SENS ŻYCIA - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 5:55 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

SENS ŻYCIA
Znany teolog i profesor Akademii Teologicznej w Moskwie A.Osipow nie dawno zaczął swój wykład o sensie życia takimi oto słowy: Dziś na świecie żyje aż siedem miliardów ludzi. Wszyscy   zajęci są jakimiś sprawami, dążą do jakiegoś bliżej nie określonego celu. Większość z nich żyje tak, jak gdyby miała żyć wiecznie, nie zdając sobie sprawy, że każdy od momentu przyjścia na świat posiada wyrok śmierci. Taki bowiem los sądzony jest dla ludzkości, dla każdego z nas. Minie 70 – 80 lat i po większości z tych ludzi nie pozostanie śladu. Stanie się z nami to co Bóg powiedział do Adama po jego upadku: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. Zaiste przerażająca to perspektywa. Gdybyśmy wiedzieli czas naszego rozstania się z życiem być może próbowalibyśmy coś w tym życiu zmienić. Z drugiej strony nie można też wykluczyć, że w oczekiwaniu na tę straszną chwilę część z nas doznałaby pomieszania zmysłów bądź popełniłaby samobójstwo.
 
Po co więc żyjemy skoro przed nami taka straszna perspektywa? Wielu myślicieli na przestrzeni wieków zadawało sobie pytanie: w czym tkwi sens życia i nie znajdowało przekonywującej odpowiedzi.
 
A oto jeszcze inny obrazek, tym razem widziany przez ludzi będących w stanie śmierci klinicznej. Jedna z tych osób, lekarz z zawodu, w szczegółach opisała co było jej odkryte na temat współczesnego świata. Widziała ogromne masy ludzi. Wszyscy byli zajęci jakimiś sprawami, niemal wyłącznie doczesnymi. I te nieogarnięte masy płynęły jakby ogromna rzeka. W oddali rzeka ta kończyła się przepaścią. Niemal wszyscy wpadali do tej czeluści piekieł i ginęli. Zaledwie nieliczne jednostki z trudem wydostawały się z tego tłumu, ratując życie.
 
Tak niestety wygląda nasz świat, nasza cywilizacja, która nie znajdując właściwego sensu życia skazuje siebie na zagładę. Zastanówmy się zatem nad tym złożonym zagadnieniem.
 
Gdybyśmy mogli sfotografować nasze życie i nie tylko wybrane jego fragmenty, lecz pod rząd z dnia na dzień, a potem spróbowali przejrzeć to nagranie, zobaczylibyśmy coś niesamowitego. Bezsensowne, puste czynności, głupie rozrywki, zbędne przeżycia, pogoń za czymś nierealnym, obojętny i nieraz okrutny stosunek do naszych bliskich. I gdybyśmy mogli cofnąć czas, z pewnością żylibyśmy zupełnie inaczej. Ciągle gdzieś spieszymy się i nawet nie zauważamy, jak szybko mija darowany nam czas, jak życie przelatuje obok nas, jakbyśmy w ogóle nie żyli. Całe życie coś zdobywamy, o coś walczymy. I w efekcie nie mamy czasu ani dla siebie ani dla swoich bliskich. Czego więc oczekujemy od życia, do czego dążymy? Wszyscy mówimy, że poszukujemy szczęścia. Nikt przecież nie życzy sobie czegoś złego. A więc możemy przyjąć, że celem życia jest osiągnięcie szczęścia. Do tego celu zmierzają absolutnie wszyscy ludzie. Problem jednak w tym, że pojęcie szczęścia nie jedno ma imię.
 
Ktoś upatruje szczęście w dobrobycie. Inni poszukują sławy i popularności, zrobienia kariery, zdobycia władzy. Jeszcze inni szczęścia poszukują w zaspokajaniu zmysłowych potrzeb cielesnych. Próbując otrzymać od życia wszystko co nam się proponuje, w efekcie tylko tracimy zdrowie, a szczęścia tak i nie osiągamy. Wielki Salomon mówił, że pogoń za szczęściem jest „marnością nad marnościami i zniewoleniem ducha”. Wielu ludzi, obojętnie na wiek, bardzo często ogarnia apatia, poczucie bezsensu i beznadziei. Niektórzy sięgają po alkohol aby zagłuszyć w sobie pustkę. Los taki dosięga milionów ludzi, którzy próbowali znaleźć szczęcie w czymś z tego świata.
 
Z wywiadów przeprowadzonych z ludźmi bliskimi śmierci wynika, że żałują oni iż zmarnowali większość swojego życia wyłącznie na zdobywanie środków materialnych. Sądzili, że materialny dostatek da im szczęście. Życie przeleciało jak sen i rzeczywistego szczęścia nie zdołali osiągnąć.
 
Podobne odczucia mają również ludzie sztuki, twórcy, naukowcy. Ani talent, ani twórczość nie są w stanie uczynić ich szczęśliwymi. Nieraz wielcy pisarze dochodzili do wniosku, że utracili sens życia i nosili się z zamiarem popełnienia samobójstwa. Do takich wniosków doszedł między innymi wielki pisarz rosyjski Lew Tołstoj. Ciekawe, że w Europie Zachodniej bardzo duży procent badanych wypowiadało się, że nie widzi sensu życia. Wydawało by się, że ludzie mający wszystko – pieniądze, bogactwo, sławę i to wszystko razem wzięte nie daje im szczęścia. Gdzie więc jest to szczęście, którego tak wszyscy poszukują?
 
