SŁOWO O CZŁOWIEKU - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 5:54 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

SŁOWO O CZŁOWIEKU
Jednym z wielkich, niemal współczesnych, teologów prawosławnych, jest św. Ignacy Branczaninow (1807 - 1867). Jego wypowiedzi, jego nauki są niezwykłe. Niektórzy uważają, że stanowią one syntezę nauki Ojców Kościoła Wschodniego. Poznajmy zatem jego wypowiedź o nas samych, czyli „Słowo o człowieku”.
 
Z monasterskiej celi patrzę na wspaniały, ogromny świat - mówi święty Ignacy. Ogarnia mnie zdumienie i podziw. Wszędzie widzę rzeczy nieosiągalne jako dzieło wielkiego Rozumu. Oglądając Jego niezliczone dzieła w nieogarniętym obrazie świata, do końca nie mogę zrozumieć ani jednego z Jego stworzeń, ani jednego z Jego działań. Dana mi jest możliwość widzenia tylko tej części stworzenia, która jest dostępna dla moich zmysłów. Posiadam możliwość przekonania się, że w przyrodzie obowiązuje niezwykłe prawo, jednolite dla wszystkich stworzeń. Moja ograniczoność pozwala mi poznać zaledwie minimalną część tego prawa. Nieosiągalne dla mnie pozostaje poznanie kosmosu, tak jak i np. kiełkowanie roślinki. Czerpie ona z ziemi niezbędne dla siebie soki przetwarza je, tworzy z nich właściwą dla siebie jakość, smak, zapach, kolor i owoce. Obok niej, z tej samej ziemi i z tych samych soków, wyrasta inna roślinka o zupełnie innych właściwościach. I często, obok niezwykle smacznej jagody lub pięknego kwiatka, wyrasta bylina nasączona śmiercionośnym jadem.
 
Pośród rzeczy zadziwiających tego świata widzę i siebie – człowieka. Kim jestem? Skąd i dla czego jestem na ziemi? Jaki jest cel mojego istnienia? Co jest przyczyną i celem mojej tułaczki, krótkiego, w porównaniu z wiecznością, życia na ziemi. Pojawiam się na świecie nieświadomie, bez jakiejkolwiek z mojej strony zgody, zabierany jestem z tego życia wbrew mojej woli i w czasie nieokreślonym. Pojawiam się i znikam jak niewolnik. Żyję na ziemi nie znając przyszłości. Nie wiem co będzie ze mną następnego dnia, nawet za kilka minut. Stale zaskakuje mnie coś niespodziewanego. Stale znajduję się pod wpływem zjawisk i sytuacji, które oddziałują na moje życie. Co dzieje się ze mną, gdy przebywszy na ziemi darowany mi czas, znikam z jej oblicza, przechodzę nie wiadomo dokąd? Sposób mojego rozstania się z życiem ziemskim jest straszny, nazywają to śmiercią. Z pojęciem śmierci kojarzone jest pojęcie zaprzestania istnienia w ogóle. Jednakże istnieje we mnie podświadome przekonanie, że jestem nieśmiertelny. Przekonanie to towarzyszy mi przez całe życie. Ludzie umierający przy pełnej świadomości mówią i zachowują się jak odchodzący i przesiedlający się do innego świata, wcale nie jak na zatracenie i nicość. Człowiek więc jest tajemnicą dla samego siebie. Tajemnica ta jest skutkiem grzechu, skutkiem upadku naszych prarodziców. Pozbawieni zostaliśmy możliwości samopoznania. Rozum mój jest bezsilny aby zgłębić tajemnicę mojego ciała, nie mówiąc już o tajemnicy mojej duszy. Pojęcie, które posiadam jest powierzchowne i daleko niedostateczne. Wynika to z tego iż działania nieograniczonego Rozumu nie mogą być w pełni dostępne mojemu ograniczonemu rozumowi.
 
