PALESTYNA W CZASACH CHRYSTUSA - Bliski wschód <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:26 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Bliski wschód

PALESTYNA W CZASACH CHRYSTUSA

                                  PALESTYNA  W CZASACH CHRYSTUSA

Święty Ewangelista Jan napisał o Chrystusie: „Do swoich przyszedł i swoi Go nie przyjęli” (Ew.1.11). Nie trudno domyślić się kim byli „swoi”. Mowa tu o  narodzie  izraelskim. Spróbujmy zastanowić się jak do tego mogło dojść w narodzie, który  na przestrzeni wieków doznał od Boga tyle łask i dobrodziejstw, nawet mianował się „narodem wybranym”. Co spowodowało, że popełnił tak straszliwą w skutkach pomyłkę, odrzucił  przepowiedzianego przez  proroków i patriarchów  Mesjasza.

Aby zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy należałoby zajrzeć do Palestyny tamtych czasów. Może zacznijmy od faryzeuszy, których Chrystus nazwał „grobami pobielonymi”. Kim byli?  Słowo „faryzeusz” oznacza separatystę. Pojawili się jeszcze w czasach niewoli babilońskiej. Wtedy naród oddalony od świątyni, pozbawiony możliwości wykonywania ceremonii kultu, chwycił się dobra najważniejszego, a więc Zakonu. Pojawili się więc specjaliści od Tory czyli 5-cioksiągu Mojżesza, który    komentowali,  nauczali. Reprezentowali żydowską religijność ludową. Po powrocie z wygnania rola tych mędrców znacznie wzrosła. Mieli nadzieję na stworzenie idealnego społeczeństwa żydowskiego, opisanego w Księdze Wyjścia, jako królestwa kapłanów  i lud święty. Wszyscy nieustannie studiowali święte teksty, snuli mnóstwo komentarzy do nich,  wniosków i problemów. Wielu z nich doszło do takiego stopnia subtelności w rozpatrywaniu szczegółów, że stracili z oczu główne, zasadnicze treści.  Faryzeusze gardzili prostym ludem. Uważali, że tłum nie znający Pisma jest przeklęty. Swoją pobożność demonstrowali  publicznie. Uchodzili za mędrców sterujących życiem narodu. Część z nich była członkami najwyższej władzy - Sanhedrynu. W czasach Chrystusa stanowili prawdziwą kastę i stali się niewolnikami swojego drobiazgowego rytualizmu. Uważali całą religię za swoją domenę. Zatrwożyli się, gdy pojawił się ów Człowiek nie będący jednym z nich, nie mający dyplomu  żadnej z ich szkół, a pozwalający sobie pociągnąć za sobą masy. Faryzeusze przysyłali swoich emisariuszy, którzy mieli śledzić nowego Proroka. Od tej chwili będziemy mogli zawsze dostrzec tę ich grupę w tle wszystkich obrazów  ewangelicznych: podstępne pytania, różnego rodzaju zasadzki, intrygi, a niedługo śmiertelne sprzymierzenie. Wszystko to będzie ich dziełem. Ewangeliści zamieszczają wiele epizodów, z których widzimy z jakim spokojem przeciwstawia się Jezus  faryzeuszom. Mesjasz daje jasno do zrozumienia, że Jego nauka nie ma nic wspólnego z drobiazgowością i sztucznymi subtelnościami  uczonych w Piśmie i ze spokojną pewnością  siebie drwi z ich jałowych przepisów.     

Drugim stronnictwem byli saduceusze. Pochodzili z klas zamożnych.  W sprawach religijnych woleli trzymać się ściśle litery Prawa. Nie wierzyli zarówno w faryzejskie subtelności dotyczące święcenia szabatu jak i teorie zbyt nowe, twierdzące że istnieje jakieś życie pozagrobowe, a nawet że umarli kiedyś zmartwychwstaną. W sprawach patriotycznych nie podsycali zbyt gwałtownego oporu wobec obcych potęg.

