KIM JESTEŚMY - Inne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Poniedziałek, 2016-12-05, 2:28 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Inne

KIM JESTEŚMY

W Przeglądzie Prawosławnym nr 7 z lipca 2016 r. zamieszczono artykuł  nt. „żołnierzy wyklętych”.  Jest to dyskusja  znanych osobistości  związanych m.in.  z wydawnictwem PP. Dyskusja jest bardzo pożyteczna. Pokazuje społeczeństwu prawdę o działalności na Podlasiu zbrojnej formacji podziemia, czyli Armii Krajowej.

Przy tej okazji zostały poruszone zagadnienia związane z naszą młodzieżą, która  pod wpływem  propagandy w mediach  i nieznajomości  faktów ludobójstwa na Podlasiu,  wstępuje w szeregi  „Młodzieży Wszechpolskiej”.  Świadczy to o  braku  wyczucia  kim naprawdę jesteśmy.  W znacznym stopniu dotyczy to również i starszego pokolenia  prawosławnych  mieszkańców Polski, którzy  z niewiedzy nieraz deklarują  swoją narodowość jako „Polak wyznania prawosławnego”. Nie dziwmy się zatem, że nasze dzieci nie wiedzą jakiej są narodowości.

W dyskusji prowadzonej na łamach PP większość dyskutantów uważa prawosławnych mieszkańców Podlasia za Białorusinów. Stwierdzają  jednocześnie, że występują trudności z przekonaniem społeczeństwa, że tak faktycznie jest. Nawet    w Liceach Ogólnokształcących w Hajnówce czy Bielsku Podlaskim,  gdzie  jednym z nauczanych przedmiotów jest język białoruski (chociaż w mediach triumfalnie  nazywają te licea jako „z białoruskim językiem nauczania”, młodzież naukę tego języka  traktuje jak piąte koło u wozu.  Ponadto trudno jest znaleźć na Podlasiu wieś, w której język ten jest w codziennym użyciu. Samo używanie na co dzień zaledwie niektórych słów białoruskich, czy też  słysząc  wymowę tzw. „dziekanie” , jeszcze nie czyni mieszkańców tych miejscowości  Białorusinami. Tak się składa, że  ja też pochodzę z takiej miejscowości  i  muszę się przyznać, że nie czuję się Białorusinem. Do dziś w wielu miejscowościach, czy to z wymową o naleciałościach  białoruskich, czy też ukraińskich - mieszkańcy tych terenów  z reguły mianują siebie nie jako Białorusini czy Ukraińcy ale „tutejsi”. I myślę, że oddają stan faktyczny swojej przynależności etnicznej. Wikipedia  termin  „tutejsi”  określa „ludność prawosławną Podlasia mówiąca gwarą”. Większość prawosławnych mieszkańców Podlasia  używa tego samego języka w kontaktach pomiędzy współmieszkańcami. Gdy wracam w rodzinne strony   również rozmawiam w tym  języku i staram się uczyć mówić w nim moich wnuków. Warto przypomnieć, że w czasach Wielkiego Księstwa Litewskiego w tym języku, obok polskiego, sporządzane były dokumenty państwowe. 

Ktoś z mądrych ludzi powiedział, że  powinniśmy troskliwie odnosić się do swojego języka. Podobnie jak granice państwowe są strzeżone, powinniśmy strzec naszego języka, gdyż w rozumieniu naszych przodków – język równa się   naród, a naród to   język.

Myślę, że zamiast poszukiwania naszych związków etnicznych z Białorusią, czy Ukrainą, powinniśmy powiedzieć prawdę o naszym narodzie, prawdę tę już  od dawna  głoszą slawiści. My  po prostu jesteśmy  Rusinami,   potomkami wielkiej Rusi,  zamieszkującymi  jej zachodnie  rubieże.   Analogicznie wypowiada się   na ten temat  pani Anna Radziukiewicz  w cytowanym  artykule w PP: „Rozmyliśmy   w naszej młodzieży poczucie przynależności do „narodu ruskiego starożytnej wiary greckiej”, dziś na naszych ziemiach powszechnie nazywanego białoruskim czy ukraińskim”. Warto byłoby aby tę prawdę przekazywać naszym dzieciom np. na lekcjach religii,  na różnych spotkaniach poświęconych sprawom naszej mniejszości narodowej w Polsce.

