MISTERIUM ŚMIERCI - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Piątek, 2014-10-24, 2:57 PM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [26]
Bliski wschód [10]
Relikwie i cudowne ikony [25]
Tradycje prawosławia [20]
Relacje międzywyznaniowe [27]
Rozważania teologiczne [35]
Inne [32]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 0
Gości: 0
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

MISTERIUM ŚMIERCI
W obliczu śmierci zawsze stajemy przed wielką tajemnicą: co dzieje się z nami po odejściu z tego świata. I chociaż na ten temat jest wiele teorii i zdań - w naszych rozważaniach zajmiemy się nauką o życiu pozagrobowym jaką głosi Cerkiew Prawosławna. Nauka ta posiada mocne podstawy, bowiem oparta jest na Piśmie Świętym i wypowiedziach Ojców Świętych i nieraz ich osobistych doświadczeniach.
 
Na początku zajmiemy się sprawą duszy, gdzie ona przebywa w człowieku i czym jest w rzeczywistości. Niektórzy umiejscawiają duszę we krwi, inni twierdzą, że siedliskiem duszy jest serce bądź mózg. Zapominają przy tym, że mamy do czynienia nie z materią, lecz elementem duchowym. Cerkiew naucza, że dusza po prostu przebywa w człowieku aż do fizycznej śmierci jego ciała. Wiemy, że dusza jest pierwiastkiem nieśmiertelnym, danym człowiekowi przez Samego Boga i nawet po śmierci ciała zachowuje wiele cech istoty ludzkiej, w której przebywała. Ciało zaś, pomimo iż zawiera w sobie obraz Boży, jest wyłącznie czasowym nośnikiem duszy i zostało nam dane abyśmy duszę upodobnili do Boga, to jest dążyli do stanu jaki osiągają święci.
 
Istnieje wiele dowodów samodzielnej egzystencji duszy po opuszczeniu ciała. Potwierdzają to między innymi osoby, które przeszły tzw. śmierć kliniczną, to jest nastąpiło czasowe rozłączenie duszy od ciała. I co ciekawe, egzystencja ta okazała się tak realną, tak wyrazistą, noszącą cechy prawdziwego choć duchowego życia, że „zmarli” nie chcieli wracać do świata żywych. Dusza zachowywała zmysły człowieka żywego, nawet jego wygląd zewnętrzny.
 
A oto niezwykły dowód: Śmierć kliniczną przeszła osoba niewidoma od urodzenia. I okazało się, że po jej powrocie do życia opowiedziała w szczegółach jak wyglądał otaczający ją świat widzialny, rzeczywisty i to w kolorach! Zjawisko dotychczas nie spotykane. O czym to świadczy? Potwierdza się, że dusza będąc w ciele, dla odbioru bodźców zewnętrznych - dźwięków, kolorów, dotyku itp. posługuje się mózgiem i wszystkimi zmysłami ciała. I jeśli któryś ze zmysłów jest uszkodzony np. wzrok - człowiek nie widzi. Natomiast po opuszczeniu ciała dusza odbiera wszystkie bodźce w pełnej wyrazistości. A więc nie przejmuje na siebie wad naszego ciała, z wyjątkiem grzechów. Niestety, dusza staje się współodpowiedzialna za grzechy ciała. Będąc częścią nas grzeszy razem z ciałem i co gorsze - grzech ten przenosi do życia wiecznego, jeśli nie zmyje go w Sakramencie Spowiedzi i Eucharystii.
 
Przejście duszy do wieczności następuje w momencie śmierci naszego ciała. Na szczęście nikt z nas nie zna dnia ani godziny kiedy to nastąpi. Gdybyśmy tę tajemnicę odkryli - poumieralibyśmy znacznie wcześniej, dręczeni zbliżającym się końcem naszej egzystencji. Dlatego Cerkiew naucza, abyśmy w naszym życiu nie zatracali się zapominając, że jesteśmy śmiertelni. Jeszcze starożytni Rzymianie witali się wzajemnie słowami „Memento Mori” (pamiętaj o śmierci). Gdybyśmy o tym pamiętali świat byłby piękniejszy i mniej byłoby w nim zła. Często nawet ludziom wierzącym wydaje się, że mają jeszcze czas na zmianę swojego życia, na uczęszczanie na nabożeństwa, modlitwę, sakramenty. I jakże zostają zaskoczeni, gdy nagle poczują zbliżający się koniec. Starajmy się więc żyć tak aby śmierć nas nie zaskoczyła i nie przyszła, gdy do niej nie jesteśmy przygotowani.
 
