ŻYCIE MNICHA - Tradycje prawosławia <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:26 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Tradycje prawosławia

ŻYCIE MNICHA

           

Godne  jest  podziwu   życie mnicha.  Pięciu, dziesięciu, dwudziestu, a nawet setka ludzi różnego pochodzenia i wychowania, wieku i wykształcenia, upodobań i języka,  mieszkają w jednym miejscu pod tym samym dachem, upodobniają się pod względem zachowania, spożywają identyczne posiłki, łączy ich wspólnota myśli, wspólnota   walki,   „cieszą się z nieszczęść,  szczęśliwi w  smutku, Boga w dzień i w nocy wychwalają, niczego nie posiadają, lecz władają wszystkim”. Jaka niezwykła siła i determinacja jest niezbędna żeby na przestrzeni całego życia nie   zrezygnować  i  nie porzucić tej małej  mniszej osady.         

Mnich, podążający za głosem duszy do miejsca wyrzeczeń, nieustannie odczuwający potrzebę zbawienia, czy też nostalgię po utraconej ojczyźnie, nie wybaczy sobie żadnych zaniedbań, żadnego zmęczenia. Wiedząc, że za każde puste słowo będzie musiał odpowiedzieć na Sądzie Ostatecznym, stale nosi w sobie poczucie odpowiedzialności. Ofiara złożona przez Chrystusa,  za niego i za całą ludzkość, czyni jego naturę  podatną  i pełną  poczucia odpowiedzialności.

Całe życie mnicha jest zaprzeczeniem konsumpcyjnej manii współczesnego człowieka. Dla mnicha obca jest namiętność do nowości. Potrzebuje  zaspokojenia wyłącznie potrzeb podstawowych.    

Życie mnicha jest   proste -  wstrzemięźliwość w  przyjmowaniu posiłków, w ubraniu, w  zakwaterowaniu. Minimalne korzystanie ze wszystkiego uwalnia go od ślepej zależności i kultu przedmiotów. 

W stosunkach  międzyludzkich mnisi tworzą atmosferę  bractwa, wzajemnej pomocy, jedności, rezygnując z najmniejszego  zainteresowania materialnego ze względu na brata.  Stosunki te  cechuje  równość, sprawiedliwość, a nawet demokratyzm. Tu dąży się do uzyskania swojego „drugiego ja”. Dają ile mogą dać, a biorą  co niezbędne. Jest to czymś więcej niż prawo. Co mogą powiedzieć o sobie współcześni  socjologowie i działacze polityczni  porównując swoje życie z   ofiarnym   życiem mnicha.

Modlitwa jest właściwa nie tylko dla mnichów,  modlić się powinni   wszyscy. Jednak w życiu świeckim nie ma możliwości uczestniczenia w wielogodzinnych nabożeństwach, można jednak uczestniczyć przynajmniej w części z nich, aby móc zmienić swoje nastawienie, skłonić siebie do modlitwy indywidualnej i tym samym uświęcić siebie, swoją rodzinę, swój trud, swoje otoczenie. Im bardziej mnich jest uduchowiony będąc w monasterze,   im więcej się modli tym bardziej potrzebuje go świat. Taki mnich nie tylko zaspokaja własne potrzeby  modlitwy, lecz i wszystkich potrzebujących jego modlitwy. Dlatego wielu w nich modli się w duchu.

Obserwując  zajęcia mnicha czy braci mniszej, dochodzi się do wniosku, że całe ich życie  koncentruje się  wokół Chrystusa. Wszystko zaczyna się od Boga i kończy się Bogiem. Epicentrum ich życia  stanowi  Chrystus.  Podążają za Nim i od stopnia tej bliskości zależy stopień ich wolności i świętości. Stają się duchami liturgicznymi, tak jak aniołowie, wszyscy razem wyśpiewują hymn świąteczny, zdobywają godność, niewinność, zbawienie i królują na wieki.    

Wystarczy zastanowić się ile każdego dnia do monasterów trafia próśb o modlitwy z całego świata, gdyż naród Boży, szanujący tradycję,  wie dokąd zwracać się o pomoc. W szczególności w czasie klęsk i doświadczeń wyczucie narodu jest bezbłędne. I naród zbawia się dzięki modlitwom  tych, co za murami monasterów.

Codzienne  nabożeństwa  i  częste  liturgie  odprawiane  w  monasterach,  stanowią swojego rodzaju przeciwwagę powszechnemu zepsuciu i upadkowi, który ogarnął   już nasz cały glob.

Niektórzy porównują monastery do latarni morskich, wskazujących statkom bezpieczną drogę do portów. Wystarczy pojechać chociażby do monasterów Rosji, aby się przekonać jak dla wielu ludzi są one faktycznymi latarniami duchowymi w mroku zepsucia, grzechu i zatracenia współczesnego świata. Monastery zawsze pełniły tę zbawienną rolę, a dziś jest ona szczególnie bezcenna. Świat znalazł się w okowach zła. Chyba nigdy dotąd nie przybierało ono takiej siły oddziaływania na masy, ogałacając ludzi z resztek wiary i moralności, odrywając od Boga i Kościoła.

