JESZCZE O UKRAINIE - Inne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 6:01 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Inne

JESZCZE O UKRAINIE

            

Nie ulega wątpliwości, że  dobre wieści, płynące m.in. z mediów, radują wszystkich. Niestety, tak się składa, że  przyszło się nam  żyć w czasach, gdy tych dobrych wieści jest naprawdę niewiele. Ze wszystkich stron donoszą o tragediach, przeróżnych kataklizmach, wojnach, napadach terrorystycznych. Pomijam tym razem straszne pogromy, dokonywane głównie na chrześcijanach, w Afryce czy  na Bliskim Wschodzie. Po co szukać daleko – niemal tuż za naszą wschodnią granicą dzieją się podobne rzeczy. Piękny, niegdyś bogaty i rozśpiewany kraj, o niezwykłej  urodzie płci pięknej,  dziś rozdzierają  wojny bratobójcze. Każdego dnia leje się krew niewinnych ludzi. Media  przekazują tylko część prawdy o tym co tam  rzeczywiście  się dzieje. Większość zbrodni dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich i ich najemników jest ukrywana.     

Już oficjalnie  wiadomo, że od wybuchu konfliktu na Ukrainie, tylko w republikach separatystów, śmierć poniosło około 5 tysięcy osób, w większości cywilnych mieszkańców Doniecka i okolic. Dwa razy tyle zostało kalekami, być może na całe życie. Półtora miliona zostało zmuszonych do ratowania swojego życia i  swoich rodzin  ucieczką do Rosji. Ogromna ilość infrastruktury legła w gruzach.

Jeśli do tego dodamy ilość  ofiar po stronie armii ukraińskiej, szacowanych również na kilka tysięcy zabitych i tysięcy rannych, uzyskujemy obraz, którego inaczej nazwać nie sposób jak ludobójstwem w centrum Europy. Gehenna trwa. Armia ukraińska każdego dnia ostrzeliwuje zamieszkałe dzielnice miast, giną niewinni ludzie. Ostatnio  słyszymy o wielkiej koncentracji wojsk w rejonie Doniecka, co wskazuje, że  dowództwo w Kijowie  najwidoczniej planuje  zrównanie z ziemią tych niegdyś bogatych  miast. Media zachodnie, w tym polskie, milczą.

Ale wróćmy jeszcze do czasów wcześniejszych, równie krwawych na Ukrainie. Mianowicie do początków działalności przeróżnych band, a szczególnie   wychwalanej dziś formacji banderowców. To o czym mowa poniżej, zszokowało mnie, gdyż nie znałem prawdy o tamtych czasach, myślę, że nie tylko ja.

W 2013 r. w Centrum Konferencyjnym na ul. Foksal w Warszawie referat na temat  nacjonalizmu ukraińskiego wygłosił znany publicysta ks.T.Isakowicz-Zaleski. A oto skrót jego wypowiedzi:

Pochodzę z rodziny wielowyznaniowej. Jej korzenie sięgają i Armenii, i Ukrainy i Polski. Chociaż urodziłem się w Krakowie, moim ojcem był duchowny grecko-katolicki z Ukrainy. W rodzinie miałem wielu duchownych. Należeli  do wszystkich trzech obrządków.

Galicja Wschodnia czyli Wschodnia Małopolska, była pod zaborem austriackim. Istniała ogromna różnica między zaborem austriackim, a zaborem rosyjskim. Małopolskę zamieszkiwali niemal wyłącznie Polacy, częściowo Żydzi. Wszyscy co przyznawali się do chrześcijaństwa byli wyłącznie katolikami. Lwów był jedynym miastem w Europie gdzie były trzy biskupstwa należące do trzech różnych obrządków: katolicki, grekokatolicki i ormiański. Wszystko to powodowało, że było bardzo dużo małżeństw mieszanych i tradycje tych trzech obrządków  przeplatały się między sobą.