Odejście z tego świata zwykle napawa nas przerażeniem. I choć wierzymy w życie pozagrobowe, dla nas jest to świat nieznany, tajemny. Głównym powodem naszych przeżyć, naszej obawy jest - z jednej strony żal naszego doczesnego życia, świata, w którym istnieliśmy nieraz wiele lat, a z drugiej - wielka niewiadoma, co z nami będzie po drugiej stronie życia. Wszyscy jesteśmy grzeszni, nawet tego sobie nie uświadamiamy jak bardzo. I chociaż przystępujemy do Sakramentu Spowiedzi i Eucharystii, sumienie nasze zastanawia się, czy Bóg przyjął, często tylko formalną naszą spowiedź i czy rzeczywiście nie przeoczyliśmy, bądź świadomie nie zatailiśmy jakiegoś grzechu. I to jest uzasadniony powód do strachu przed śmiercią. Nawet wielcy święci, pomimo wielu lat życia w ascezie, właśnie z tego powodu, bali się śmierci.
 
Jednak śmierć przychodzi jak nieproszony gość, obojętnie na stan naszej gotowości. Czytając żywoty świętych i porównując ich gotowość do naszej - ogarnia nas przerażenie, co nas czeka po śmierci.
 
 Wielu z nas zastanawia się, gdzie znajduje się raj i piekło. Pismo Święte „umiejscawia” raj na Niebie. Nie chodzi tu o niebo jako przestrzeń fizyczną, lecz przestrzeń duchową. Jest to zupełnie inny wymiar, inna rzeczywistość. Chrystus na oczach uczniów wzniósł się na Niebiosa. Na Niebiosa wstępowali też prorocy i święci. Wielu świętych godnych było nawet za życia ujrzeć raj, między innymi Apostoł Paweł, który napisał: „ Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1Kor.2,9). Według nauki Cerkwi - raj, Pałac Chwały Bożej i Tron Boży „umiejscowione” są w konkretnej duchowej przestrzeni, zwanej Niebem.
 
Piekło natomiast „umiejscawia” się w czeluściach ziemi. Jest to też przestrzeń duchowa. Samo miejsce jest przerażające, a tym bardziej jego mieszkańcy - straszliwe, bezlitosne biesy. Chrystus niejednokrotnie mówił co czeka tych, którzy odrzucają Jego naukę: „Ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom” (Mt.25,41). Miejsce to niejednokrotnie pokazane było osobom, których dusze czasowo rozłączyły się z ciałem. Był to dowód troski miłującego Boga o ich zbawienie; aby ludzie ci, wiedząc co ich czeka po śmierci, zmienili sposób swojego życia.
 
A teraz spójrzmy oczyma Ojców Świętych, na tajemnicze „Misterium Śmierci”. Na ten temat istnieje ogromna literatura. Skróconą naukę o losach duszy po śmierci przedstawił jeden z ostatnich wielkich teologów naszych czasów - Arcybiskup Jan Maksymowicz. Zajrzyjmy więc do jego dzieła - „Życie po śmierci”:
 
 „Bezgraniczną i nie pocieszoną byłaby nasza rozpacz po utracie bliskiej nam osoby, gdyby Bóg nie darował nam życia wiecznego. Życie nasze nie miałoby sensu, gdyby kończyło się śmiercią. Jaki więc byłby pożytek z dobrodziejstw i dobrych uczynków? Mielibyśmy prawo mówić: „Zacznijmy jeść i pić, bowiem jutro pomrzemy” (1Kor.15, 32). Człowiek jednak stworzony został dla życia wiecznego i Chrystus Swoim Zmartwychwstaniem otworzył wrota Królestwa Niebieskiego, wiecznego błogosławieństwa dla tych, którzy uwierzyli w Niego i żyli sprawiedliwie. Nasze życie ziemskie jest przygotowaniem do życia przyszłego, a przygotowanie to kończy się śmiercią. Apostoł Paweł napisał: „Postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hebr.9, 27). Wtedy człowiek pozostawia wszystkie swoje ziemskie troski; ciało jego ulega rozkładowi, aby ponownie powstać podczas Ogólnego Zmartwychwstania.
 