Tak wyglądał podział umysłów, w chwili gdy Jezus miał zacząć głosić swoje słowo. Z jednej strony faryzeusze, z drugiej saduceusze. Do tego dochodzą jeszcze zeloci jako skrajna lewica kierunku faryzejskiego. To oni przyczynili się do wywołania powstania przeciwko Rzymowi w 70 r.            

Ale wróćmy jeszcze do czasów wcześniejszych. Oto nastał rok 63 p.n.e. Do Palestyny wkraczają kohorty legionów rzymskich. Ich przywódca Pompejusz po zdobyciu  Jerozolimy z ciekawości wkracza do świątyni, do jej sanktuarium, gdzie zaledwie raz w roku mógł wejść dla kadzenia kapłan. Profanację świątyni izraelici odebrali  na równi z  utratą niezależności. Wywołało to ogromną falę nienawiści i oporu.  Nienawiść potęgował także fakt obsadzenia przez Rzym  na tronie Dawida   okrutnego poganina Idumejczyka Heroda. Nieufność przerodziła się w cichą wrogość. Ziemia Obiecana nie była już wolną ojczyzną izraelskich pokoleń. Legionista i poborca podatków samą swoją obecnością dawał odczuć ciężar jarzma. Każdy Żyd był upokorzony  i zagrożony. Nie chodziło jedynie o świętą dumę udręczonej ojczyzny. Każda rodzina przelewała krew. Na przestrzeni wieków przez Palestynę przetaczały się wozy bojowe Asyryjczyków, Babilończyków, Persów, zamieniając ten skrawek ziemi w perzynę, a jej mieszkańców pędzono tysiące kilometrów jako niewolników do obcych państw. Teraz przyszli tu Rzymianie.    I chociaż cywilizacja inna, ucisk i niewola pozostały takie  same.

W tych warunkach w narodzie, a szczególnie w umysłach jego duchowych i politycznych przywódców, zaczyna powracać temat mesjanizmu. Jeśli Izrael jest naprawdę ludem wybranym, Bóg go nie opuści i nadejdzie dzień, gdy zgodnie z obietnicą daną praojcom, ukaże się  oczom wszystkich narodów w całej swej chwale. Wierzono, że na ziemię zstąpi wyzwoliciel, istota niezwykła, pomazaniec Boży – Mesjasz. Szczególnie mówiły o tym księgi  proroków Izajasza i Daniela. Nie wiedziano, czy przyniesie On na ziemię pożerający ogień, który da  wyzwolenie. Wiedziano tylko, że przyjdzie i Jego pojawienie się będzie oznaczać koniec nieszczęść dla Izraela. Prawowierni Izraelici żyli tym oczekiwaniem. Wystarczy otworzyć Ewangelię, by znaleźć liczne dowody tego powszechnego przekonania.  Faryzeusze i kapłani,  wszyscy mówili o przyjściu Mesjasza. Pierwszym pytaniem jakie Janowi Chrzcicielowi postawią uczeni w Piśmie będzie czy on jest Mesjaszem.  I nawet w kraju heretyckim – Samarii, kobieta u studni, z którą rozmawiał Jezus, powie, jakby mówiła o rzeczy znanej i oczywistej: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem” (Jan 4,25).             

A jednak ten prąd mesjanistyczny, który był tak wspaniałą  pomocą dla judaizmu i który ma w sobie tyle szlachetności, zaprowadził lud wybrany na tę tragiczną, ślepą drogę, z której już zejść nie zdołał.  

