ŚWIĘTA MARIA EGIPCJANKA - Tradycje prawosławia <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 6:02 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Tradycje prawosławia

ŚWIĘTA MARIA EGIPCJANKA
W Wielkim Poście, w czasie czytania Wielkiego Kanonu św.Andrzeja z Krety, słyszeliśmy wielokrotnie: „Święta matko Mario módl się za nami”. Pierwszego kwietnia natomiast czciliśmy pamięć tej świętej. Być może ktoś zastanawiał się dlaczego w Wielkim Poście wspominamy tę świętą. Odpowiedź jest prosta. Wielki Kanon Pokutny jest płaczem tonącej w grzechu duszy i wezwaniem do pokuty. Natomiast matka Maria, zwana Egipcjanką, jest żywym przykładem tej pokuty. Poznajmy choć w skrócie niezwykły żywot tej wielkiej świętej.
 
Żyła na przełomie V i VI w. Pochodziła z Aleksandrii. Z młodych lat prowadziła życie rozpustne. Uwodziła bardzo wielu mężczyzn. Grzęzła w tym ciężkim grzechu przez siedemnaście lat i chyba tak żyłaby do końca swoich dni, gdyby nie pewne zdarzenie. Z Aleksandrii odpływał do Palestyny statek, na którym było wielu pielgrzymów. Płynęli na święto Podniesienia Krzyża Pańskiego. Marię coś skłoniło aby popłynąć razem z pielgrzymami do Palestyny. Celem wyjazdu była zwykła ciekawość, gdyż nie była wierzącą, choć w dzieciństwie była ochrzczona.
 
Po dotarciu do Jerozolimy razem z pielgrzymami zapragnęła wejść do Bazyliki Grobu Chrystusowego. I gdy tylko próbowała przekroczyć próg Bazyliki jakaś niewidzialna siła zatrzymała ją. Próbę wejścia do świątyni powtórzyła kilkakrotnie i za każdym razem bezskutecznie. W przerażeniu uświadomiła sobie, że przyczyną tego niezwykłego zjawiska są jej ciężkie grzechy. We łzach padła przed ikoną Matki Bożej błagając o ratunek. Postanowiła zmienić swoje życie i w pełni powierzyć je opiece Bogarodzicy. Modlitwa była wysłuchana i Maria swobodnie weszła do świątyni. Pokłoniła się Życiodajnemu Drzewu, Golgocie i Grobu Zbawiciela. Wychodząc ponownie modliła się przed tą samą ikoną Matki Bożej prosząc o wskazanie co dalej ma czynić i dokąd pójść. I usłyszała głos „Jeśli przejdziesz za Jordan uzyskasz upragniony spokój”. Tak też uczyniła. Kupiła na drogę 3 chleby i opuściła święte miasto udając się na pustynię. Od tego czasu minęło wiele lat.
 
Nad Jordanem był monaster św. Jana Chrzciciela. Istniał zwyczaj, że gdy nastawał Wielki Post mnisi opuszczali monaster i udawali się na pustynię by tam w samotności, wyrzeczeniach i modlitwie spędzić post. Jeden z mnichów, o imieniu Zosima, prowadzony Duchem Świętym, po kilku dniach wędrówki z radością zobaczył w oddali człowieka. Był przekonany, że to jakiś święty i zapragnął usłyszeć jego pouczenia o zbawieniu. Jednakże nieznajomy zaczął szybko oddalać się. Na zawołanie Zosimy, że pragnie spotkać się z nim, usłyszał aby nie przybliżać się gdyż jest kobietą i to nagą. Starca Zosimę nazwano po imieniu. To skłoniło mnicha by błagać o rozmowę. W odpowiedzi został poproszony aby zostawił swój płaszcz i oddalił się. Gdy przybliżyła się ujrzał jej oblicze niemal czarne, spalone słońcem. Prosił ją o błogosławienie. Kobieta odpowiedziała, że jest wielką grzesznicą i ona powinna prosić Zosimę o błogosławieństwo gdyż jest kapłanem. To jeszcze bardziej upewniło starca z kim rozmawia. Oboje padli na kolana dziękując Bogu za spotkanie. Po chwili spełniając prośbę Zosimy zaczęła modlić się. Obróciła się na wschód i cicho modliła się. Gdy Zosima zobaczył jak święta unosi się nad ziemią padł jej do stóp. Następnie wybłagał aby ujawniła swoje imię i opowiedziała o swoim życiu na pustyni.
 
