SYN CZŁOWIECZY - Relikwie i cudowne ikony <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 6:01 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Relikwie i cudowne ikony

SYN CZŁOWIECZY
Pod takim tytułem przed kilkunastu laty ukazała się książka autorstwa wybitnego  kapłana rosyjskiej cerkwi prawosławnej Aleksandra Mienia (zginął śmiercią tragiczną w 1990 r.). Jest to żywe opowiadanie o wydarzeniach Ewangelii, napisane z uwzględnieniem szerokiego tła historycznego i geograficznego. Książka, opisująca osobę Chrystusa, jest bardzo potrzebna w dzisiejszym laickim społeczeństwie i jest godna polecenia dla szerokiego kręgu czytelników. Z księgi tej wykorzystałem materiał traktujący o codziennym życiu Jezusa Chrystusa. Myślę, że wzbogaci on naszą skromną wiedzę o naszym Zbawicielu.
 
Mieszkając w Galilei Chrystus niezmiennie wstawał o świcie i często samotnie witał wschody słońca na nieodległych wzgórzach. Tam znajdowali Go uczniowie i prosili by zszedł i przemówił do czekających Go ludzi. Dni Jezusa wypełnione były pracą. Do późnego wieczora nie odstępowali Go na krok chorzy, oczekujący uzdrowienia; ci którzy Mu wierzyli, łowili chciwie każde Jego słowo: sceptycy zadawali niedorzeczne pytania lub wiedli z Nim spory, uczeni w Piśmie domagali się wyjaśnienia trudnych fragmentów Biblii. Niekiedy Jezus i Jego uczniowie nie mieli czasu na posiłek. „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał” – mówił Jezus (Jan 4,34). A jednak Ewangelie tylko dwa razy mówią, że Nauczyciel był bardzo zmęczony. Przeważnie widzimy Go w pełni sił i zapału.
Nie powinno nas dziwić, że nie zachowało się żadne wyobrażenie Chrystusa, wykonane przez Jego współczesnych. W Judei w ogóle nie było w zwyczaju wykonywania ludzkich wizerunków. Dla pierwszych chrześcijan najcenniejsze było duchowe oblicze Syna Człowieczego. „A jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” pisał apostoł Paweł (2 Kor.5,16).
 
Wydaje się, że najbardziej wiarygodne oblicze Zbawiciela zachowało się na całunie Turyńskim. Gdy z negatywu, jakim jest całun, przy wykorzystaniu współczesnej techniki, odtworzono pozytyw, świat ujrzał niesamowitą twarz – pełną Boskiej godności, spokoju , ciepła i miłości. Takiej twarzy, jak pisali znawcy, nie ma drugiej na świecie. I zauważmy, że całun jest płótnem pogrzebowym, w które zawinięto ciało Chrystusa po straszliwych przejściach Golgoty. Pomimo to z całunu promieniuje cudowne oblicze samego Boga.
 
Najwcześniejsze freski, na których wyobrażano Chrystusa, zgodnie z ustalonym później ostatecznym kanonem sztuki sakralnej, pochodzą z II nawet III wieku. Trudno orzec, na ile taki wizerunek Chrystusa oparty jest na tradycji ustnego przekazu. W każdym razie Nauczyciel, wędrujący pod upalnym słońcem drogami Palestyny, człowiek, którego ręce zaznały ciężkiej pracy fizycznej, niewiele ma wspólnego z Chrystusem mistrzów włoskich. Ubraniem Chrystusa nie była rzymska toga, lecz proste odzienie Galilejczyków: długi pasiasty chiton, na który zarzucano płaszcz; głowę miał zapewne okrytą białą chustą z wełnianą przepaską.
 
