Sobota, 2017-10-21, 8:42 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [28]
Bliski wschód [13]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [29]
Relacje międzywyznaniowe [35]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [48]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Bliski wschód

ŚLADAMI ŚWIĘTEJ RODZINY

Wielu z nas, szczególnie w okresie  Bożego Narodzenia, od dzieciństwa lubiło słuchać opowieści o Palestynie, Jerozolimie, Betlejem,  Nazarecie.  Część  z nas miało szczęście pielgrzymować do tych  świętych miejsc. Do tych wybrańców zaliczę i swoją skromną osobę. Wspominając te szczęśliwe chwile, chciałbym zabrać naszych wiernych w wirtualną podróż do Palestyny i spróbować podążyć śladami Świętej Rodziny.

Pojęcie Świętej Rodziny jest bardziej  popularne  w Kościele  katolickim niż prawosławnym. Swój wyraz  znajduje m.in. w  ikonografii zachodniej i stanowi wzór do naśladowania przez współczesnych małżonków. W naszym rozumieniu,  przedstawianie na obrazach św. Józefa jako mężczyzny w średnim wieku, przeczy  Tradycji Świętej. Opatrzność Boża wybrała św. Józefa,  nie jako męża św. Marii,  w naszym ziemskim rozumieniu, ale jako opiekuna  zarówno Bogarodzicy jak  i Dzieciątka.  Niech mi  Bóg wybaczy za moje dociekanie spraw, o których tylko w zarysie mówią Ewangeliści.    

Czytając   Pismo   Święte   możemy  zauważyć, że  zarówno   święty   Jan   Chrzciciel  jak      i  Przenajświętsza Maria  pochodziły  od  bardzo zaawansowanych wiekowo rodziców.  Z punktu widzenia biologii, kobiety będące w wieku  tych świętych  matek,  już nie rodzą dzieci. Ale to co  niemożliwe  u ludzi, możliwe jest dla Boga. Bóg spowodował, że  ich Dzieci były owocem cudu,  a nie żądzy, jakim  jesteśmy my wszyscy.

Zacznijmy od Zachariasza i Elżbiety. Zachariasz,  kapłan w rodu Aarona, świadom wieku swojej żony,  zwątpił słowom anioła  zwiastującego o narodzeniu mu przez Elżbietę syna, przez to  pozostawał niemy aż się spełniły słowa posłańca Niebios. Ich synem był Jan Chrzciciel, największy z ludzi  kiedykolwiek zrodzonych przez kobietę, jak mówił o nim Chrystus.

Druga para małżeńska - Joachim i Anna,  również bezdzietnie dożywała swoich dni. Święty Joachim  nawet rozstał się ze swoją żoną i zamieszkał  w jednej z jaskiń Pustyni Judzkiej,  poświęcając się  modlitwie i  wyrzeczeniom. Bóg usłyszał jego modlitwy, i pomimo zaawansowanego wieku, Anna urodziła im córkę.  Anna  była siostrą Elżbiety, również pochodząca z rodu Aarona, brata Mojżesza.

Św. Jan szybko utracił rodziców – Zachariasza zamordowano przy ołtarzu w świątyni jerozolimskiej,  gdyż nie wskazał  dzieciobójcom Heroda,  miejsca pobytu syna i jego matki. Po tym wydarzeniu Elżbieta również w krótce zmarła. Los dziecka pozostał w ręku Boga.

W przypadku rodziców św. Marii sprawa miała się podobnie. Joachim i Anna, z radości o narodzeniu dziecka, ślubowali oddać je na wychowanie do świątyni jerozolimskiej. Gdy dziecko osiągnęło wiek trzech lat nastąpiło wprowadzenie św. Marii do świątyni. Cerkiew prawosławna wydarzenie to zalicza do grona 12  najważniejszych świąt w roku. Można sobie wyobrazić jak wielkim wyrzeczeniem było oddanie umiłowanego dziecka w obce ręce.  Przy świątyni jerozolimskiej,  z wielkim pietyzmem odbudowanej przez Heroda, najprawdopodobniej istniał ośrodek, na podobieństwo Instytutu  Szlachetnie Urodzonych Dziewic  w Rosji. Do ośrodka tego  kierowano dzieci płci żeńskiej na wychowanie. Mogły przebywać tam do ukończenia 12 roku życia, co w tamtych czasach uważane było za osiągnięcie wieku dojrzałego.  Tu dzieci uczyły się rękodzielnictwa,  pobierały naukę,  ze szczególnym  uwzględnieniem  Pisma Świętego. Było to przygotowanie dziewic   do   zakładania  i prowadzenia szlachetnych małżeństw.  Taki los spotkał i św. Marię.  Za mąż jednak wychodzić nie chciała, bowiem składała śluby czystości. W tej  sytuacji kapłani o rozstrzygniecie zwrócili się do Boga. Wezwano wszystkich samotnych mężczyzn z rodu Dawida  by złożyli swoje gałązki  na ołtarzu w świątyni jerozolimskiej. Wśród nich był także św. Józef. Jedynie jego gałązka wypuściła pędy i zakwitła. Dopiero po tym cudzie św. Maria zgodziła się być żoną św. Józefa. Był on wtedy wdowcem,   miał  około 80 lat i zamieszkiwał w Nazarecie.   

