PIELGRZYMKA DO SERBII I CZARNOGÓRY - Pielgrzymki <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:28 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Pielgrzymki

PIELGRZYMKA DO SERBII I CZARNOGÓRY

Kto z nas nie odwiedzał tych wspaniałych bałkańskich krain? Turystów przyciągały tu i wspaniały klimat, i ciepłe morze i niezwykle gościnni ludzie. I choć przed laty krainy te wchodziły w skład wielonarodowościowej Jugosławii, wszędzie czuliśmy się pożądanymi gośćmi i z cicha podziwialiśmy ten przodujący w Europie kraj. Dziś stare rzymskie porzekadło „Divide et impera” (dziel i panuj) zastosowano wobec wielu państw, przekształcając je w narodowe, nieraz mikroskopijne państewka. Tak też stało się i z Jugosławią. Faktycznie z wielkiego niegdyś państwa pozostał wyłącznie jego trzon – Serbia. Nawet kraina, wielkości naszego województwa, z populacją poniżej miliona mieszkańców – Czarnogóra, też wybrała niezależność i dziś stanowi samodzielne państewko. Te dwie prawosławne krainy, a faktycznie ich duchowe skarby, były celem naszej pielgrzymki, zorganizowanej przez Bractwo św. Atanazego z Białegostoku. Duchowym opiekunem pielgrzymki był proboszcz parafii w Michałowie, ks. mitrat Jan Jaroszuk.
 
Tym razem na Bałkany pojechaliśmy w innych celach niż przed laty i do innych miejsc - do prawosławnych monasterów, do swoich braci w wierze, tak wielce doświadczonych w biedzie i nieszczęściu, spowodowanym przez współczesny świat.
 
Zacznijmy od stolicy kraju – Belgradu. To wielka, piękna metropolia. Jej zabudowania i moc zieleni przypominają trochę Kijów. Jednakże Kijów ze swoimi wielkimi duchowymi skarbami, otoczony jest zewsząd prawosławnymi narodami. Belgrad natomiast, jak i cała Serbia, znalazły się jakby wyspą w samym centrum Europy, z morzem innowierców, głównie katolicyzmu, a właściwie już dziś wojującego sekularyzmu i ateizmu. Wjeżdżając do tego pięknego miasta nie sposób zabłądzić, bowiem prawie zewsząd widać ogromną kopułę budowanego soboru św. Sawy Serbskiego – jedną z największych świątyń chrześcijańskich na świecie. Poznajmy ją nieco bliżej.
 
Kamień węgielny założono tu jeszcze w 1932 r. Budowa była przerwana na skutek wojny, a następnie blokowana przez władze komunistyczne. Dziś sobór już raduje oko nie tylko dumnych z jego powstawania Serbów, ale i przybysza. Budowa w stanie surowym zakończona. Cała zewnętrzna elewacja została wykonana w białym marmurze. Trwają prace wykończeniowe wewnątrz. Całe wnętrze soboru, o powierzchni 16 tysięcy m2, będzie pokryte mozaikami. Praca gigantyczna, granicząca z cudem! Dla przykładu warszawski zburzony sobór miał 10 tys. m2 mozaik. Środki na budowę soboru w głównej mierze pochodzą od mieszkańców Serbii. Wydatny w tym udział mają miejscowe firmy i różni sponsorzy.
 
Architektura soboru jest zaprojektowana w serbsko-bizantyjskim stylu w kształcie greckiego krzyża. Długość soboru wynosi 91 m, szerokość 81 m, wysokość z krzyżem – 79 m. Powierzchnia świątyni jest obliczona na 10 tysięcy wiernych. Sama kopuła, o rozpiętości 38 m, waży 4 tys. ton. Pozłacany krzyż na kopule o wysokości 12 m waży 4 tony. W sumie na świątyni świeci się już 18 pozłacanych krzyży. W dzwonnicy zawieszono 49 dzwonów.
 
Budowa tak wielkiej świątyni prawosławnej w centrum Europy będzie stanowić nie tylko wielką atrakcję turystyczną, ale też być może dla wielu odkryje wielkość Prawosławia i wskaże drogę do Chrystusa. Sobór ten to zaiste latarnia na wzburzonym morzu już niemal całkowicie ateistycznej Europy.
 
Po zwiedzeniu świątyń Belgradu odwiedziliśmy Nowy Sad, a właściwie w monastery wokół wzniesienia zwanego górką Fruszka. Miejsce to mianuje się Serbskim Atosem. Tu rozlokowało się aż 17 monasterów.
 
Odwiedziliśmy niektóre z nich. Wszędzie ład i porządek. Pomimo, iż monastery są bardzo stare wyglądają majestatycznie. Wszystkie są czynne, choć braci zakonnej znacznie mniej niż w monasterach Rosji czy Ukrainy. Odwiedziliśmy bardzo stare miasto Karlowac, niegdyś siedzibę serbskich patriarchów. Istnieje tu szkoła teologiczna, w której pobierają nauki kandydaci do stanu duchownego.
 
Po drodze do Czarnogóry odwiedziliśmy jedne z najstarszych monasterów Serbii. Byliśmy w monasterze Żicza, gdzie koronowali się serbscy monarchowie, stąd nazwa monasteru „Carska Ławra”. Następnie byliśmy w męskim monasterze Studenica. Oba monastery z XIII w. W tym ostatnim znajdują się relikwie św. Stefana, św. Symeona i św. Anny. Podczas liturgii byliśmy świadkami chrztu osoby dorosłej, z pełnym zanurzeniem - obywatela Wielkiej Brytanii.
 