W świetle świętych tekstów wierny Izraelita starał się wyobrazić sobie, kim będzie ów Mesjasz, najczęściej widział Go jako wodza wiodącego ku zwycięstwu naród dwunastu pokoleń lub jako wspaniałego króla okrywającego chwałą Izraela. Taka była dusza żydowska w dniach nauczania Jana Chrzciciela. Wszelkie obliczenia rabinów i uczonych dowodziły, że czasy były bliskie  i że wszystkie terminy dobiegały końca. Uczeni w Piśmie zapytani przez Heroda o czasie i miejscu narodzin Mesjasza bezbłędnie podali, że narodzi się w Betlejem.  Wiedzieli, że pochodzić będzie z rodu Dawida. Rzeczywistość jednak okazała się zupełnie inną. Mędrcy narodu nie zdołali   ustalić  genealogii Chrystusa i że faktycznie narodził się w Betlejem.

Misja Chrystusa wywołała ogromny  rozgłos nie tylko w Palestynie ale i  daleko poza  jej granicami. Tysiące ludzi porzucało swoje zajęcia i podążało za Chrystusem aby słuchać Jego niezwykłych nauk i prosić o uzdrowienie swoich  chorych i kalek. Wielu widziało w Nim oczekiwanego króla - wybawcę. Gdy kilkoma chlebami nakarmił tysiące zebranych, zamierzano  zatrzymać Go siłą by przewodził narodowi. A gdy Chrystus mówił o nadejściu Królestwa Niebieskiego wielu utożsamiano to Królestwo jako istniejące na ziemi. Nawet matka dwóch najbliższych  Zbawicielowi apostołów  - Jana  i Jakuba - prosiła aby jej synowie zasiedli w tym Królestwie po obu stronach Chrystusa. Naród izraelski był więc podzielony i prosty lud nie odrzucał Chrystusa. Odrzucali Go natomiast liderzy narodu, jego duchowa elita – kapłani, faryzeusze, książęta. W ich wyobrażeniach Chrystus był samozwańczym prorokiem, synem zwykłego cieśli z Nazaretu, uzurpatorem, a nawet bluźniercą, twierdzącym, że jest Synem Najwyższego. Za takie czyny według Zakonu groziła kara śmierci. I wyrok taki dawno wydano na Zbawiciela, oczekiwano jedynie na stosowną  chwilę.  Na podjęcie takiej decyzji  mogła mieć wpływ także  surowa ocena  sposobu postępowania tej elity.  Gdy  twierdzili, że są  synami Abrahama, Chrystus   korygował -  nie Abraham lecz „szatan jest waszym ojcem i wy spełniacie jego wolę”. Tak więc pomimo wielu cudów - Chrystusa odrzucono.  Nie pasował   do wyobrażeń   i wierzeń uczonych w Piśmie. Nie takiego Mesjasza oczekiwali.

Jak widzimy elita duchowa Izraela ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za odcięcie ludu od Mesjasza, za Jego odrzucenie i skazanie na śmierć. A finał tego odrzucenia to zerwanie  przymierza z Bogiem. Rozdarta zasłona w świątyni jerozolimskiej mogła symbolizować to zerwanie. Izraelitom pozostaje więc oczekiwanie na przyjście… tym razem już Antychrysta. Wierzą oni, że  Izrael, jako „naród wybrany”  uzyska zasłużoną nagrodę i będzie panować nad narodami świata. Przygotowania do tego panowania zmierzają już teraz całą parą. Widzimy jaką straszą cenę zapłaci lud Izraela za odrzucenie Mesjasza.

Z drugiej strony, misja Chrystusa musiała się wypełnić. Pamiętamy jak ostro zareagował  On na słowa apostoła Piotra, sugerującego uniknięcie Golgoty: „Odejdź ode mnie szatanie”. Aż strach pomyśleć jaki byłby wtedy nasz los gdyby nie było Golgoty i Zmartwychwstania? Niebo i raj pozostawałyby niedostępne dla  ludzi.  Takimi były od upadku prarodziców aż do chwalebnego zmartwychwstania  Zbawiciela.  Niezbadane są wyroki Boże.                     

Kategoria: Bliski wschód | Dodał: pielgrzym (2014-11-28)
Odsłon: 593