Nic się nie dzieje bez woli Bożej.  Przeznaczeniem św. Marii było stać się Matką naszego Zbawiciela. I aby ukryć jej macierzyństwo i nie być posądzoną o cudzołóstwo, za co według prawa Mojżeszowego groziła kara śmierci, Bóg dał Jej opiekuna w osobie św. Józefa. Ale i on początkowo posądzał  swoją żonę  o ten grzech widząc, że jest w ciąży. Jednakże  z szacunku  do Niej, chciał potajemnie odprawić z domu. Wynika z tego, że św. Maria zwiastowanie Archanioła Gabriela zachowała jako tajemnicę  w swoim sercu. O zwiastowaniu  św. Józef  dowiedział się  dopiero od anioła,  po czym  otoczył   św. Marię  szczególną opieką.

Można powątpiewać czy ktokolwiek z wieloosobowej rodziny św. Józefa (miał kilku synów i córek z pierwszego małżeństwa) mógł wiedzieć o zwiastowaniu Archanioła Gabriela i dlatego ciążę św. Marii najprawdopodobniej traktowano jak rzecz naturalną,  była przecież osobą zamężną.  Po zwiastowaniu  odwiedziła św. Elżbietę. I dopiero przy spotkaniu w domu Zachariasza Bóg odkrył Elżbiecie kogo ma przed sobą. Hymny Maryjne, które powstały w tym czasie, zaliczane są do najpiękniejszych utworów w Prawosławiu. A zatem, oprócz św. Józefa, o zwiastowaniu Archanioła  dowiedziała się już Elżbieta i Zachariasz.  Jest mało prawdopodobne,  aby o  tajemnicy  tej nie wiedzieli  rodzice  św. Marii,  których  Cerkiew prawosławna wspomina na każdym nabożeństwie.           

Przyjście na świat Zbawiciela również było ukryte  przed ludźmi. Bóg narodził się w jaskini betlejemskiej. Wieść o narodzeniu jako pierwsi otrzymali pastuszkowie, strzegący swoich stad w pobliżu Betlejem.  Radość tę zwiastowali im aniołowie. Po  obrzezaniu  8 dnia i nadaniu imienia Dzieciątku,   zgodnie z prawem Mojżeszowym Św. Rodzina   udała się do świątyni jerozolimskiej. Spotkał ich  św. Symeon i wygłosił prorocze słowa dotyczące zarówno Chrystusa jak i Jego Matki. Po złożeniu darów przez magów  i  opuszczeniu  Palestyny,  król Herod wydał rozkaz zabicia w Betlejem i okolicy  dzieci płci męskiej w wieku do 3 lat, mając nadzieję, że wśród nich będzie zabity i nowonarodzony Król Izraela. Objawienie się anioła  św. Józefowi  zapobiegło   tragedii.  Święta Rodzina udała się do Egiptu gdzie przebywała trzy lata.   Według źródeł koptyjskich w  miejscach gdzie   zatrzymywali się,  do dziś istnieją klasztory.

Do  Palestyny  wrócili gdy Herod już nie żył.  Jezus mógł mieć 4 - 5   lat. Wrócili do Nazaretu, biednej mieściny w Galilei  nad jeziorem Genizaretskim.  Zarówno  Bogarodzica  jak i Chrystus stali się członkami wieloosobowej rodziny św. Józefa.

Nie wiemy gdzie Chrystus pobierał nauki.  Najprawdopodobniej  Jego nauczycielką była Matka, która tę wiedzę zdobyła, mieszkając przez wiele lat przy świątyni jerozolimskiej. O niezwykłym talencie  i znajomości Pisma Świętego dowiadujemy się, gdy Chrystus  miał już 12 lat. Zadziwił   znajomością proroctw  największych ówczesnych znawców Pisma Świętego, zgromadzonych w świątyni jerozolimskiej.

Dzieciństwo  Jezusa upływało w środowisku rodzinnym w Nazarecie.  O tym okresie życia istnieje  piękna legenda:  „był u Chrystusa - młodzieńca sad”... Mówi  się w niej, że Chrystus w sadzie tym  hodował  piękne  róże, z których żydowskie dzieci splotły Mu  wieniec cierniowy. Wieniec faktycznie splotą ale już  legioniści rzymscy. Chrystus aż do pełnoletności, czyli 30 roku życia, pomagał św. Józefowi w jego warsztacie stolarskim. Nie wiemy poza tym  nic o tym okresie Jego życia.  Oprócz św. Marii  i św. Józefa  prawdopodobnie  nikt z najbliższych nie wiedział kim  naprawdę jest Chrystus. Tajemnicę tę św. Józef zabrał do grobu. Zmarł ok. 20 r.n.e.