Godne zauważenia są również bardzo liczne pielgrzymki do monasterów zarówno  na terenie  samej Rosji jak i spoza jej granic. Wytyczony cel pozostaje osiągnięty – nieustanna modlitwa, adoracja świętych ikon i relikwii. Oddziaływanie monasterów na wiernych jest ogromne. Uczestnicząc w takich duchowych „wyprawach” mieliśmy możliwość zobaczyć jak modli się rosyjski  lud, który tak niedawno jeszcze wyznawał ateizm. Do monasterów ciągnie ludzi potrzeba porady duchowej. Szczególnie podążali do monasterów takich jak Optina Pustelnia, gdzie żyli jeszcze święci starcy. Wśród tego tłumu zjawiali się tam i wielcy tego świata – carowie, pisarze, poeci, artyści. Przybysze nie musieli się trudzić z czym przyjeżdżali – starcom odkryte były sekrety ich dusz. Dar duchowego rozsądku  wskazywał  im  jak  dalej żyć, by nie zatracić siebie w odmętach współczesnego świata. Wszyscy  opuszczali mury tej niezwykłej „lecznicy” odmienieni duchowo. Z podobnymi odczuciami wracali do swoich domostw niemal wszyscy odwiedzający starców.   

Święci ojcowie mówią, ze zbawić się można wszędzie, jednakże najłatwiej w monasterach. Dlatego monastery nazywają „laboratoriami”, odizolowanymi od świata.

Warto przypomnieć, że „laboratoria” te istniały niemal od samego początku istnienia  Kościoła Chrystusowego.  Podobnie jak pierwsi chrześcijanie,  bezbłędnie rozumieli sens swojego życia, i ani prześladowania, ani nawet śmierć nie były w stanie  oderwać ich od Chrystusa.  Tak też postępowali pierwsi anachoreci. Niewątpliwie w obu przypadkach ujawniało się działanie Świętego Ducha.

Już w pierwszych wiekach, szczególnie w Egipcie, wystąpiło niezwykłe zjawisko masowego opuszczania swoich siedzib w poszukiwaniu schronienia w odległych pustyniach dla modlitwy i wyrzeczeń. Ilość tych  anachoretów  była zadziwiająco duża. Dzikie góry pozbawione roślinności stanowiły dla nich wymarzone miejsca. Współczesny człowiek nie wyobraża sobie jak w takich warunkach, w jaskiniach czy rozpadlinach górskich, praktycznie bez wody i pożywienia,  można było  żyć. Żywili się korzonkami roślin, spali na gołej ziemi. Część z nich żyła nago, gdyż odzież po latach zniszczyła się. Tak żył m.in. św. Onufry Wielki, patron monasteru w Jabłecznej. Swoją nagość zakrywał włosami i długa brodą. Świętych takich było wielu. Łaska Boża czyniła ich ciała nie wrażliwymi na upały czy chłód nocy.  „Na mnie nie działa   surowość powietrza, nie pali upał, nie marznę podczas chłodów” – mówił jeden z anachoretów z IV w.   Godne podkreślenia jest i to, że ludzie ci dożywali sędziwego wieku,  do stu i więcej lat. Niejednokrotnie stąpali oni po wodzie jak po lądzie. Istnieje opis takiego zdarzenia w żywotach świętych.

Do jednej ze świątyń nad Morzem Czerwonym w Egipcie weszło dwóch anachoretów całkowicie nagich. Nikt z obecnych w świątyni tego nie zauważył. Po przyjęciu św. Komunii, gdy opuszczali świątynię,  zwrócił się do nich jeden z mnichów, któremu odkryta była  ich nagość.  Prosił aby wzięli go ze sobą. W odpowiedzi  usłyszał, że zbawić się można również w miejscu, w którym przebywa. Na jego oczach święci weszli na wody Morza Czerwonego i udali się na jego drugi brzeg oddalony o  wiele kilometrów. Po wodzie chodziło wielu świętych,  m.in. św. Maria Egipcjanka.

W tym miejscu warto przypomnieć opowieść o trzech pustelnikach mieszkających na bezludnej wyspie (być może byli to rozbitkowie). Po latach do wyspy przycumował statek z pielgrzymami. Na spotkanie wyszło trzech prawie nagich ludzi. Zapytani, gdzie mieszkają i jak się modlą,  odpowiedzieli, że od wielu lat żyją tu samotnie w szałasach, a modlą się tak: „Troje Was i troje nas, pomiłuj nas”. Pielgrzymi nauczyli ich  modlitwy Ojcze nasz… i odpłynęli. Gdy statek był już w pewnej odległości od wyspy podróżni zobaczyli,  że po falach morskich biegną za statkiem  pustelnicy.  Z oddali wołali, że zapomnieli ciąg dalszy modlitwy. Zszokowani pielgrzymi, przekonawszy się  z kim mają do czynienia, poradzili im aby nadal  modlili się jak  uprzednio.   

Powyższe przykłady świadczą jakie możliwości kryje w sobie istota ludzka. Wszystko zależy  jaką drogę w życiu się wybierze – szeroką,  którą  kroczy  świat, czy też wąską, ciernistą, pełną wyrzeczeń, którą wybrały tysiące i tysiące  mnichów i anachoretów. Na tej drodze łaska Ducha Świętego przebóstwia człowieka,  czyni z niego istotę  podobną aniołom. Nie bez powodu stan mniszy mianuje się stanem anielskim.

   

   

 

Kategoria: Tradycje prawosławia | Dodał: pielgrzym (2015-03-26)
Odsłon: 332