SIŁA MODLITWY - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 5:59 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

SIŁA MODLITWY

Wszyscy wiemy czym jest modlitwa. Jest to rozmowa człowieka z Bogiem. Potrzebę modlitwy wskazał nam Sam Chrystus, który bardzo często modlił się do Swojego Ojca. On też nauczył nas jak mamy się modlić dając nam modlitwę Ojcze Nasz. Modlili się również święci. Siła ich modlitwy czyniła cuda – uzdrawiała chorych, wskrzeszała umarłych. Bez modlitwy nie jest możliwe i nasze zbawienie.  O niezwykłej  sile modlitwy mowa jest w poniższym opowiadaniu, które z pewnością wprowadzi w zdumienie każdego czytającego. Warto zaznaczyć, że jest to wydarzenie autentyczne, opisane w książce „Ojciec Arseniusz” mającej już pięć wznowień i przetłumaczonej na kilka języków obcych (Wyd. Św.Tichonowski Uniwersytet, Moskwa 2009r.). Rzecz dzieje się w pierwszej połowie ubiegłego wieku w jednym z ciężkich obozów  o zaostrzonym  reżymie  na Syberii.  W obozie przebywały tysiące,  głównie niewinnych ludzi. Jednym z nich był prawosławny duchowny – ojciec Arseniusz, wybitny naukowiec, urodzony w Moskwie w 1894 r.   Reżim, głód, ciężka praca  i 30 stopniowe mrozy zimą,   powodowały, że nie wielu opuszczało ten obóz żywymi.

Pewnego razu do baraku, w którym przebywał ojciec Arseniusz,  wśród wielu skazańców trafił młody student o imieniu Aleksy. Był dobrze ubrany i  to stało się przyczyną jego ciężkiego pobicia, a nawet  groziła mu śmierć. Skazańcy, głownie kryminaliści, zaczęli grać w karty komu przypadnie ubranie studenta. Wygrał herszt baraku. Rozkaz – „zdejmuj ubranie” – student  przyjął za żart. Odmowa w rozumieniu kryminalistów oznaczała rychłą śmierć. Student był ciężko pobity, opływał krwią i lada moment  mógł skonać,  gdyby nie interwencja ojca Arseniusza. Wyrwał on z ręki kata nóż i odepchnął od ofiary. Bandyta padając na ziemię zranił się. W oczach  towarzyszy stracił on cały szacunek. 

Następnego dnia do baraku wkroczył dyrektor obozu w towarzystwie śledczych. Niezwłocznie przystąpił do bicia ojca Arseniusza i studenta. Wyciągnięto ich z baraku i na dwie doby zamknięto w metalowym bunkrze. Oskarżył ich bandyta, który usiłował zabić studenta.