Czasami można usłyszeć twierdzenie, że należy po prostu żyć i nie zawracać sobie głowy myślami o sensie życia. Jednak widzimy, że każdy z nas w swoim życiu do czegoś dąży. Zawsze przed nami jest jakiś cel, do którego zmierzamy. Życie bez celu jest puste i w praktyce rzadko spotykane. Każdy z nas posiada coś, lub kogoś szczególnie drogiego, dla kogo warto żyć. Może to być umiłowane dziecko, czy osoba dorosła. Jednakże nie rzadko widzimy, że i to nie dało nam prawdziwego szczęścia. Dzieci dorastają i nie zawsze stają się takimi jakimi chcielibyśmy ich widzieć. Bliscy nam ludzie odchodzą bądź gaśnie nasza do nich miłość. Dowodzi to, że wybrany przez nas cel życia bazował na czymś kruchym, czasowym. Okazuje się, że w życiu człowieka bardzo ważną sprawą jest posiadanie ideałów bardziej wzniosłych, nieprzemijających, ponadczasowych.
 
Wielu z nas poświęca swoje życie bezinteresownemu służeniu innym. Jest to piękna i miła Bogu służba. Przez nią realizuje się jedno z najważniejszych przykazań Bożych. Chrystus mówi nam: „Będziesz miłował bliźniego swego jak samego siebie”. Z tym przykazaniem łączy się jednak przykazanie jeszcze ważniejsze: „Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt.22.37-39). Te dwa przykazania stanowią filar naszej wiary, naszej szczęśliwości i naszej nadziei na życie wieczne.
 
W Piśmie Świętym jest piękna przypowieść o dobrym pasterzu, który zostawił 99 owiec by szukać tej jednej, zaginionej. To mowa o nas. Dla Boga każdy człowiek jest wartością bezcenną. Bóg pragnie byśmy wszyscy byli zbawieni, gdyż powołani jesteśmy do życia wiecznego. Dlatego każdy, jak ta zagubiona owca, może liczyć na pomoc Bożą i zbawienie. Życie nasze ma sens.
 
Ateiści uznają wyłącznie świat materialny, odrzucając istnienie świata duchowego. Z chwilą śmierci tracą więc oba światy. I obojętnie jak wiele osiągnęli w świecie materialnym nie zabiorą z tego świata nic.
 
Wielki Ghoethe mówił, że ktoś kto nie wierzy w życie wieczne jest także martwy i dla życia doczesnego. I rzeczywiście gdy popatrzymy na człowieka przez pryzmat filozofii ateisty, a więc jako na istotę wyłącznie biologiczną to nic szczególnego w im nie znajdziemy. Organizm nasz ciągle choruje, poszukuje ciepła, zjada kilka ton żywności w ciągu swojego życia, a po śmierci rozkłada się i znika na zawsze. Jakiż jest tu sens istnienia. Czyżby życie nasze nie różniło się od życia zwierząt, które analogicznie znikają z tego świata. A jeśli do tej filozofii dołożymy teorię Darwina o zwierzęcym pochodzeniu człowieka to mamy pełny obraz kim jest człowiek.
 
Ktoś mądry powiedział, że najpiękniejszą rzeczą na ziemi jest dusza człowieka. Dodajmy – dusza żyjąca z Bogiem. Życie bez Boga to powolna śmierć. Odrzucając Boga tracimy sens życia. Dostojewski pisał, że bez wyższej idei, czyli wiary w nieśmiertelność duszy, nie może istnieć ani człowiek, ani naród.
 
Prawdziwy sens życia znajdujemy w Ewangelii. Słowo Boże otwiera nam prawdę o życiu. Chrystus mówił: „Jam jest drogą i prawdą i życiem” (Jan 14.6). Jest On niekończącym się źródłem radości i światła. „Każdy kto wierzy we Mnie nie umrze nigdy”. Kościół, jako dzieło Boże, jest początkiem życia wiecznego. Wchodzenie w to życie zaczyna się tu, na ziemi. Święci są tego dowodem i jedynie oni osiągnęli właściwy sens życia. A oto słowa jednego z nich: Nieuleczalna choroba ciała kończy się śmiercią. Ale jak może zakończyć się choroba duszy, która jest nieśmiertelna? Nienawiść, gniew, rządza i wiele innych chorób duszy – podobne są do gadów, które pełzną za człowiekiem i w życie wieczne. Stąd celem życia jest pozbycie się, jeszcze tu na ziemi, tych strasznych rzeczy, oczyścić z nich swoją duszę by przed śmiercią powiedzieć za Chrystusem: „nadchodzi władca tego świata ale nie ma on nic do mnie” (Jan 14.30).
 
Każdy człowiek w swoim życiu jest podobny do malarza, który może stworzyć piękny obraz, bądź też narysować pusty czarny kwadrat. Dlatego od nas zależy jaki rodzaj życia wybierzemy. A powołany na wstępie film o naszym życiu prawdopodobnie istnieje. O filmie tym mówią osoby, które przeszły śmierć kliniczną. Nie jest to oczywiście dzieło rąk ludzkich. Tam rejestrowane są wszystkie obrazy dobra i zła, które czynimy. Nie czekajmy więc aby film ten nam wyświetlono. Będzie za późno aby zmienić cokolwiek w naszym życiu, bowiem życie to już się zakończy.
__________________________ 
Oprac. na podst. Prawosławie.ru
Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2012-07-27)
Odsłon: 859