Kim więc jesteśmy? Pytanie takie stawiali ludzie od pradziejów i nie znajdywali na nie odpowiedzi. Utracili bowiem nie tylko pojęcie kim są ale i jak znaleźli się na tym padole ziemskim. Wierzyli jednak w jakąś formę istnienia po śmierci. Uważali siebie za istotę wyższą, niż otaczający ich świat zwierzęcy. Dowodzi to, że nie do końca zatarty został w człowieku obraz Boży, jednakże umysł, skażony przez życie w grzechu, nie pozwalał wznieść się na wyżyny by uznać istnienie Boga.
 
Jedyną niepodważalną odpowiedź na pytanie „kim jesteśmy” daje nam Pismo Święte. Mówi ono, że człowiek jest istotą stworzoną przez Boga dla życia wiecznego. Celem jego istnienia na ziemi jest dążenie do przebóstwienia, osiąganego przez  uwielbianie Stwórcy i życie według Jego przykazań. Jesteśmy stworzeni na wzór naczynia, w którym powinien zamieszkać Sam Bóg. Apostoł Paweł mówi, że: „Jesteśmy świątynią Boga żywego” (2Kor.6.16). I dalej „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga i że już nie należycie do samych siebie. Za wielką bowiem cenę zostaliście kupieni. Dlatego wychwalajcie Boga w ciele i w duszach waszych, które należą do Boga” (1Kor.6.19-20). Chrystus mówił: „Trwajcie we Mnie, a Ja będę w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie”. (Jan. 15.4-6).
 
Święty Izaak Syryjczyk mówi: „Ośmielam się stwierdzić, że jesteśmy świątynią Boga. Oczyśćmy więc naszą świątynię aby On mógł w nas zamieszkać. Uświęćmy ją, bowiem On jest święty. Upiększy ją dobrymi uczynkami, czystą serdeczną modlitwą”.
 
Jeśli nie dążymy aby być świątynią Boga, stajemy się siedliskiem grzechu i zła. Wtedy miejsce Boga zajmuje w nas duch nieczysty. Jeśli utracimy godność, którą zostaliśmy obdarzeni, skażemy siebie na wieczną zgubę. Jestestwo nasze może obcować z aniołami i być naczyniem Ducha Świętego, ale może też obcować z demonami, być siedliskiem diabła. W zamyśle Stwórcy przeznaczeniem naszym jest życie wieczne. Zapytajmy więc siebie czym napełnione jest serce nasze – dobrem czy złem? Bóg darował nam życie i prawo wyboru i tylko od nas zależy czy chcemy być z Bogiem czy wybieramy zło i śmierć.
 
A teraz spróbujmy zobaczyć do czego jest zdolny człowiek odrzucający Boga. Korzystając z wielkiego daru Bożego – wolnej woli, człowiek może zaprzedać duszę szatanowi i stać się siedliskiem zła - odwiecznego wroga nie tylko Boga ale i człowieka. Nawet z nowożytnej historii znamy przykłady przywódców narodów, którzy wywoływali wielkie wojny światowe siejąc zagładę niezliczonej ilości istnień ludzkich. Znamy też przywódców, na rozkaz których mordowano miliony ludzi – przedstawicieli ich własnych narodów. Przywódcy ci nie działali sami. Znajdowali bardzo liczne grona gorliwych wykonawców szatańskich decyzji, którzy lubowali się w zabijaniu niewinnych ludzi, w szczególności chrześcijan, duchowieństwa. Są to oczywiście przykłady skrajnego odczłowieczenia istot ludzkich.
 