W Kanie Galilejskiej Chrystus  dokonał wielkiego cudu – przemiany zwykłej wody w szlachetne wino. Uczynił to wyłącznie na prośbę Matki, twierdząc, że jeszcze nie nastał Jego czas. Ale wydaje się, że i ten cud nie uświadomił najbliższym kim jest Chrystus. Potwierdzenie tego znajdujemy też u Ewangelistów.  Pewnego razu w czasie nauczania zebrało się wokół Chrystusa bardzo dużo ludzi. Wtedy ktoś z  zebranych oznajmił,  że na zewnątrz oczekują  Jego Matka i   bracia.  Chrystus,  wskazując na swoich uczniów powiedział,  „Oto  Matka moja i  bracia Moi, bowiem  kto będzie spełniać wolę Ojca Mego niebieskiego, ten będzie Mnie bratem, siostrą i matką”  (Mk. 3,31-35).  Były to słowa  skierowane przede wszystkim do Jego przyrodnich braci – dzieci i wnuków św. Józefa. Uważali oni bowiem, że Chrystus zachowuje się dziwnie, z cieśli zamienił się w nauczyciela  ludu. Najprawdopodobniej   aby potwierdzić  swoją  opinię  o Chrystusie,  zabrali ze sobą Jego Matkę. Bogurodzica   od samego  początku wiedziała kim jest Chrystus  i  jaką misję spełnia na ziemi jej Syn.  

W innym miejscu Ewangeliści podają, że  Chrystus odwiedził miejsca, gdzie spędził większość Swojego życia.  Nie okazano  Mu  adoracji  jako prorokowi, za którego uważał Go  lud. Dlatego nie uczynił tam żadnego cudu,   ale wypowiedział gorzkie słowa: „żaden prorok nie będzie uznany w swojej ojczyźnie” (Łk.4,24).

Ewangeliści, również potwierdzają, że nawet Jego najbliżsi nie rozumieli misji Chrystusa. Przyjmowali, jak większość Izraelitów, że Chrystus  będzie królował na ziemi i wybawi naród Izraelski z niewoli rzymskiej.  I tak matka Jakuba i Jana – wnuków św. Józefa, prosiła Zbawiciela aby jej synowie mogli zasiadać  po obu stronach  tronu Chrystusa w Jego Królestwie. Chrystus odpowiedział, że kto zasiądzie przy Nim wie tylko Bóg Ojciec.

Analogicznie rozumował otaczający Chrystusa  tłum. Gdy pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił Chrystus 5 tysięcy ludzi, rozradowany tłum był przekonany, że Chrystus, czyniący  takie cuda, w krótce  uczyni swoje Królestwo na ziemi i dlatego zamierzali zatrzymać go siłą. Ale Chrystus uniknął zatrzymania.

Sami apostołowie,  jako zwykli rybacy, również  nie zawsze rozumieli wypowiedzi Chrystusa. I chociaż przez niemal trzy lata  byli świadkami wielu cudów, ich wiara była chwiejna. Po zatrzymaniu Chrystusa w ogrodzie Getsemani – rozpierzchli się,   a św. Piotr trzykrotnie wyrzekł się swojego Boskiego Nauczyciela. Dopiero spotkanie z Chrystusem po zmartwychwstaniu i zesłanie Ducha Świętego uczyniło z nich heroldów,   nieustraszonych głosicieli  Ewangelii narodom.

Przy dokonywaniu największych cudów – Przemienienie na górze Tabor, wskrzeszania  zmarłych,  Chrystus zabierał ze Sobą najbliższych uczniów – Piotra, Jakuba i Jana, będących jakby ostoją wiary w gronie dwunastu.

Wieść o Chrystusie rozchodziła się po Palestynie i okolicach  lotem błyskawicy, a to głównie za sprawą tak wielu dokonywanych cudów. Nie było choroby czy kalectwa, opętania czy nawet śmierci, dla  których Chrystus nie był uzdrowicielem.  Nie szukał    rozgłosu, przeciwnie - wszystkim uzdrowionym nakazywał milczenie, nawet  wypędzanym  z ludzi biesom.  One wiedziały kim jest Chrystus,  bowiem zwracały się do Niego jako Syna Bożego (Łk.4, 41).  Ani faryzeusze, ani  biegli w Piśmie, czy otaczające Chrystusa tysiące pątników, niestety nie znały, że Chrystus jest Zbawicielem świata, Drugą Osobą Trójcy Świętej, która przez Swoje wcielenie, śmierć na krzyżu i chwalebne zmartwychwstanie otworzyła nam wszystkim bramy raju.   Prawdę tę już od dwóch tysięcy lat  wyznają chrześcijanie.         

 

 

      

    

Kategoria: Bliski wschód | Dodał: pielgrzym (2016-12-16)
Odsłon: 186