ŹRÓDŁO NASZYCH NIESZCZĘŚĆ - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:26 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

ŹRÓDŁO NASZYCH NIESZCZĘŚĆ
Od lat ludzie narzekają na niesprawiedliwość na świecie, na cierpienia, na krzywdy wyrządzane często niewinnym ludziom. Cierpią nie tylko jednostki. Nieraz cierpią całe narody. Triumfuje zło. Wielu z nas zastanawia się dlaczego tak się dzieje. Przecież nie wątpimy w istnienie sprawiedliwego Boga, jednak On nie interweniuje, nie karze zła, nie staje w obronie niewinnych. Z drugiej strony dosięgają nas przeróżne nieszczęścia, nieuleczalne choroby. Bardzo wielu ludzi umiera w młodym wieku, nawet dzieci. Zjawiska te są powszechne i istnieją od pokoleń.
 
Obserwując to wszystko można dojść do wniosku, że światem rządzi jakieś fatum, a my nie mamy na to żadnego wpływu. Prawda jednak jest zupełnie inna. Spróbujmy się nad tym zastanowić.
 
Po pierwsze, powiedzmy kim dla człowieka jest Bóg. Pismo Święte dobitnie wyjaśnia tę kwestię. Bóg jest nie tylko stwórcą ale też dawcą życia. Stworzył człowieka z powodu ogromu niewypowiedzianej miłości, aby i on mógł uczestniczyć w szczęśliwości Boga. Upadek człowieka odciął mu drogę do tej szczęśliwości. Jednakże wcielony Syn Boży po przez Krzyż, Golgotę i chwalebne Swoje Zmartwychwstanie ponownie dał człowiekowi możliwość powrotu do pierwotnej ojczyzny, czyli raju. Wskazał też drogę jak dostąpić tej szczęśliwości. Szczegóły znajdujemy u Ewangelistów. I na przestrzeni wieków drogą tą poszły tysiące i tysiące ludzi, których  mianujemy świętymi. Droga ta i obecnie stoi dla nas otworem i wyłącznie od nas zależy czy skorzystamy z tej wyciągniętej przez Boga do nas ręki, czy ją odrzucimy. Bóg jest Bogiem miłości, Bogiem cierpliwym i pragnie abyśmy wszyscy dostąpili zbawienia.
 
Jednak my, „istoty rozumne” bardzo często wybieramy dla siebie inną drogę, a nawet powątpiewamy czy na pewno Chrystus był postacią historyczną. Ta inna droga, łatwa i szeroka, niestety prowadzi nas nie do Boga, ale do „króla tego świata” – upadłego anioła, który jeszcze w naszym ziemskim życiu uczyni nam przedsmak piekła. I oto przyczyna naszych upadków i klęsk, naszych niepowodzeń i cierpień, ogromu niesprawiedliwości i zła, które nas otacza. I podobnie jak w przypadku pierwszej drogi - Sam Bóg prowadzi nas do siebie, wystarczy jedynie naszej determinacji. Tak też jest gdy wybieramy drogę szeroką i łatwą: odwieczny nasz wróg uczyni wszystko abyśmy nie zboczyli z tej drogi. Otacza nas ogromem ofert wszelakiej „rozrywki”, szczególnie tej, która mianuje się grzechem śmiertelnym. Tak, niestety, wygląda nasza rzeczywistość. Bóg do niczego nas nie zmusza, to wyłącznie my sami wybieramy z kim pragniemy być nie tylko tu na ziemi ale i po odejściu z tego świata. A zatem to co dzieje się z nami teraz i będzie działo się potem, to nasz własny wybór.
 
Zajrzyjmy jeszcze do Pisma Świętego i zobaczmy co mówią Ewangeliści o grzechu. Przytaczają słowa Chrystusa, które wypowiadał podczas cudów uzdrowień: „Nie grzesz więcej by ci nie przydarzyło się jeszcze czegoś gorszego” (Jan. 5.14). To było powiedziane do chorego, który  od  38 lat leżał sparalizowany.  W innym miejscu przy uzdrowieniu ślepego od urodzenia uczniowie zapytali Zbawiciela: kto zgrzeszył, on czy jego rodzice, że się ślepy urodził ? (Jan 9.2). A więc widzimy, że choroby, kalectwa i wiele innych nieszczęść to skutek grzechu, który popełniamy. A wiadomo, że grzech to sprzeniewierzenie się woli Bożej, wypowiedzenie Bogu posłuszeństwa. W Starym Testamencie znajdujemy wiele przykładów skutków oddziaływania zła i grzechu. Z tego powodu ginęli ludzie, całe miasta i niemal cała ludzkość w czasie potopu. Również „naród wybrany” doświadczał wielu klęsk i upokorzeń, gdy odrzucał Boga, wpadał w pogaństwo. Jedną z nich była niewola babilońska. W podobnej niewoli znajdujemy się i my obecnie. Jest to niewola grzechu. To, że deklarujemy siebie jako wierzący, nie wystarcza. Chrystus mówił: „Nie każdy kto do Mnie woła: Boże, Boże, wejdzie do Królestwa Niebios, lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca Mego, który jest w Niebie” (Mt.7.21).
 