A teraz spójrzmy na zupełnie inną skrajność, do której może dojść człowiek. Mamy tu na względzie ludzi, którzy wyrzekli się dobrodziejstw świata i podążyli drogą wskazaną przez naszego Zbawiciela. Jest to niewątpliwie droga ciernista, pełna wyrzeczeń, ale z pomocą Bożą możliwa do pokonania. Znamy imiona tych ludzi, niektórzy byli nam współcześni, żyli wśród nas. Cechowała ich ogromna pokora, bezgraniczna miłość do bliźniego, chęć niesienia pomocy, szczególnie po przez modlitwę. Ich wiara czyniła cuda. Stawali się żywymi naczyniami Ducha Świętego. Jeszcze tu na ziemi zbliżali się, zarówno duszą jak i ciałem, do stanu naszych prarodziców przed ich upadkiem w raju. Obcowali z aniołami i świętymi. Modlili się za wszystkich, za cały świat. I ich modlitwy, ich prośby były spełniane. Świętych takich w historii chrześcijaństwa było wielu. Posłużmy się przykładem współczesnego nam, świętego Paisjusza (1924-1994), ze świętej Góry Athos. Jego droga do świętości opisana została na 700 stronach. I co w tym opisie znajdujemy. Po pierwsze już od młodzieńczych lat ogromną determinację służenia Bogu i ludziom. Życie jego wypełniała modlitwa. Szukał odosobnienia. Był mnichem na Synaju, a także na świętej Gorze Athos. Przez lata wyrzeczeń i ascezy pozyskał łaskę Ducha Świętego i zaczął nieść pomoc ludziom. Fala pątników podążała za nim prosząc o pomoc i modlitwy. Przejmował na siebie cierpienia, a nawet choroby innych. W ostatnich latach życia twierdził zebranym, że będzie im bardziej pomocny modląc się za nich i za cały świat niż osobiste z nimi kontakty.
 
I zobaczmy do czego ten człowiek dostąpił, jak wielką łaską obdarzył go Bóg. Żyją świadkowie, którzy widzieli świętego gdy podczas modlitwy odrywał się od ziemi i unosił się w powietrzu. Podobne przypadki notowano nawet gdy starzec wykonywał jakieś prace fizycznie. Zadziwiał swoim zachowaniem w czasie ulewy. Tam gdzie znajdował się, w promieniu kilku metrów, nie spadła ani kropla deszczu. Widziano, jak starzec lekkim dotykiem usuwał ze ścieżki górskiej wielotonowy głaz, który blokował przejście. Spełniały się naocznie słowa Chrystusa o sile wiary mogącej przesuwać góry. Łamane więc były prawa fizyki o ciążeniu i grawitacji. Święty nieraz zjawiał się jak duch bądź stawał się niewidzialny, gdy ktoś bez jego błogosławieństwa próbował zrobić mu zdjęcie. Analogicznie zdarzało się przy próbie nagrywania z nim rozmów. Starzec obdarzony był mocą uzdrawiania chorych i to nieraz cierpiących na choroby nieuleczalne takie jak rak, białaczka, choroby serca, paraliż, ślepota. Nie stosował nad chorymi jakichś szczególnych znaków. Modląc się jedynie mówił: „Nic ci nie jest” i chorzy cudownie zdrowieli. Święty posiadał łaskę Ducha Świętego, którym obdarzeni byli Apostołowie  w  dniu Pięćdziesiątnicy. Pomimo, iż nigdy nie uczył się obcych języków – swobodnie porozumiewał się z obcokrajowcami w ich własnych językach. Oto jaką mocą może obdarzyć człowieka Bóg.
 
Starzec lubił nie tylko ludzi ale i zwierzęta. Nawet dzikie drapieżne bestie w jego obecności zachowywały się jak zwierzęta domowe. Analogicznie zachowywały się najbardziej płochliwe ptaki. Nieraz karmił je z ręki. Święty osiągnął więc stan, w jakim był w raju praojciec Adam, któremu podporządkowana była cała przyroda.
 
Jak widzimy na tych dwóch przykładach jakie skrajne możliwości posiada człowiek. Może upodobnić się do upadłego anioła, stać się narzędziem śmierci w jego ręku, a po rozstaniu się z tym światem na wieki znaleźć się w czeluściach piekieł. Może też iść drogą, wskazaną przez Chrystusa i osiągnąć, tu na ziemi, stan zbliżony do Boga. Zbawiciel mówił „bądźcie doskonali jak Ojciec wasz doskonały jest”. Biblia mówi, że człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo Boże. Obraz Boży posiada każdy z nas. Podobieństwo natomiast musimy, przy pomocy Bożej, osiągnąć sami. I takie podobieństwo uzyskała niezliczona ilość świętych. Oto przykład, oto wzór do naśladowania, oto dowód do czego został powołany człowiek.
________________________ 
Oprac.na podst. „Żizń, smiert i biezsmiertije”
Św. Ignacy Branczaninow. Symferopol 2010.
Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2011-12-27)
Odsłon: 760