JESZCZE O EKUMENIŹMIE - Relacje międzywyznaniowe <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 5:57 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Relacje międzywyznaniowe

JESZCZE O EKUMENIŹMIE
O ekumenizmie napisano już wiele. Piszą o nim zarówno jego obrońcy jak i przeciwnicy. Ostatnio przeczytałem bardzo ciekawą wypowiedź duchownego z Mińska białoruskiego ks. Piotra Andryjewskiego, opublikowaną na stronie internetowej pravoslavie.ru. Myślę, że wypowiedź ta zainteresuje grono czytelników.
 
Od kilku dziesięcioleci trwają już rozmowy teologiczne z katolikami, anglikami, monofizytami i innymi wyznaniami, celem których jest powrót odpadniętych kościołów na łono Cerkwi Chrystusowej. Dotychczasowe osiągnięcia tego dialogu są nie wielkie. Przeciwnicy ekumenizmu oskarżają Kościoły prawosławne za ich udział w tych rozmowach uważając je za „drogę do nikąd”. Decyzje o udziale tego czy innego kościoła w dialogu ekumenicznym podejmuje zwierzchnik danego Kościoła. Wiadomo, że część Kościołów prawosławnych wystąpiło ze Światowej Rady Kościołów. Do nich należy Cerkiew bułgarska, gruzińska oraz jerozolimska. Nigdy w dialogu ekumenicznym nie uczestniczył Atos.
 
Sam udział w dialogu jeszcze nie pozbawia danego Kościoła łaski Ducha Świętego. Powinniśmy jednak wiedzieć, jakie warunki muszą spełnić odpadnięte konfesje, aby Kościół Chrystusowy mógł przyjąć je do udziału w jedności eucharystycznej. Niestety nawet w środowisku teologów prawosławnych zdania na ten temat są podzielone. Niektórzy uważają, że jeśli np. katolicy chcą zjednoczenia – niech więc przyjmą wszystkie nasze dogmaty i sprawa załatwiona. Nie sposób połączyć katolicyzmu z prawosławiem bez usunięcia naleciałości dogmatycznych. I chociaż zdanie takie podziela wielu prawosławnych, niestety, nie jest to jedyny warunek połączenia Kościołów. Dzielą nas nie tylko różnice dogmatyczne.
 
Musimy wiedzieć, że współczesny katolicyzm nie jest tym katolicyzmem, który w 1054 r. oddzielił się od prawosławia. W ciągu tysiąca lat samodzielnej egzystencji katolicyzm, dzięki ludzkim wymysłom i natchnieniu szatana, zniweczył podstawy chrześcijaństwa. Co da formalne wyrzeczenie się fałszywych dogmatów, jeżeli dogmaty te istnieją w dziełach katolickich teologów, zaliczonych do grona świętych tego Kościoła? Jeśli dogmatami tymi kierowali się w swoim życiu tysiące katolickich świętych i co w istotny sposób wpłynęło na katolicki mistycyzm. Nawet współcześnie żyjący katolicy, również obciążeni tymi dogmatami, wejdą do prawosławia z całą gwardią Watykanu: z Tomaszem z Akwinu, z Ignacym Lojola, Franciszkiem z Asyżu, z wielką i małą Teresą, z Tomaszem Kempińskim, z Mikołajem Kresta i innymi. Wejdą do nas ci, o których pisał św. Ignacy Branczaninow: „Nie igrajcie z waszym zbawieniem. Będziecie bowiem wiecznie opłakiwać. Zajmijcie się czytaniem Nowego Testamentu i Ojców Świętych Kościoła prawosławnego, tylko nie Teresy, nie Franciszka i innych zachodnich „mistyków”, których Kościół katolicki zaliczył do grona świętych” (Zbiór pism. 1995r. str. 396). Prawosławnym „świętym” stanie się nagle znany ze swojego okrucieństwa wobec prawosławnych Ioasaf Kuncewicz, który w 1623 r. kazał rozkopywać groby prawosławnych i resztki wyrzucać psom. Do tego „szlachetnego” grona należałoby jeszcze dodać biskupa Stepanicza z Chorwacji, który aktywnie uczestniczył w latach czterdziestych u.w. w ludobójstwie Serbów, a którego kanonizował papież Jan Paweł II. Serbowie zatem powiększyliby grono swoich świętych o swojego oprawcę. Podobnych „świętych” w Kościele katolickim znalazłoby się wielu.
 