A czy ktoś zastanawiał się dlaczego upadło wielkie Cesarstwo Bizantyjskie. Przetrwało niemal tysiąc lat, bowiem naród żył po chrześcijańsku. W końcu upadła w narodzie wiara i zaczęły się kłopoty. Istnieje podanie, że jeden ze świętych prosił Boga o wyjaśnienie dlaczego taki tyran (cesarz) nimi rządzi? I otrzymał odpowiedź: „Szukałem gorszego ale nie znalazłem”. Co dalej stało się z wielkim cesarstwem, wiemy wszyscy.
 
Zajrzyjmy też do Rosji – też niegdyś wielkie cesarstwo. Był czas, że podobnie jak w Bizancjum, naród żył po bożemu. O tych czasach mówiło się, że była to Święta Ruś. Znamienna jest wypowiedź na ten temat metropolity moskiewskiego Makarego (Newskiego). Mówił on:
„Złote serce miałeś, narodzie ruski. Jakże pociemniało to złoto. Ruś Święta, co stało się z tobą? Gdzie podziała się twoja świętość? Kto przywróci ci bogobojność przodków naszych, którzy za wiarę prawosławną, za Dom Przenajświętszej Bogarodzicy, za ziemię ruską gotowi byli oddać nie tylko mienie, ale i własne życie. Cały naród był jak jeden mąż: u wszystkich było jedno pragnienie by zachować wiarę prawosławną i bogobojne życie. Wszyscy, i bojarzy, i chłopi, bogaci i biedni stanowili jakby jedną rodzinę, u której była taka sama wiara i te same zwyczaje. Przyjdzie święto i wszyscy idą do cerkwi. Już w soboty zamykane były aż do poniedziałku wszystkie miejsca rozrywki. Małżeństwa były zawierane na całe życie. Nie było rozwodów. Dzieci wychowywano w bojaźni Bożej, w poszanowaniu rodziców i osób starszych. Nauki naród prosty pobierał w cerkwi. Tej wiedzy wystarczało nie tylko dla zbawienia duszy, ale i istnienia mądrości życiowej. Do dzisiaj istnieją niezwykłe porzekadła ludowe z tamtych czasów. Zobaczmy kto dzisiaj przychodzi do cerkwi. Tam jedynie bywa prosty lud, ale i to nie zawsze. Wszyscy znani i zamożni do cerkwi już nie chodzą. Pełno ich natomiast w różnych klubach, w domach rozrywki, w teatrach. Rano, gdy jest czas by iść na nabożeństwo, oni odpoczywają po nieprzespanych nocach. Szczególnie inteligencja wybrała dla siebie jakby nową religię, przeróżne sekty, nowe zwyczaje. Stali się wstydzić tradycji swoich ojców i utracili ich wiarę. Wszystkie grupy społeczne zaczęły oddawać cześć złotym cielcom, zamiast Bogu. A prosty lud zaczął nadużywać alkoholu. Mężowie zaczęli zdradzać swoje żony. Upadek moralny dotknął i młodzież, która poszła w ślady rodziców. Największe wykroczenia przestali uważać za grzech. Zatracono godność i uczciwość. Minęły czasy, gdy nie znano kradzieży, bo naród był bogobojny. Tak więc roztrwoniliśmy nasze skarby i wzorce postępowania, przekazane nam przez naszych przodków. A teraz cierpimy i biedy, i wojny, i głód. Czyż możemy powiedzieć: Za co karzesz nas, Panie? Byliśmy narodem, który zaznał, darowanej nam przez Boga, szczęśliwości, a dziś naszym życiem zniesławiliśmy Jego święte Imię. O, Święta Ruś. Wspomnij na swoje dobre, minione czasy. Wspomnij też czasy trudne, kiedy umiałaś w modlitwie i pokorze wybłagać wybawienie. Wspomnij na zapomnianego przez ciebie Zbawiciela i pomódl się do Niego”.
 