W rosyjskim malarstwie XIX w. najbardziej pod tym względem wiarygodną postać Chrystusa przedstawił Wasilij Polenow, ale jego obrazy nie oddają tej siły duchowej, która emanowała z Syna Człowieczego. Tę właśnie moc duchową utrwalili ewangeliści. W ich opowiadaniach odczuwa się ową zniewalającą siłę ducha, z jaką Jezus oddziaływał na bardzo różnych ludzi. Zawładnął natychmiast sercami swych przyszłych apostołów; strażnicy świątyni, posłani by pojmać Nauczyciela, nie mogli wykonać rozkazu, porażeni Jego nauczaniem. Było w Nim coś, co nawet wrogom kazało traktować Go z respektem. Uczeni w Piśmie zwracali się doń „Rabbi”, Nauczycielu. Sam wygląd Chrystusa i kilka wypowiedzianych przezeń słów wystarczyły, by wzbudzić w Piłacie mimowolny szacunek. Jakaś przejmująca tajemnica, niewytłumaczalna siła przyciągania tworzyła wokół Niego atmosferę miłości, radości, wiary. A częstokroć uczniów Jezusa ogarniało w Jego obecności uczucie świętej bojaźni, niemal strachu, jak przy bliskiej obecności Niepojętego. A przy tym Jezus nie miał w sobie nic z kapłańskiej napuszoności, wyniosłości. Nie uważał, że uwłaszcza Jego godności udział w czyimś weselu, zasiadanie do stołu z celnikami w domu Mateusza, odwiedzanie faryzeusza Szymona czy Łazarza. Nie było w Nim nic z surowego ascety lub posępnego doktrynera. Jezus dostrzegał nawet drobiazgi życia codziennego. Wśród ludzi czuł się jak u siebie.
 
Ewangeliści ukazują pełnię człowieczeństwa Jezusa. Widzieli łzy w Jego oczach; widzieli jak się smuci, dziwi, cieszy; jak obejmuje dzieci, zachwyca się pięknem kwiatów. Jego słowa pełne są zrozumienia dla ludzkich słabości; ale swoich wymagań nigdy nie łagodzi. Potrafi mówić z czułą dobrocią, ale umie też być surowy, a nawet twardy. Niekiedy w Jego słowach dźwięczy ironia: „przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda” (Mt.23,24). Zwykle łagodny i cierpliwy, wobec obłudników staje się bezwzględny. Przepędza ze świątyni handlarzy, piętnuje Heroda Antypasa i uczonych w Piśmie, wyrzuca uczniom ich małą wiarę. Jezus spokojny i opanowany, pała czasem świętym gniewem; nie ma w Nim jednak wewnętrznej dysharmonii, zawsze pozostaje sobą. Nie opuszcza Go nigdy – z wyjątkiem kilku tragicznych momentów – pogoda ducha. Zanurzony w gąszczu życia, równocześnie przebywa jakby w innym, pozaziemskim świecie, w jedności z Ojcem. Bliscy widzieli w Nim Człowieka, który pragnie tylko jednego - wypełnić wolę Boga Ojca.
 
Nie ma w Nim chorobliwej egzaltacji i zaciekłego fanatyzmu, właściwych wielu orędownikom i założycielom religii. Jasność spojrzenia, trzeźwość – to główne cechy Jego charakteru. Gdy mówi o sprawach niezwykłych, gdy wzywa do trudnych czynów i męstwa, czyni to bez fałszywego patosu i egzaltacji. Równie naturalnie gawędzi z ludźmi napotykanymi przy studni czy na świątecznej uczcie, jak i wypowiada te wstrząsające słowa: „Jam jest chleb życia” (Jan 6,48). Mówi o ciężkich próbach i walce. I jednocześnie niesie wszędzie światło, błogosławiąc i przemieniając życie.
 
Pisarzom nigdy nie udało się stworzyć przekonywającego obrazu bohatera „bez skazy”. Wyjątek stanowią ewangeliści; nie, żeby byli nieprześcignionymi mistrzami słowa, lecz dlatego, że opisali Osobowość niezwykłą. Zdaniem Goethego „wszystkie cztery ewangelie są prawdziwe, ponieważ spoczywa na nich odblask wielkiego ducha, którego źródłem była osoba Chrystusa, objawiająca się jako Boska bardziej niż cokolwiek innego na świecie”.
Jezus, przeciwnie niż pustelnicy z Qumran, nie odwracał się od świata, nie krył przed nim zazdrośnie skarbów swego ducha, lecz szczodrze obdarowywał nim ludzi. „Nie zapala się też światła – mówił Jezus – i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mt. 5 ,15).
W tym czasie język hebrajski był już językiem literackim. Ale w mowie potocznej posługiwano się zwykle narzeczem aramejskim i w nim właśnie Jezus rozmawiał z ludźmi. Świadczą o tym aramejskie słowa i zwroty, zachowane w Nowym Testamencie.
W swym nauczaniu Jezus uciekał się do tradycyjnych form poezji biblijnej. Jego słowa często rozbrzmiewały majestatycznym recitativem , podobnym hymnom dawnych proroków. Stosował też, na wzór uczonych w Piśmie, aforyzmy, zadawanie pytań i nie unikał argumentów logicznych. Szczególnie lubił przytaczać przykłady z życia codziennego – przypowieści, w nich właśnie zawarta jest najpełniej Jego nauka.
 
