prawami moralnymi chrześcijaństwa. Uległ znacznej wulgaryzacji nasz język, szczególnie wśród młodzieży. Na taki język i przekleństwa już praktycznie nie zwracamy uwagi.

Starsze pokolenie jeszcze pamięta smak prawdziwej wędliny czy szynki. Do niedawna istniała tradycyjna produkcja żywności, hodowli zwierząt i drobiu. O tych rzeczach i smakach możemy już zapomnieć. Unia otworzyła przed nami swoje tajniki masowej produkcji żywności. Na polach praktycznie nie ma już tradycyjnych nawozów, czyli obornika. Zastąpiono go nawozami sztucznymi, czyli chemicznymi. Niemal całkowicie zlikwidowano tradycyjny chów zwierząt. Wyhodowanie i zabicie dla własnych potrzeb prosiaka grozi konfiskatą mięsa i karą grzywny. Przed zabiciem konieczne jest uzyskanie pozwolenia weterynarza. Przypomina to czasy okupacji niemieckiej. Wtedy także na zabicie tucznika konieczne było uzyskanie pozwolenia. Chów zwierząt rzeżnych znalazł się pod ścisłą kontrolą państwa. To samo dotyczy bydła. Według prawa unijnego wszystkie zwierzęta powinny być w pełnej ewidencji komputerowej. Pasza, zarówno dla trzody chlewnej jak i bydła, jest w większości produkowana na Zachodzie. Krowy na pastwiskach to już rzadkość. Analogicznie jest z hodowlą drobiu. Ilość dodawanych do karmy środków chemicznych czy nawet antybiotyków powoduje, że kurczaki „puchną” niemal w oczach. W zasadzie cała produkcja rolna i zwierzęca znalazła się pod ścisłą kontrolą unijną.

Mało tego, że otrzymujemy produkt skażony, to jeszcze przekazano nam technologię tzw. polepszaczy żywności. Nie ukrywają nawet, że mięso po uboju jest szprycowane chemią, przez co niemal podwaja swoją wagę. Z takiego „mięsa” produkowane są wyroby, które trafiają na nasze stoły. Przy takiej masowej i obliczonej wyłącznie na ogromne zyski produkcji, zapomnijmy o modlitwie, przeciwnie, często się przeklina, bo już takie mamy nawyki.

Wygląda na to, że świat nasz jakby zwariował. Otoczeni jesteśmy zewsząd chemią. Chemią się odżywiamy, chemią oddychamy. Skażenie powietrza jest tak duże, że grozi zmianą klimatu. Plastikiem napełniliśmy nie tylko ziemię, ale i oceny. Jest to cena jaką płacimy za zdobycze cywilizacji. Ale w tym samym czasie tzw. dobrobytu, wielu ludzi choruje, wielu nawet traci sens swojego życia. Lawinowo wzrasta liczba samobójstw wśród młodzieży.

Wydawałoby się, że z Unii płyną dla nas same dobrodziejstwa. Nie zastanawiamy się natomiast ku czemu zmierza ta powszechna kontrola żywności. Zwróćmy uwagę, że niemal na każdym opakowaniu żywności umieszcza się niewinny znaczek kreskowy, zawierający utajnione trzy szóstki. Nie jest tajemnicą, że jest to symbol imienia Antychrysta.

W tym miejscu warto przytoczyć ciekawą rozmowę Izraelitów z Chrystusem. Chytrze zapytano Go czy należy płacić podatki Rzymianom. Chrystus zapytał: czyj znak jest na monecie – odpowiedzieli cesarza. Wtedy Chrystus powiedział: oddajcie cesarzowi co cesarskie, a Bogu co boskie. Z tego wypływa wniosek – skoro na produktach żywnościowych są znaki Antychrysta (666) produkty te w pewnym sensie należą do niego. I przyjdzie czas, że skorzysta on ze swojego prawa i ograniczy dostęp do żywności.

Media informują, że w wielu krajach wprowadzane są tzw. czipy. Na dzień dzisiejszy stanowią one udogodnienia przy zakupach, dostępie do konta bankowego itp. Zbliża się jednak czas, że będą one decydowały o dostępie do zakupu żywności. Nie chciałbym dalej rozwijać tego strasznego tematu. Zainteresowanym sugeruję poczytać Apokalipsę św. Jana Teologa. Tam opisano o wszystkim co nas czeka.

W kieszeni u każdego z nas jest piękna zabawka – telefon komórkowy, z którą wielu z nas praktycznie nie rozstaje się. Za pomocą tej zabawki w każdej chwili mogą namierzyć miejsce naszego pobytu. Jest to urządzenie wielofunkcyjne. Sposób jego wykorzystania może nas jeszcze zadziwić.

Żyjemy w czasach wielkiej apostazji. Ludzie masowo odchodzą od Kościoła. Upadek moralny społeczeństw obejmuje swoim zasięgiem i osoby duchowne. A zatem stworzyliśmy już warunki do przyjęcia nowego lidera światowego, którego Żydzi mianują Meszachem, a więc nowym mesjaszem. Módlmy się aby Bóg oddalił od nas spełnienie się tych proroctw.

I na zakończenie, trochę optymizmu. Mianowicie cieszy nas fakt wzrastania prawosławia na świecie. Szczególnie widoczne jest to w Rosji. Buduje się tam wiele świątyń. Media podają, że każdego dnia wyświęca się trzy nowe cerkwie. Chciałoby się życzyć, aby w takim tempie przybywało i wiernych. Być może prawosławie stanie się „Mekką” gdzie ludzie będą ratować swoje dusze przed wieczną zatratą.

Kategoria: Inne | Dodał: pielgrzym (2019-07-16)
Odsłon: 50