Co spotkało Rosję w XX wieku wiemy doskonale. Rewolucja, dwie wojny światowe i terror. Skutki tych wydarzeń to dziesiątki milionów istnień ludzkich! Niewyobrażalną ofiarę złożył naród rosyjski za swoje odstępstwo od Boga. Dzisiaj obserwując Rosję, można nabrać przekonania, że pewna część jej mieszkańców powróciła do wiary ojców. Jednak ideały i doskonałość, którymi żyła niegdyś Świętą Ruś, wydają się być utraconymi na zawsze. 
 
A więc, wzloty i upadki. Występują one zarówno w życiu poszczególnych ludzi jak i całych społeczeństw. Widoczne jest to i obecnie. W epoce straszliwego podeptania wiary, zerwania więzi z Kościołem, społeczeństwa utraciły jakby swój parasol ochronny, który dawała im wiara w Boga. Zaczęliśmy żyć niczym zwierzęta. Łączymy się w pary nie dla założenia rodziny, lecz dla rozkoszy. Stąd tradycyjne pojęcia jak mąż, żona znikają. Zastępujemy je dziś modnymi: partner, partnerka. I takie przypadkowe związki płodzą dzieci, które pozostają jak ich rodzice, bez chrztu i wiary w Boga. I nie jest to zjawisko tylko lokalne. Dzieje się tak już na szerokim świecie, pokazują to w mediach. Wydaje się, że choroba ta, bo jak inaczej nazwać odstępstwo od Boga, staje się już nieuleczalną. Jej skutki to niewola, jakiej doświadcza rodzaj ludzki, niewola grzechu. Ginie nasza młodzież zatruwana narkotykami. Szerzy się plaga alkoholizmu. Pomimo rozwoju medycyny nie maleje śmiertelność na świecie. Nędza i głód dotyka bardzo wielu. Nikt nie jest pewny jutra. Nie ustają wojny. Zabija brat brata. Kiedyś nie tylko chrześcijanie, ale muzułmanie nazywali siebie braćmi. Zobaczmy co dziś dzieje się w ich świecie. Ciągłe wojny i terror. Przy pozornej wolności, tak wielu ludzi staje się niewolnikami swoich namiętności. Nie myśląc o skutkach takiego życia, bez reszty oddajemy się „zdobyczom tego świata”. Na skutki nie musimy długo czekać.
 
Warto w tym miejscu przytoczyć pewien epizod z Ewangelii. Kiedyś św. Piotr łowił ryby i przez noc nie złowił ani jednej. Wtedy Chrystus powiedział mu aby zarzucił sieć tuż obok łodzi. I św. Piotr z przerażeniem wyciągnął na brzeg aż 153 wielkie ryby (Jan.21.11). Wielu zastanawiało się dlaczego Ewangelista podaje taki szczegół, nawet dotyczący ilości złowionych ryb. Otóż wszystko co mówił i czynił nasz Zbawiciel ma głęboki sens. Gdy powoływał apostołów, mówił że uczyni ich łowcami dusz ludzkich. I tak się też stało. Co do ilości złowionych ryb, to Ojcowie upatrują w tym proroctwo dotyczące ilości zbawionych dusz. 100 ryb, to sto procent zbawionych w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w wiekach męczeństwa i prześladowań. 50 ryb to ilość zbawionych w poszczególnych wiekach średnich. 3 ryby - to ci co będą zbawieni w końcu czasów. I wszystko wskazuje na to, że już zbliżamy się do tych czasów. Potwierdzają to również słowa Chrystusa: „Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk.18.8).
 
Kończąc te nieudolne rozważania musimy powiedzieć jedno: nasz los jest w dużym stopniu w naszych rękach. I skoro Bóg obdarzył nas łaską bycia chrześcijanami, nie zatracajmy tej łaski i żyjmy tak jak nauczał nas Chrystus. Nastały czasy trudne dla chrześcijan, pokusa tego świata jest ogromna. Jednak z pomocą Bożą starajmy się nie zboczyć z drogi, którą wskazał  nam nasz dawca życia i Zbawiciel, Jezus Chrystus.
__________________________________
Wypowiedź Metr.Makarego z 1907r.: prawosławie.ru
Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2013-04-02)
Odsłon: 807