Przypowieści znane były w Izraelu z dawien dawna, ale Jezus uczynił z nich główny sposób przedstawiania swoich myśli. Poprzez nie odwoływał się nie tylko do intelektu, ale dążył do poruszenia całej osobowości człowieka. Chrystus, rysując przed oczami ludzi znane im obrazy przyrody i życia codziennego, wyciąganie wniosków pozostawiał często samym słuchaczom.
Wybrzeże Morza Galilejskiego, na które przyszedł Jezus wyróżniało się wspaniałą przyrodą. Sady owocowe, palmy i winnice okalały błękitne wody jeziora. Rosły tu akacje, oleandry, krzewy mirtowe obsypane białymi kwiatami. Plony zbierano tu przez cały rok.
Jest głęboki sens w tym, że przepowiadanie Ewangelii związane było ściśle z tą ziemią. Nowina o królestwie Bożym rozległa się po raz pierwszy nie w zadymionych, dusznych metropoliach, ale nad brzegiem lazurowego jeziora, pośród zielonych gajów i wzgórz, przypominając, że piękno ziemi jest odbiciem wiecznego piękna Nieba. Wzdłuż jeziora Genezaret ciągnęło się szereg miasteczek, z których pierwszeństwo oddal Jezus Kafarnaum. Mieszkańcy tego miasta byli świadkami Jego pierwszych cudownych uzdrowień.
Wszyscy czterej ewangeliści stwierdzają, że uczniowie, ludzie najbliżsi Jezusowi, początkowo nie rozumieli ani Jego samego, ani celu Jego misji. Niekiedy trudno im było uchwycić prostą nawet myśl Nauczyciela, co z pewnością smuciło Jezusa, ale z wielką cierpliwością wychowywał swych uczniów i cieszył się za każdym razem, kiedy coś stawało się dla nich jasne. Jezus kochał tę duchową rodzinę i swą więź z nią stawiał wyżej od związków krwi.
Za Jezusem stale ciągnęły tłumy, ale w tym twardym, pełnym wyrzeczeń życiu zdarzały się dni czy raczej chwile wytchnienia. Wtedy siadał na przybrzeżnych kamieniach w blasku łagodnego wieczornego światła, zatopiony w modlitwie. Czy uczniowie patrząc na Niego rozumieli, czy przeczuwali, że w Nim objawia się ten Najwyższy, który stwarza i porusza Wszechświat. Upewnią się o tym dopiero po zesłaniu na nich Świętego Ducha.
Chrystus ukrywał swoją Boskość. Nawet na górę Tabor zabrał ze sobą tylko Piotra, Jakuba i Jana, przed którymi przemienił się, pokazując im swoją Boskość. I tym razem zakazał informowania o tym zdarzeniu pozostałych uczniów. Te same słowa wygłaszał do wszystkich uzdrowionych.
Zdumiewające, że wieść iż jest Mesjaszem usłyszała z Jego ust, obca Izraelitom, Samarytanka. Jedynie św. Piotr w imieniu wszystkich Apostołów wyznał, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Boga żywego. Zdradę Judasza i zbliżające się cierpienia Golgoty przeżywał Chrystus jak zwykły śmiertelnik. O głębi tych przeżyć świadczy modlitwa w ogrodach Getsemani, w czasie której Jego oblicze pokrywał pot zmieszany z krwią. Kryminalistyka zna ponoć takie przypadki u ludzi skazanych na śmierć. Świadczy to, że nasz Zbawiciel w jednej osobie był prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem.
 _____________________
A.Mień. Syn Człowieczy. Wyd. Verbinum, 1994 r.
Kategoria: Relikwie i cudowne ikony | Dodał: pielgrzym (2013-08-13)
Odsłon: 736