Samarytanie - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 5:55 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

Samarytanie
  We współczesnym świecie pojęcie Samarytanin, a tym bardziej dobry Samarytanin, kojarzy się zwykle z pozytywną postawą człowieka, jego wrażliwością na cudze cierpienie, chęcią niesienia pomocy bliźniemu. I gdyby można było te szlachetne cechy, które, de facto, kryją się gdzieś w zakamarkach naszych dusz, wyzwolić, upowszechnić – świat byłby niewątpliwie lepszy. Dziś w dobie konsumpcji i gromadzenia wszelkich dóbr doczesnych, w pogoni za karierą, tak wielu z nas zatraciło te szlachetne cechy, ogarnęło nas powszechne znieczulenie, zobojętnienie na widok cudzego cierpienia. Rzadko zatrzymujemy się obok leżącego na ulicy człowieka, sądząc, że to pijak, albo narkoman. Ile razy przejeżdżamy gdzieś poza miastem obok podniesionej ręki, proszącej o podwiezienie. Boimy się takich pasażerów. Nie tak dawno wielu z nas zabierało wędrujących poboczem dzieci i dowoziło do szkół. Dziś mało kto ryzykuje, bo media nagłaśniają, że w przypadku kraksy i zranienia takiego pasażera poniesiemy wszelkie z tym związane koszty. A ilu żebraków stoi pod kościołami. Namodleni wierni przechodzą często bokiem nie zastanawiając się, czy ktoś z tych proszących naprawdę głoduje. Tylu bezdomnych koczuje na dworcach kolejowych. Ludzie w większości patrzą na to obojętnie sądząc, że tak już chyba musi być, chociaż napisane jest, że ręka dającego nie ubożeje.
 
Są, na szczęście, jeszcze szlachetni ludzie, którzy swój zapał niesienia pomocy bliźniemu realizują po przez organizacje charytatywne. I co ciekawe, ludzie przyłączają się do takich akcji i chętnie ofiarują datki. Dzieje się to dlatego, że darczyńca nie ma wątpliwości, że dar jego trafi do potrzebujących. I chyba nie wielu z nas uświadamia sobie, że pomoc bliźniemu jest wkalkulowana w nasze zbawienie. Umiłowanie bliźniego stanowi bowiem drugie co do ważności przykazanie Boże: „Będziesz miłował bliźniego twego jak samego siebie”- mówi Pismo Święte. Ktoś powie - w praktyce jest to niewykonalne. Wiemy o tym, ale również wiedzmy, że są to wyżyny postawione przez Boga, do których powinniśmy dążyć.
A kto z nas nie zna przypowieści o Sądzie Ostatecznym. Chrystus wyraźnie mówi, że nasze relacje, nasz stosunek do bliźnich - będzie decydować po której stronie Sędziego znajdziemy się. Życie pokazuje, że niestety, nie wielu z nas bierze te słowa do serca. Inny przykład – to przypowieść o dobrym Samarytaninie (Łk.10.25-41). Jakże wymowna jest w swej treści. Nawet słuchający ją Żydzi nie mieli wątpliwości, że bliźnim napadniętego i pobitego człowieka nie jest ani przechodzący obok kapłan, ani lewita, czyli przedstawiciele narodu wybranego, ale Samarytanin. A kto z dziesięciu trędowatych oddał pokłon Chrystusowi za uzdrowienie? Nie uczynili tego hardzi Żydzi, lecz zwykły Samarytanin, który w podzięce padł do nóg Zbawiciela. Na stronach Ewangelii zajdziemy wiele przykładów prawdziwej wiary i podzięki Chrystusowi za otrzymane dary łaski wśród przedstawicieli narodów pogańskich.
 
A czy ktoś z nas czytających Pismo Święte zastanawiał się - komu po raz pierwszy Chrystus wyjawił, że jest Mesjaszem? Oznajmił to przedstawicielce narodu odrzuconego i znienawidzonego przez Żydów, a więc Samarytance przy studni Jakuba (J.4.1-39). Chrystus powiedział, że „nadchodzi godzina, owszem już jest kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i w prawdzie”. Mówił to o Swoim Kościele, do którego należeć będą wszystkie narody. Nie rozumieli jeszcze tego uczniowie i byli zdziwieni, że ich Nauczyciel rozmawia z Samarytanką.
 