Usłyszał niewiarygodną opowieść. Święta mówiła o swoim grzesznym życiu za młodych lat, o niewidzialnej sile, która uniemożliwiła jej wejście do Bazyliki Grobu Chrystusowego i o życiu na pustyni. Zapytana czym żywiła się - odpowiedziała, że przez wiele lat żywiła się trzema chlebami, które zabrała opuszczając Jerozolimę. Teraz żywi się głównie korzonkami roślin. Ubranie jej całkowicie zniszczyło się i zaczęła żyć nago. Cierpiała głód, pragnienie, chłód pustynnej nocy i skwar dnia. Zapytana jak długo tak żyje – odpowiedziała - myślę, że 47 lat! Przez ten długi czas nie spotkała ani jednego człowieka. Nawiedzały ją bardzo często duchy złe potęgując i tak wielkie cierpienia. Walczyła z nimi jak z dzikimi zwierzętami. Gdy tylko próbowała coś zjeść zły duch podsuwał myśl o mięsie i rybie, do czego przywykła w Aleksandrii. Chciało się wina, gdyż wiele wypijała w młodości. Tu w pustyni brakowało jej nawet zwykłej wody i żywności. Cierpiała przez to. Bardzo często kusił ją zły duch by śpiewała nieskromne pieśni, nawet wydawało się jej, że je słyszy. Wtedy płacząc biła się w piersi i wspominała przyrzeczenia złożone przed ikoną Bogarodzicy i prosiła aby odsunęła te pokusy. Modląc się we złach i błagając o wybaczenie ciężkich grzechów, widziała jak otacza ją ze wszystkich stron nieziemskie światło. Wtedy po burzy wewnętrznej następowała wielka cisza.
 
Następnie opowiedziała Zosimie, jak na spowiedzi, jak męczyły ją złe myśli cudzołóstwa. Dosłownie paliły ogniem jej wnętrzności prowokując pożądanie. Wtedy padała na ziemię i czuła, że stoi obok niej Bogarodzica. Tak leżała z twarzą do ziemi, przez cały dzień i noc, póki nie poczuła, że ponownie otacza ją to nieziemskie światło. Tak żyła na pustyni pierwsze siedemnaście lat. Przez cały czas nie dawały jej spokoju biesy. Jednakże po upływie tego okresu we wszystkim kieruje ją już Przenajświętsza Bogarodzica.
 
Czy cierpiałaś na brak żywności i odzienia – zapytał Zasima? Chleby moje skończyły się w ciągu tych 17 lat. Zaczęłam odżywiać się korzonkami roślin. Od dawna chodzę naga. Wielokrotnie padałam na ziemię jak martwa. Od tamtego czasu aż do chwili obecnej niewidzialna siła Boża chroni moją grzeszną duszę i pokorne ciało. Karmiłam się i okrywałam wszechmocnym słowem Bożym, gdyż „nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt.4.4). Napisane jest, że „nie posiadający odzienia kamieniem się okryją” (Job.24.8) „jeśli usuną z siebie odzienie grzechu” (Kol.3.9). Odżywiałam się wspomnieniami z ilu ciężkich grzechów wybawił mnie Bóg.
 
Słysząc, jak święta Maria cytuje Pismo Święte, zapytał - gdzie nauczyła się psalmów i innych ksiąg? Odpowiedziała, uwierz mi, że nikogo z ludzi oprócz ciebie, nie widziałam od czasu przekroczenia Jordanu. Nigdy nie uczyłam się Ksiąg, ani też nie słyszałam śpiewu cerkiewnego, czy nabożeństw. Same Słowo Boże, żywe i twórcze nauczy człowieka wszelkiego rozumu.
 
Kończąc rozmowę święta prosiła Zosimę by modlił się za nią grzeszną. I jeszcze dodała, że zaklina go imieniem Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, aby wszystko co od niej usłyszał zachował w tajemnicy póki Bóg nie weźmie ją do Siebie. W następnym roku, w Wielki Post nie wychodź za Jordan, jak wasz mnisi zwyczaj nakazuje. Pozostań w monasterze. A gdybyś nawet chciał wyjść – nie wyjdziesz. W Wielki Czwartek Ostatniej Wieczerzy Pańskiej weź ze sobą świętą Komunię i przynieś mi. Czekaj na mnie po tamtej stronie Jordanu na skraju pustyni, aby jak przyjdę mogła przyjąć święte dary. Powiedziawszy to, prosząc raz jeszcze o modlitwy, święta odeszła na pustynię.
 