Dusza po opuszczeniu ciała znajduje się w otoczeniu duchów dobrych i złych. Zwykle garnie się ku duchom, wobec których była bliżej w czasie życia w ciele i które miały na nią większy wpływ, a więc pozostanie pod ich wpływem i po wyjściu z ciała…
 
Przez pierwsze dwa dni dusza korzysta z względnej wolności i może odwiedzać miejsca, które są jej drogie, a trzeciego dnia przemieszcza się do innych sfer. W tym czasie (na trzeci dzień) dusza w otoczeniu aniołów przechodzi przez legiony duchów złych, które zatrzymują ją i ujawniają przeróżne grzechy, do których przecież sami ją nakłoniły. Stosownie do różnych doświadczeń, istnieje dwadzieścia takich zatrzymań, zwanych „mytarstwami”. Na każdym z nich rozliczany jest ten czy inny grzech; po pokonaniu jednej zapory dusza przechodzi do następnej. I wyłącznie po przejściu wszystkich, może kontynuować swoją drogę”…
 
Jeden ze świętych, którego dusza przechodziła „mytarstwa” podaje, że pomiędzy aniołami i biesami toczył się zażarty spór. Usłyszał on wszystkie swoje grzechy dokonane od młodości, z których się nie spowiadał, a nawet nie zaliczał ich do grzechów. Biesy wskazywały czas i miejsce dokonania poszczególnych grzechów. Aniołowie, broniąc mnie przedstawiały wszystkie, nawet najdrobniejsze dobre moje uczynki, obalając tym samym oskarżenia biesów. Aniołowie przepełnieni byli bezgraniczną do mnie miłością.
 
„Na ile przeraźliwe są biesy i ich praktyki można wnioskować z faktu, że Sama Matka Boża, gdy Archanioł Gabriel przekazał Jej wiadomość o zbliżającej się śmierci, modliła się do Syna Swojego aby wybawił duszę Jej od biesów. W odpowiedzi Sam Jezus Chrystus zjawił się aby przejąć duszę Przenajświętszej Matki Swojej i przenieść na Niebiosa. Naprawdę straszny jest dla duszy trzeci dzień i dlatego niezbędne są dla niej modlitwy.
 
Po pokonaniu „mytarstw” i oddaniu pokłonu Samemu Bogu dusza jeszcze w przeciągu 37 dni odwiedza niebiańskie krainy i piekielne czeluści, jeszcze nie wiedząc gdzie pozostanie i dopiero 40 dnia wyznacza się jej miejsce przebywania aż do zmartwychwstania umarłych”.
 
Ważny jest również dzień 9 po śmierci. Do tego dnia dusza poznaje raj, a w pozostałe dni - piekło. Dlatego też wskazane są szczególne modlitwy za duszę dziewiątego dnia.
 
„Po upływie 40 dni niektóre dusze już doznają przedsmaku wiecznej radości i szczęśliwości, inne zaś w strachu oczekują na męki, które trwać będą wiecznie po Sądzie Ostatecznym. Do tego czasu los tych dusz może jednak ulec poprawie, szczególnie na skutek złożenia w ich intencji Bezkrwawej Ofiary na Liturgii, a także innych modłów. Panichidy i modlitwy domowe za zmarłych są ważne, tak samo jak i dobre uczynki w ich intencji - pomoc biednym czy ofiara na cerkiew. Jednakże szczególne znaczenie dla zmarłych posiada wspomnienie ich imion na Liturgii. Było wiele objawień, potwierdzających jak ważne są to sprawy. Zmarli uwalniani byli od mąk i uzyskiwali spokój. Dlatego Cerkiew stale modli się o pokój dusz zmarłych. Każdy kto pragnie okazać swoją miłość zmarłym i przynieść im realną pomoc, może to uczynić jedynie modlitwą, szczególnie podczas Liturgii. Tu bowiem cząsteczki prosfory wyjmowane za żywych i zmarłych opuszczane są do kielicha ze słowami ”Zmyj, Panie, grzechy tych, za których były wyjęte, Twoją Świętą Krwią i modlitwami Twoich świętych”. Nic bardziej skutecznego nie możemy uczynić naszym zmarłym niż modląc się za nich. Modlitwy są nieodzowne, szczególnie w okresie 40 dni od śmierci.
 
Niezwłocznie po śmierci należy powiadomić duchownego aby przeczytał nad zmarłym modlitwy na „Rozłączenie duszy z ciałem”. Należy dążyć aby modły przy grobie odbywały się w cerkwi i aby nad zmarłym czytany był Psałterz. Należy też zadbać aby w przeciągu 40 dni imię zmarłego było wspominane co dziennie na Liturgii”.
 
Czyńmy tak dla naszych zmarłych, być może kiedyś uczynią to samo i dla nas nasi najbliżsi. Korzystajmy więc z tego wielkiego daru Niebios, jakim są nasze prawosławne nabożeństwa za żywych i umarłych. I na zakończenie zacytujmy niezwykłe słowa wielkiego świętego Ignacego Branczaninowa skierowane do nas wszystkich:
 
„O, Wygnańcy z raju! Nie dla rozrywki, nie dla wesel i zabaw jesteśmy tu na ziemi, lecz po to, aby za pomocą wiary i krzyża zabić zabijającą nas śmierć i odzyskać utracony raj”.
Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2010-11-05)
Odsłon: 1841