Kim naprawdę byli Samarytanie, których tak wyróżnił Chrystus? Był to niewielki naród semicki zamieszkujący północną część Palestyny, zwaną Samarią. Ich stolicą było miasto Sychem. Korzenie tego narodu sięgają zamierzchłej przeszłości. W VIII w. p.n.e. Palestynę podbili Asyryjczycy. Z Palestyny uprowadzono do Mezopotamii wielu ludzi. Po latach to samo uczynią Babilończycy. W miejsce wysiedlonych skierowano do Palestyny narody pogańskie. Przybysze szybko przystosowali się do istniejących warunków, nawet zawierali związki małżeńskie z miejscowymi. Z czasem zaczęli przechodzić na judaizm, nie wyzbywając się jednak swoich zwyczajów i wierzeń. Żydzi jednak uznali ich za nieczystych rytualnie. Doprowadziło to do izolacji tego narodu. Powstała więc grupa etniczna obca judaizmowi. Nie mogąc korzystać ze świątyni w Jerozolimie, zbudowali na górze Gerazim swoją własną, o której wspomina Samarytanka w rozmowie z Chrystusem. I ten, na wpół pogański naród, zachował w sobie cnoty, które Chrystus stawia nam za przykład do naśladowania. Być może wynika to z braku u Samarytan „nauczycieli narodu”, jakimi byli faryzeusze u Żydów. To pod ich przewodnictwem naród wybrany zatracił sens przykazań Bożych, czyniąc formę ważniejszą niż treść. Karcił ich za to wielokrotnie Chrystus. Niestety, nawet współcześni wyznawcy judaizmu, kierujący się zapisami Talmudu, ściśle przestrzegają wszelkich praktyk, przypisując im szczególne znaczenie religijne.
Przykład Samarytan można też rozpatrywać w nieco szerszym aspekcie. Mianowicie nasz Zbawiciel mógł też wskazywać na narody żyjące w pogaństwie, do których nie dociera światło Ewangelii. A wiemy, że z ponad 6 miliardów mieszkańców ziemi – większość to poganie. I być może przynajmniej część tych ludzi nie będzie przez Boga odtrącona jeśli w swoim życiu będzie postępować zgodnie ze swoim sumieniem i czynić dobro bliźniemu. Święci ojcowie mówią, że dusza każdego człowieka, jako element Boży, jest z natury chrześcijanką. Nasz los może okazać się znacznie gorszy, bo Ewangelia jest wśród nas, zostaliśmy ochrzczeni, mamy dostęp do sakramentów, znamy co jest dobrem, a co złem i jeśli wybieramy zło - tym samym odrzucamy dobro, a więc i Boga. A ilu z nas twierdzi, że Boga w ogóle nie ma. I jeśli tkwimy w tym przekonaniu całe swoje życie, nawet Wszechmogący Bóg nie może nas do Siebie przyciągnąć, bo oznaczałoby to naruszenie naszej wolnej woli, ratowanie nas „na siłę”. Warto o tym pamiętać i póki jeszcze czas starać się żyć tak jak naucza nas Pismo Święte, jak naucza Kościół.
 
A teraz zobaczmy jak interpretuje przypowieść o dobrym Samarytaninie św. Mikołaj Serbski (Homilie, Wyd. Bratczyk 2008r.). Uważa on, że przypowieść ta ma wyjątkowo głęboką treść. Napadnięty, pobity i porzucony człowiek – to ludzkość żyjąca w grzechu, leżąca w rozpaczy i chorobie. Rozbójnicy - to złe duchy - najwięksi wrogowie rodzaju ludzkiego. Kapłan i lewita – to Stary Testament, w którym nauka o miłowaniu bliźniego jest niemal marginalna. Dobry Samarytanin to Chrystus, Który nakazał miłować nawet nieprzyjaciół naszych. Oliwa i wino, które były wylane na rany chorego – to miłość i prawda. Samo przyjście na świat naszego Zbawiciela jest przejawem największej miłości pośród wszystkich czynów miłosierdzia, a Jego śmierć na Krzyżu – największą ze wszystkich ofiar od początku do końca świata. Gospoda – oznacza Świętą Soborową, Apostolską Cerkiew, a gospodarz - apostołów i ich następców - pasterzy i nauczycieli Cerkwi. Dwa denary oznaczają dwie natury Chrystusa – Boską i ludzką. Obydwie natury Zbawiciel przyniósł na ten świat i oddał na służbę rodzajowi ludzkiemu. Dodatkowe wynagrodzenie to nagroda dla kapłanów, którzy kontynuują dzieło apostołów, prowadzą do zbawienia swoich wiernych, czuwają przy chorych i karmią wszystkich chlebem życia wiecznego.
Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2009-12-25)
Odsłon: 1380