Podstawowym jednak ogniwem łączącym Rusinów w  naszym kraju powinno być wyznanie. Jest to wyróżnik określający przynależność naszą  do wielkiej rodziny wyznawców  Prawosławia na świecie. Jak wiemy Prawosławie jest wyznaniem  ponad  narodowym i jednoczy w sobie przedstawicieli chyba większości ras i narodów na świecie. Nawet w świecie islamu, gdzie przyszło mi się żyć, miejscowi Prawosławni nazywali mnie bratem. I chyba tak jest wszędzie. Łączy nas wspólna religia, wyznawanie tych samych prawd zawartych w Ewangelii i św. Tradycji. Cerkiew zatem jest naszym wspólnym domem, domem modlitwy i duchowego wsparcia. Dla ludzi żyjących w diasporze, a my do nich  się zaliczamy, cerkiew to nasza ostoja. Tu nie tylko koncentruje się nasze życie religijne, ale jednocześnie część naszego życia społecznego.  Tu nasze  dzieci i młodzież pobierają naukę religii, tu zawiązują się związki, które w wielu przypadkach kończą się zakładaniem rodzin prawosławnych.

Ponadto posiadamy  jeszcze inny   skarb.   Jest nim język cerkiewno-słowiański. Jest to język unikalny.  Nie zawiera on żadnych wyrażeń  wulgarnych, czy przekleństw, których pełno w każdej mowie potocznej.   Jest to język przeznaczony wyłącznie dla modlitwy, dla naszego  kontaktu z Bogiem i Jego świętymi. Powstanie jego   sięga swoimi korzeniami  X w. gdy św. bracia Cyryl i Metody sporządzili alfabet dla języka Słowian. Dla sporządzenia alfabetu cyrylicy święci Bracia wykorzystali aż trzy języki. Zapożyczyli litery z alfabetu  hebrajskiego, greckiego i łacińskiego, w tych bowiem językach była napisana „wina” naszego Zbawiciela na krzyżu. W ten sposób  słowiański alfabet został   uświęcony mocą krzyża  Chrystusowego.

Jest rzeczą ważną aby do tekstów zapisanych w języku cerkiewno-słowiańskim odnosić się z uwagą i poszanowaniem. Często ludzie starsi nie życzą sobie aby w cerkwi w nabożeństwach był używany język potoczny.  Warto wiedzieć, że w czasach   Chrystusa  językiem potocznym był aramejski, a językiem modlitwy, językiem sakralnym był język Biblii, a więc  hebrajski. Różnica pomiędzy tymi językami była znacznie większa niż np. pomiędzy cerkiewno-słowiańskim i rosyjskim.    Chrystus ani razu nie poruszał sprawy aby modlić się w języku aramejskim. Ten fakt potwierdza ważność  tradycji języka sakralnego. I pomimo iż od lat istnieją tendencje przejścia w cerkwi na język potoczny, większość społeczeństwa woli pozostać przy języku cerkiewno-słowiańskim. Wiele pojęć wyrażonych w tym języku   nie posiada odpowiedników ani w języku polskim czy nawet rosyjskim. W związku z tym wszelkie tłumaczenia zubożają treść modlitw czy psalmów.  

Prawosławie, religię przyjętą przez naszych przodków przed tysiącem lat,     zachowujemy tradycję naszych ojców, do której należy nasza mowa ojczysta, modlimy się w języku, chyba jedynym na świecie, języku sakralnym,  cerkiewno-słowiańskim. Zachowujemy swoją odrębność etniczną i szanujemy swoją przynależność do wielkiej rodziny narodów słowiańskich, wyznających Prawosławie.

Chciałoby się, aby tę prawdę znała nasza młodzież i nie poszukiwała swojej identyczności w skrajnych organizacjach politycznych  i nie  rezygnowała z wyznania prawosławnego np. zawierając związki małżeńskie z innowiercami. Święci ojcowie ostrzegają, że zdrada Prawosławia pozbawia człowieka nawet szans zbawienia.

I na zakończenie, pragnę stwierdzić,  że  powyższe rozważania stanowią moje własne spostrzeżenia i przemyślenia i  jestem świadom, że obrońcy białoruskości czy ukraińskości naszej mniejszości prawosławnej  z tym się nie zgodzą. Jednocześnie z kim nie rozmawiałem na Podlasiu wszyscy podzielają mój pogląd  widzenia  na ten temat.    

 

Kategoria: Inne | Dodał: pielgrzym (2016-07-26)
Odsłon: 80