Następnie byliśmy w monasterze Sopoczany, który ze względu na wyjątkowo piękne freski, zaliczony został przez UNESCO do dziedzictwa arcydzieł kultury o znaczeniu światowym.
 
Ogólnie o monasterach Serbii można powiedzieć, że są to słupy graniczne, chroniące przez wieki czystość prawosławia, szczególnie w okresie zniewolenia tego kraju przez islamską Turcję. To monastery pozwoliły zachować temu narodowi i wiarę ojców, i język i odrębność etniczną.
 
Kolejnym etapem naszej pielgrzymki była Czarnogóra. Tu krajobraz typowo górski. Bliskość morza i ciepły klimat spowodowały, że kraina ta stała się mekką turystyczną. Byron niegdyś pisał, że w momencie powstawania naszej planety najpiękniejsze połączenie ziemi z morzem przypadło wybrzeżu Czarnogóry. Wysokie góry, niemal do samych szczytów porośnięte lasami, wąwozy zapierające dech w piersiach. Kraina rzeczywiście bajkowa. I oto na tym górzystym skrawku ziemi rozlokowało się aż 60 bardzo starych monasterów. Niektóre zawieszone jak gniazda jaskółcze nad urwiskami. Pierwotne przeznaczenie części tych świątyń było jako miejsca wiecznego spoczynku ich fundatorów. Następnie wokół świątyń powstały zabudowania i przekształcono je w monastery. Są piękne, zadbane. Wszędzie trwa w nich modlitwa.
 
Podziwialiśmy wspaniałe miasta – Budwę (gdzie mieszkaliśmy), stary Kotor i ich świątynie. Tu jakby zatrzymał się czas. Byliśmy także w Sawinskim monasterze z XII wieku, założycielem którego był św. Sawa Serbski. Odwiedziliśmy monaster Carska Ławra na Wyspie Kwiatów, z XIII w. W każdym monasterze jest wiele relikwii świętych. Jednakże do nielicznych zachowanych na świecie należą relikwie przechowywane w monasterze Cetinskim. Tu bowiem mieliśmy szczęście widzieć i pokłonić się relikwii prawicy św. Jana Chrzciciela, części Krzyża Chrystusowego i cudownej ikonie Bogurodzicy zwanej Filermską, napisanej przez ewangelistę Łukasza. Przeżycie niezwykłe. To dotyk najświętszych rzeczy w dziejach Kościoła. Te święte przedmioty - niegdyś własność zakonu Joanitów - na przestrzeni wieków przebywały w różnych krajach, m.in. w Gatczynie pod Petersburgiem za czasów panowania cara Pawła I, zaś ikona - w Filermskim klasztorze na wyspie Rodos.
 
Kolejnym miejscem naszej pielgrzymki był monaster Ostrog z XVII w. Monaster składa się jakby z dwóch części: monaster dolny i monaster górny. Dotarcie pieszo do górnego (różnica poziomów ok. 900 m) to niezwykły trud dla pielgrzyma. A jeszcze trudniej dojechać po stromo wspinających się serpentynach. Radzą sobie nieźle jedynie kierowcy miejscowi, doskonale znający trasę.
 
W górnym monasterze, wyglądającym jak gniazdo jaskółcze, znajdują się relikwie św. Bazylego Ostroskiego. Tu święty spędził wiele lat, żywiąc się m.in. owocami winorośli, która w cudowny sposób wyrosła na skale. Widok z monasteru zapiera dech w piersiach. Byliśmy także w monasterze Dajbabie zwanym podziemnym domem Królowej Niebios. W labiryncie wykutym w skale znajdują się, oprócz innych świętości, relikwie św. Symeona Dajbabskiego.
 
Ostatnim etapem naszej pielgrzymki po Czarnogórze był męski monaster św. Trójcy Moracza, położony w górach przy samej granicy z Serbią. Monaster pochodzi z XVI wieku. Droga do monasteru prowadzi wzdłuż wielkiego kanionu rzeki Tara, będącego pod ochroną UNESCO. Jest to drugi co do wielkości kanion na świecie po Colorado w USA. Podróż nad stromymi urwiskami kanionu, w którym nie sposób dojrzeć dna, wywołuje u wielu dreszcz przerażenia.
 
Opowieść o skarbach Czarnogóry byłaby nie pełna gdybyśmy nie powiedzieli o budującym się katedralnym soborze w stolicy - Podgoricy. Jak na tak małe państewko, liczące zaledwie 700 tys. mieszkańców, sobór pod względem wielkości, architektury i wystroju wnętrza mógłby zdobić nie jedną stolicę. Rzeczywiście, sobór jest majestatyczny. Trwają aktualnie prace wykończeniowe prowadzone z wielkim pietyzmem. Wystarczy zobaczyć jak niezwykle wygląda sama podłoga ułożona z wielokolorowych marmurów. Oprowadzający nas po świątyni duchowny deklarował, że za rok zaproszą naszego Metropolitę Sawę na uroczystości wyświęcenia soboru.
 
Granicę z Serbią przekroczyliśmy na wysokości ponad 2 tys. m i w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w serbskim monasterze Mileszewo z 1234 r. Zachowały się tu stare freski, m.in. Biały Anioł, zaliczony przez UNESCO do arcydzieł w skali światowej.
 
Pełni wrażeń i doznań duchowych szczęśliwie powróciliśmy do kraju. Pomimo znacznych odległości (przejechaliśmy ponad 5 tys. km) i nie przespanych nocy nie czuliśmy zmęczenia. To dowód jak oddziałuje na człowieka nawet przelotny kontakt z tak ogromną ilością św. relikwii, cudownych ikon i namodlonych wiekami świątyń.
Kategoria: Pielgrzymki | Dodał: pielgrzym (2011-10-05)
Odsłon: 1521