OBECNOŚĆ W CERKWI - Tradycje prawosławia <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:27 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Tradycje prawosławia

OBECNOŚĆ W CERKWI
W wielu świątyniach z ambon słyszy się słowa, że słabnie nasza wiara, świątynie nawet w niedziele i święta są prawie puste, chociaż w ich otoczeniu mieszka wielu prawosławnych. W czym tkwi przyczyna takiego stanu, braku zainteresowania nabożeństwami. Czyżby w cerkwiach naszych nastąpił jakiś regres, nabożeństwa nie takie jak dawniej, chór do niczego, kazania byle jakie. Jak się przyjrzymy naszym rodzimym prawosławnym parafiom w Polsce – nic takiego się nie dzieje. Przeciwnie, cerkwie są remontowane, buduje się nowe, jeszcze piękniejsze. Wnętrza cerkwi świecą złotymi ramami ikon, wszędzie ład i porządek. Niemal w każdej cerkwi już nie jeden, jak niegdyś, ale po 2 – 3 księży i to często z akademickim wykształceniem. W miarę możliwości organizuje się chóry parafialne, dzieci uczą się religii. Otoczenie cerkwi bez zastrzeżeń. Obok, w większości parafii, stoją nowe, okazałe plebanie. Zadbane cmentarze. I patrząc na to wszystko okiem przybysza – nic dodać nic ująć. Daj Boże żeby tak było zawsze. Jedynie czego brakuje w tym wszystkim to chyba tylko wiernych. Czyżby tak osłabła u nas wiara, czy może zbyt wiele mamy zajęć, nawet w niedziele i święta?
 
Kiedyś, będąc z grupą pielgrzymów w jednym z monasterów na Ukrainie - ojciec duchowny monasteru przywitał nas, przyjrzał się naszym twarzom swoimi oczyma duchowymi i rzekł: „małej wiary jesteście ludźmi”. Nie było to dla nas pocieszające. A my sądziliśmy, że z nami nie jest tak źle. I pielgrzymki, i nabożeństwa, i deklaracje, że wyznajemy jedyną prawdziwą wiarę – święte Prawosławie. A tu taki afront. Okazuje się, że być może i jesteśmy na dobrej drodze, ale zaledwie na jej samym początku. Do doskonałości, prawdziwej wiary i do świętości droga daleka, ciernista. Dobrze, że ktoś taki otworzył nam oczy na nas samych, na nasz stan duchowy.
 
O tych co nie czują potrzeby aby w niedzielę pójść na św. Liturgię już nie mówię. Być może część z nich modli się w domu. Jednak należy pamiętać, że o modlitwie zbiorowej mówił Chrystus tymi słowy: „tam gdzie dwóch czy trzech zebranych w imię moje – jestem wśród nich”. Poza tym żadna modlitwa domowa nie zastąpi nam udziału w sakramentach Pokuty i Eucharystii, będących apogeum wszystkich naszych nabożeństw.
 
Jak spowodować aby nasi wierni poczuli potrzebę, konieczność uczestniczenia w nabożeństwach. Sprawa nie łatwa. Katoliccy księża zastanawiali się nawet czy nie odprawiać mszy np. na plaży, gdzie pełno ludzi. Chyba nie w tym rzecz. Kościoły katolickie też są puste. Szczególnie dotyczy to Europy Zachodniej. Efektem tego jest przekazywanie kościołów pod „młotek”. W ten sposób wiele z nich zamieniono na obiekty użyteczności publicznej, kasyna, restauracje. Korzystają z tego też licznie zamieszkujący Europę muzułmanie. Nie muszą budować meczetów. Mają gotowe. Usuwają krzyże (ikon i tak u katolików nie ma) postawią parę minaretów i sprawa gotowa. W ten sposób katolicy i protestanci „przekształcili” już setki swoich kościołów i kirch w Europie i Ameryce. My, póki co, jeszcze nie sprzedajemy naszych świątyń i chyba tylko tym się różnimy od naszych sąsiadów.
 
A teraz przenieśmy się na Wschód. Kiedyś oglądałem program TV satelitarnej, ale nie od początku, jak zwykle, ale od końca, od kanałów mających największe numery. Własnym oczom nie wierzyłem ile tam jest programów, nazwijmy to religijnych. Ogromne sale, w których tysiące, szczególnie młodych ludzi, zasłuchanych w słowa „kaznodzieja” – osoby świeckiej. Z jego słów wynika, że posiada doskonałe wykształcenie, zna dobrze Pismo Święte, często przywołuje imię Chrystusa, mówi o Jego do nas miłości. Takich programów, takich scen można naliczyć wiele. I wydawałoby się - to cud, że tylu wierzących. Jest tylko małe „ale”. Są to, niestety, przeróżnej maści sekty, szczególnie pochodzące z USA. Jednakże ich wiernymi słuchaczami, a więc chyba i członkami są mieszkańcy głównie Azji. Zastanówmy się, co przyciąga tych ludzi do tak masowych spotkań i słuchania nauk o Bogu. W tych zwykłych, ogromnych salach nie ma ani obrazów świętych, ani malowideł, ani ołtarza, a w części nawet krzyża. I ludzie idą i słuchają godzinami nauk wyuczonych w specjalnych do tego celu utworzonych szkołach. Można w tym dopatrywać się dwojakich przyczyn: przyciąga wiedza i erudycja tych „nauczycieli religii” i brak wśród słuchaczy podstawowej wiedzy o chrześcijaństwie, a tym bardziej o Prawosławiu. Jest jeszcze jeden aspekt duchowy tego rodzaju zjawiska – sprzyja temu książę ciemności, starający się by nie dopuścić ludzi do Boga, sakramentów – do całej nieskalanej spuścizny, jaką zostawił nam nasz Zbawiciel i jego święci Apostołowie.
 