Gdyby doszło do zjednoczenia na podstawie wyrzeczenia się fałszywych dogmatów, prawosławni mogą okazać się w roli mieszkańców starożytnej Troi, którzy wciągnęli do siebie konia z wrogimi wojskami. Jeśli prawosławni przyjmą do jedności eucharystycznej katolików łącznie z ich nagromadzonym przez całe tysiąclecie „dorobkiem”: dziełami i mistyką ich świętych, z których wielu było pod wpływem omanienia, postanowieniami ich soborów - zakończy się to ruiną prawosławia. Musimy zdawać sobie sprawę, że katolicy nie zrezygnują z czegoś co wyznawali przez wieki. Czy możliwe jest wyrzeczenie się modlitewnej praktyki, metod życia duchowego i mistyki, które zostały nagromadzone przez stulecia i wyznawane przez szereg pokoleń? Jest to już sprawa wewnętrzna, niejako wrodzona i dlatego wyrzeczenie się jej, pozostawienie raz na zawsze i rozpoczęcie życia po nowemu – jest rzeczą nie do pomyślenia aby była realną do wykonania. Tak więc nawrócenie na drogę prawdy po przez dialogi całych odpadniętych konfesji – jest rzeczą nie możliwą. Przez dialogi teologiczne możliwe jest nawrócenie jedynie poszczególnych osób. To się zdarza, kiedy pod wpływem oświecającej łaski Ducha Świętego poszczególni członkowie pozostawiają dotychczasowe swoje wierzenia i wracają na łono Kościoła Chrystusowego. Jednakże przyjęcie prawosławia przez całe konfesje - czy to katolicyzm, czy monofizytyzm nie wydaje się być możliwe. Dla przykładu warto przytoczyć podpisane w 1982 r. porozumienie z monofizytami z nadzieją, że przyznają się do swoich błędów. Niestety, w odpowiedzi sugerowali aby prawosławni zweryfikowali postanowienia Soborów Powszechnych, które ich zdaniem bezpodstawnie nałożyły na monofizytów anatemy. Obowiązujące do dzisiaj anatemy stanowią bowiem barierę zjednoczeniową z tymi konfesjami.
 
Większą perspektywę zjednoczeniową posiada dialog z katolikami, z których anatema została przed laty zdjęta samowolnie przez patriarchat bizantyjski. W XXI w. dialog ten stanowi podstawową część procesu globalizacji i jest m.in. popierany przez władze USA, które uważają siebie za gospodarzy całego świata. Dotychczasowy dialog z katolikami, koncentrujący się na prymacie papieża, jego nieomylności wskazuje, że proces zjednoczeniowy zmierza jednak w kierunku połączenia katolicyzmu z prawosławiem. Może to nastąpić nawet na podstawie wyrzeczenia się np. z dogmatów filioque i nieomylności papieża. Cała reszta z tysiącletnią spuścizną, z wątpliwej świętości „świętymi”, obcą prawosławiu tradycją może wlać się do Kościoła Chrystusowego i ekumeniści roztrąbią na cały świat osiągnięty niezwykły akt miłości i braterstwa. Wtedy cała gwardia Watykanu z niezliczoną ilością „świętych” automatycznie powiększy grono prawosławnych świętych. Odbije się to bardzo negatywnie na duszach prawosławnych chrześcijan. Można to uznać początkiem końca prawosławia. Aby do tego nie doszło już dziś prawosławni, a szczególnie ich przedstawiciele uczestniczący w dialogu ekumenicznym, powinni dobrze sobie uświadamiać, że dzielą nas z odpadniętymi konfesjami nie tylko dogmaty, ale i cała fałszywa, przez wielki nagromadzona, tradycja.
 
Niektórzy uważają, że dążenie Watykanu do zjednoczenia z prawosławiem to nic innego jak jego dalekosiężna polityka „podboju” tego Kościoła. Watykan praktycznie od wieków jest cichym wrogiem prawosławia. Podejmowane były przeróżne próby zawładnięcia rdzennie prawosławnych terytoriów. Nie wykluczone, że tym się kierował Watykan popierając „drang nach Osten” Hitlera. Będąc przeświadczony, że padnie ZSRR przygotowano nawet wizję podziału tych ziem na poszczególne diecezje katolickie. Potwierdza to chociażby fakt ustanowienia tych diecezji na części terytorium przez Jana Pawła II. Wystarczy poczytać dzieje panowania katolików na wschodzie w czasie włączenia tych ziem do Korony. Często praktyki magnatów katolickich wobec prawosławnych nie odbiegały od stosowanych przez Mongołów.
 
Świadomi tego co czeka prawosławnych po zjednoczeniu z katolikami przeciwnicy ekumenizmu twierdzą, że nasi „światli duchowni”, kuszeni przez siły zła, szykują zagładę prawosławia. Nie powinniśmy zapominać, że począwszy od uczonych w Piśmie Izraelitów, którzy odrzucili Chrystusa, po przez światłych papieży, którzy oderwali tak wielką rzeszę chrześcijan od źródeł prawdy, liderzy duchowni przede wszystkim ponoszą główną odpowiedzialność za rozłamy w Kościele. Oby dobry Bóg nie dopuścił do kolejnej unii z katolikami i pozwolił by odradzające się prawosławie długo jeszcze świeciło niby latarnia morska na bezkresnym oceanie triumfującego ateizmu i umożliwił dostąpienie zbawienia nie tylko wyznawcom prawosławia, ale i poszczególnym synom kościołów odpadniętych.
Kategoria: Relacje międzywyznaniowe | Dodał: pielgrzym (2013-08-24)
Odsłon: 555