Bunkier (karcer) wyglądał jak mały domek z blachy, w którym było kilka cel jednoosobowych i jedna dwuosobowa o wymiarach 2 x 0,7 m. Do tej wciśnięto skazańców. Temperatura wynosiła wtedy minus 30 stopni, wiał silny wiatr. Trudno było oddychać. Mieszkańcy baraku jednomyślnie orzekli – wydany wyrok to pewna śmierć przez zamarznięcie. Zwykle zamykano w bunkrach na jedną dobę i też nie wielu wypuszczano żywymi. Życie ratowali całą dobę skacząc. W przypadku ojca Arseniusza i Aloszy  ze względu na ciasnotę i takich możliwości nie było. Alosza powiedział, że przez niego zamarzną obaj.  Mróz paraliżował ich, szczególnie cierpiał Alosza. Ojciec Arseniusz milczał. Alosza w cerkwi był chyba raz, z ciekawości. Rodzice ateiści, on komsomolec. Jednak zrozumiał, że o.Arseniusz modli się. Wiara w pomoc Bożą i nadzieję przeżycia w tak  dramatycznych warunkach nie opuszczała  o.Arseniusza. Alosza zaczął wsłuchiwać się w słowa modlitwy,  a nawet powtarzać je za modlącym się duchownym. Modlitwa uspakajała, usuwała ze świadomości strach przed śmiercią. Duchowny w modlitwie przytaczał słowa Chrystusa: „gdy dwoje czy troje na ziemi poproszą o coś,  dane im będzie Ojcem Moim” i  „gdzie dwóch czy trzech zebranych w imię Moje, tam i Ja pośród nich jestem”. Mróz ostatecznie sparaliżował Aloszę. Leżał on na metalowej podłodze. Nagle stało się coś niezwykłego - bunkier, mróz, drętwość ciała, ból od naniesionych ran - jakby zniknęły. Alosza spostrzegł, że z nimi  są jeszcze dwie inne osoby w świetlistych szatach,       a ojciec Arseniusz również jest w białej szacie, jaką widział przed laty u duchownego w cerkwi. Pomyślał  „to koniec,  ja już przed śmiercią bredzę”. Jednak poczuł, że w bunkrze jest ciepło, jasno i lekko się oddycha, a  o.Arseniusz nadal modli się. Zrodziła się w nim chęć wspólnej modlitwy. Modlitwa napełniła całe jego jestestwo, on wstał i zaczęli modlić się razem. Dopiero teraz zrozumiał, że jest Bóg, a świetliste postacie obok nich są posłańcami Boga. Ile czasu upłynęło w modlitwie stracił rachubę. I oto  nagle zjawiła się matka Aloszy i przytuliła go do swojej piersi. Alosza powiedział „popatrz jak modli się ojciec Arseniusz”. Matka odpowiedziała, że po tym jak zabrali ciebie ja również odzyskałam Boga. Modlili się razem. Był spokój, przerażenie   zniknęło. Ojciec Arseniusz już o nic nie prosił lecz uwielbiał i  dziękował Bogu za Jego miłosierdzie, za łaskę życia skazanym na pewną śmierć. Alosza starał się zapamiętać choć część słów modlitw. Przed jego oczyma stały dwie świetliste postacie i ojciec duchowny jakby nie w bunkrze lecz w cerkwi, sprawujący nabożeństwo. Widok ten pozostanie w jego pamięci na zawsze.

Na zewnątrz słychać było głosy ludzi, z trudem odsunęli zamarzniętą zasuwę w bunkrze i jeden z nich zajrzał do środka. Zdziwienie przerodziło się w szok – ujrzał żywych ludzi.  Komendant obozu wydał rozkaz przeszukania bunkra i skazańców by ustalić czym się ogrzewali. Nie znaleziono nic. Zapytał w końcu „czym   ogrzewaliście się ?  Ojciec Arseniusz odpowiedział: „Wiarą w Boga i modlitwą”. Na to komendant: „fanatycy,  do baraku ich”. Całe kierownictwo obozu odetchnęło z ulgą. Obawiali się, że gdyby sprawa celowego zamrożenia skazańców doszła do Moskwy mogliby mieć spore kłopoty. W baraku o.Arseniusza i Aloszę przyjęto z wielką radością i niedowierzaniem, że żyją. Pytani jak uratowali się przed zamarznięciem – obaj milczeli. Potem o.Arseniusz powiedział: „Bóg uratował”. Od tego czasu w baraku nastąpiły pozytywne zmiany. Zaczęto szanować ojca duchownego i nie czyniono krzywdy Aloszy. Kryminalistę, który bezpodstawnie oskarżył ich przed kierownictwem obozu, przeniesiono do innego baraku, a  po tygodniu zginął przywalony drzewem.

Ojca Arseniusza uwolniono z obozu dopiero w 1958 roku. Po wielu latach spędzonych w obozie, na wolności poczuł się jak ptak wypuszczony z klatki. Zastanawiał się jak dalej żyć?  Jednak odnalazł adresy swoich duchownych dzieci i tam znalazł dach nad głową. Odwiedzały go zarówno osoby, z którymi  był w obozie jak i ludzie poszukujący  duchowej  pomocy i modlitwy wielkiego starca. Jego modlitwy i całe jego życie było świadectwem wielkiej wiary i  wielu   dzięki niemu znalazło Boga i być może zbawienie. Alosza natomiast po uzyskaniu stosownego wykształcenia przyjął stan duchowny.             

Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2015-12-31)
Odsłon: 192