Być może te same przyczyny występują wśród naszych parafian. Pamiętam czasy, gdy na Żoliborzu w Warszawie wygłaszał kazania ks. Jerzy Popiełuszko. Słuchający nie mieścili się w dość dużym kościele i wielu stało na zewnątrz. Kazania jego zawierały jednak wątki polityczne co doprowadziło go do tragicznej śmierci. Być może płomienność kazań przyciągnęłaby wiernych i do naszych świątyń. Dziś wielu narzeka na płytkość kazań naszych księży. Przewija się w nich głównie powtórka treści Ewangelii. To prawda, nie mamy zbyt wielu duchownych porywających swoimi kazaniami. Nie ma już takich wybitnych postaci i kaznodziei jak np. św.Jan z Kronsztadu. Niektórzy narzekają na chóry cerkiewne. Wygląda to, że nie treść nabożeństw jest dla nas ważna lecz piękne wykonanie arcydzieł muzyki cerkiewnej, jakie możemy posłuchać na różnych festiwalach np. na corocznym festiwalu w Hajnówce.
 
Część wiernych, szczególnie młodych, narzeka, że nie rozumie języka cerkiewno-słowiańskiego, w którym odprawiane są nabożeństwa w naszych świątyniach. Postawa taka świadczy o braku chęci poznania języka, w którym przez wieki modlił się nasz lud, nasi przodkowie i dziś modli się całe Prawosławie np. w Rosji. Uczymy naszych dzieci różnych potrzebnych i nie potrzebnych rzeczy, w tym języków obcych, a o potrzebie nauczenia języka, w którym rozmawia się z Bogiem w naszych modlitwach i nabożeństwach, zapominamy. Starsze osoby twierdzą, że przejście na język polski w naszych nabożeństwach to krok w kierunku wynarodowienia, w kierunku katolicyzmu. A więc powiedzieliśmy o potencjalnych przyczynach naszej absencji na nabożeństwach: jakość kazań, słabe chóry cerkiewne i niezrozumiały język. Prawda jednak jest taka, że zwykliśmy się modlić, jak nas dopadnie jakaś straszna bieda, ciężka nieuleczalna choroba.
 
A więc jak trwoga to do Boga. I tym głównie kierujemy się w życiu. Lenistwo i troska o wygodę ciała, do tego rozrywka w telewizji i mamy odpowiedź dlaczego siedzimy w domu. Ale wystarczy, że przyjedzie jakaś „gwiazda” lub mecz i tysięczne tłumy, a wśród nich i my, pędzą na stadiony. Oglądanie biegania po boisku za piłką uważają za szczyt przyjemności i rozrywki. Mało tego, jeszcze za to płacą.
 
Czytając wypowiedzi wielkich starców rosyjskich znajdujemy u nich odpowiedź na to co dziś dzieje się na świecie. Piszą oni, że nastaną czasy, gdy ludzie nawrócą się do Boga, będą remontować stare i budować nowe świątynie. Pozłocą ich kopuły, zbudują ołtarze. Pomimo to wiele z nich będzie świeciła pustkami. Prawosławie zatriumfuje, ale na krótko.
 
W innych wyznaniach chrześcijańskich będzie jeszcze gorzej – odstępstwo od wiary będzie miało charakter masowy. To wszystko spełnia się na naszych oczach. Jednakże nie doszukujmy przyczyn zlodowacenia naszych serc gdzieś poza nami. To my i wyłącznie my ponosimy za to odpowiedzialność. A przecież można żyć nawet i w naszym obecnym świecie nie zatracając się całkowicie w jego „zdobyczach”. Mamy wszystko co niezbędne dla bycia rzeczywistymi chrześcijanami – i wolność sumienia i wyznania, i pełno duchowej literatury, i mieszkamy nieraz parę kroków od cerkwi. I pomimo to tylko w teorii jesteśmy wierzącymi. O takich Chrystus mówił: „Gdybym nie mówił im kim jestem – nie mieliby grzechu. Ale grzech wielki będą mieli, bo im to mówię i Mnie nie słuchają”. Ustami Cerkwi i dziś przemawia do nas Chrystus tymi samymi słowy, lecz my słuchamy i nie słyszymy, patrzymy i nie widzimy. A więc upodobniamy się do tych co odrzucili Chrystusa. Czas przemija bardzo szybko, a z nim i nasze życie. W jednej z pieśni religijnych śpiewamy: „pora już tobie się obudzić, o biedna duszo moja”. Czy tak się stanie to już wyłącznie zależy od nas.
Kategoria: Tradycje prawosławia | Dodał: pielgrzym (2013-03-19)
Odsłon: 728