Przez cały rok starzec Zosima zachowywał tajemnicę i modlił się by Bóg pozwolił raz jeszcze widzieć świętą. Gdy nastał Wielki Post starzec przez chorobę musiał pozostać w monasterze. Wspomniał wtedy prorocze słowa świętej. W Wielki Czwartek wieczorem zabierając święte dary opuścił monaster i udał się nad Jordan. Po pewnym czasie święta zjawiła się i przeżegnawszy rzekę przeszła na drugi brzeg po powierzchni wody. Zdumiony Zosima chciał oddać jej pokłon ale mu zabroniła. Po zmówieniu modlitw przyjęła święty sakrament, uniosła ręce do góry i zmówiła modlitwę św. Symeona „Dzisiaj uwalniasz służebnicę Twoją, Panie, według słów Twoich w pokoju, gdyż oczy moje widziały zbawienie Twoje”. Rozstając się święta prosiła aby starzec za rok przyszedł na to samo miejsce przy wyschniętym potoku, gdzie spotkali się po raz pierwszy. Przeżegnawszy rzekę, ponownie przeszła po powierzchni wody na drugą stronę i zniknęła w oddali. Wracając do monasteru starzec żałował, że nie dowiedział się jak ma na imię święta.
 
Minął rok i starzec ponownie udał się na pustynię na wyznaczone miejsce. Znalazł tam świętą już martwą ze złożonymi na piersi rękoma z twarzą obróconą na wschód. Długo modlił się i płakał nad ciałem. Po chwili zobaczył napis na piasku obok głowy świętej: „Pochowaj, abba Zosima, na tym miejscu ciało pokornej Marii. Złóż proch do prochu. Módl się do Boga za tę, która odeszła w pierwszy dzień kwietnia, w noc zbawiennych cierpień Chrystusa, po przyjęciu Boskiej Ostatniej Wieczerzy”. Zosima wstrząśnięty wydarzeniem dziwił się zarówno pismem niepiśmiennej świętej jak i jej dotarciem w mgnieniu oka po św. Komunii do miejsca śmierci, co Zosimie zabierało 20 dni drogi.
 
Wykopanie grobu w twardej pustynnej glebie okazało się nie łatwe. Zastanawiając się czym wykopać grób zobaczył obok ciała świętej ogromnego lwa, który lizał jej stopy. Z przerażenia przeżegnał się ale będąc przekonany, że święta go obroni, polecił lwu by wykopał grób. Lew wykonał polecenie. Starzec Zosima pochował świętą Marię, po czym wrócił do monasteru. W monasterze opowiedział braciom o wszystkim co widział i słyszał od świętej Marii. Po wysłuchaniu tej niezwykłej historii wstrząśnięci bracia postanowili świętować dzień śmierci świętej Marii Egipcjanki 1 kwietnia. Do dziś Cerkiew czci pamięć świętej w tym dniu. Starzec Zosima dożył sędziwego wieku i mając niemal 100 lat odszedł do Pana.
 
Opowieść o życiu świętej Marii przez wiele lat była przekazywana przez starców kolejnym pokoleniom braci monasteru św. Jana Chrzciciela nad Jordanem. Po latach zapisał ją arcybiskup jerozolimski Sofroniusz co pozwoliło, że zachowała się aż do naszych czasów.
 
Czytając tę niezwykłą opowieść o życiu św. Marii chyba każdy wrażliwy człowiek uroni nie jedną łzę. Jest to i współczucie jej cierpieniom i zarazem łza za nas samych. Życie bowiem nasze doszło już do takiego etapu zgorszenia, takiego upodlenia się grzechem, że tylko miłość Boża do nas grzesznych nie zamyka jeszcze przed nami drzwi świątyń, jak to miało miejsce ze świętą Marią. Bardzo wielu z nas zasłużyło w swoim życiu, że już powinniśmy uciekać na pustynię by ratować swoje dusze. Grzech rozwiązłości i cudzołóstwa, jak straszliwa epidemia, ogarnął rodzaj ludzki. A musimy wiedzieć, że jest grzech śmiertelny, jeden z najbardziej kalających duszę i ciało. Apostoł Paweł ostrzegał: „Nie oszukujcie się sądząc, że cudzołożnicy dostąpią Królestwa Bożego”. Według ojców świętych głównie ten grzech w czasie mytarstw strąca dusze do piekieł. Strach pomyśleć, jak wielu ludzi dzisiaj to czeka.
 
Zastanawiając się nad życiem świętej Marii przychodzimy do wniosku, że nie ma takiego grzechu, którego nie można zmazać pokutą. Wyjątek stanowi znieważenie Ducha Świętego. Przykład świętej Marii pokazuje do czego jest zdolny człowiek: od najgłębszego upadku do wyżyn przebóstwienia. Święta dochodziła do tych wyżyn żyjąc w niewyobrażalnie trudnych warunkach pustyni. Czytając jednak żywoty świętych tamtych czasów widzimy, że zmagania o dostąpienie zbawienia w wielu przypadkach właśnie nosiły znamiona cierpień, porównywalnych z męczeńską śmiercią w czasach prześladowań za wiarę. ____________________
Źródło: siedmica.ru
Kategoria: Tradycje prawosławia | Dodał: pielgrzym (2012-04-17)
Odsłon: 1125