Należy stwierdzić, że nacjonalizm ukraiński narodził się na terenie zaboru austriackiego. Tu zrodziła się Ukraińska Powstańcza Armia. Z przykrością trzeba powiedzieć, mówię to z bólem, że cerkiew grecko-katolicka (czytaj unicka) w dużym stopniu przyczyniła się do tragicznych wydarzeń na tych terenach. Miejscowa  szlachta była spolonizowana. Mieszczanie to głównie Polacy, Żydzi, Ormianie i trochę Rusinów. Liderem duchowym był jednak kler. W obrządku grecko-katolickim nie było celibatu, więc były całe rodziny duchownych. Często powołanie przechodziło z ojca na syna. Było bardzo dużo ludzi urodzonych w rodzinach księżowskich. W obrządku katolickim tego nie było. W początkach XX w. duchowni mieli ogromny wpływ na nurt wydarzeń. Postawy duchownych należałoby podzielić na trzy grupy: pierwsza to  duchowni, którzy w żaden sposób nie angażowali się w  politykę, druga   stała jakby po środku, a więc nie miała sprecyzowanych poglądów, ale trzecia grupa, obok posługi kapłańskiej, ewidentnie angażowała się w ruch nacjonalistyczny. Była to duża część duchownych, którzy już w okresie międzywojennym wspierali tę działalność, przekraczając dopuszczalną granicę angażowania sie w politykę. Przykładem tej ostatniej grupy był skrajny nacjonalista - ojciec Stefana Bandery, duchowny grecko-katolicki. Nie nauczył on swojego syna, urodzonego na plebanii, przestrzegania podstawowego przykazania: nie zabijaj. Kto jak kto, ale ksiądz powinien był swojego syna tego nauczyć. Postawy najwyższego duchowieństwa również były nie takie jakich można było oczekiwać. Od roku 1920  wszyscy duchowni grecko-katoliccy byli obywatelami polskimi. Ciekawa jest postać  Metropolity Andrzeja Szeptyckiego, wnuka Aleksandra Fredry. Reprezentował on wybitnie nacjonalistyczne poglądy. Po agresji Niemców na ZSRR, grupa nacjonalistów z batalionu Nachtigel, udała się do Szeptyckiego i uzyskała jego błogosławieństwo na wstąpienie w szeregi SS. Dla odprawienia   specjalnej mszy w tej intencji oddelegował on swoich kapelanów. Widok duchownych odprawiających mszę pod sztandarami SS, swastyki i krzyża nie  budziły  wątpliwości w  kandydatach  co do słuszności wyboru. Do tej formacji zgłosiło się bardzo wielu ochotników. W ich szeregach  znalazło się  też wielu kapelanów. Można zapytać co ci kapelani robili w tej nacjonalistycznej formacji, która dokonywała masowych rzezi Polaków czy Żydów? Część duchownych zasiliło też oddziały UPA. Z ambon płynęły nawoływania do walki przeciwko Polakom. Duchowni święcili nawet noże czy siekiery, które miały  być użyte we wiadomych celach. Ilość takich parafii była liczna. Niektóre osoby duchowne wręcz kierowały grupami mordującymi Polaków. Jeden z takich duchownych po rzezi Polaków popełnił samobójstwo. Zagładzie podlegały całe polskie wsie. Po wymordowaniu mieszkańców wsie palono i zacierano ślady pobytu  na tych ziemiach Polaków. Z jednej z takich wsi pochodzi nasz kosmonauta Hermaszewski, który jako małe dziecko uszedł śmierci. Rodziców zamordowano.  Nie ulega wątpliwości, że o takich wyczynach duchowieństwa wiedzieli ich przełożeni, a więc biskupi, w tym Metropolita A.Szeptycki. Potwierdza to również fakt, że nikogo z księży za to nie suspendowano. A więc była na to zgoda. Mordowano też Ormian  lojalnych wobec Państwa Polskiego i mówiących po polsku.      

Dzisiaj cerkiew grecko-katolicka jest głównym przeciwnikiem prawdy o ludobójstwie Polaków. Po prostu broni swojej własnej skóry. Wynika z tego, że w obrębie kościoła katolickiego, którego byli częścią składową, znaleźli się mordercy tychże katolików. Również i dzisiaj kościół katolicki nie chce powiedzieć do końca prawdy o roli kościoła grecko-katolickiego w ludobójstwie Polaków na Ukrainie. Postawa cerkwi prawosławnej była zupełnie inna. Wołyń był prawosławny i był to zabór rosyjski. Tam nie było cerkwi grecko-katolickiej. Ukraińcy na Wołyniu byli prawosławni. Tu ludobójstwa nie było. Dlatego część Polaków uciekała właśnie na te tereny. Do ludobójstwa dochodziło na terenach II Rzeczypospolitej Polskiej w województwach Tarnopolskim, Stanisławowskim, Lwowskim, częściowo Wołyńskim i na Lubelszczyźnie. To tyle relacji z ul. Foksal.

W kontekście tych wypowiedzi ks.T.Isakowicza-Zaleskiego należałoby zastanowić się jak to było możliwe aby grekokatolicy, należący do tego samego kościoła katolickiego, stali się mordercami na wielką skalę swoich współbraci w wierze. Wygląda na to, że  ludność ta, której siłą narzucono unię z Watykanem, nie zapomniała swoich upokorzeń doznanych na przestrzeni   lat od Polaków-katolików.  Od dawna noszona była w ich w sercach i umysłach nienawiść za doznane krzywdy. I zemsta wybuchła gdy tylko zaistniały sprzyjające ku temu warunki polityczne. Na Ukrainie Polaków od początku traktowano jako zaborców. Nie uchroniło ich wspólne wyznanie, choć zewnętrznie przypominające jeszcze prawosławie. Znamienne jest i to, że kler grecko-katolicki nie tylko odgrywał w tym  procederze aktywną rolę, ale też wydał na świat wielkiego lidera nacjonalistów - Stefana Banderę.  Dziś nadal jest on bohaterem, pod sztandarami którego Ukraina kroczy ku swojej świetlanej przyszłości.

Nie bez powodu poruszam sprawę nacjonalizmu pośród pozyskanych przez Watykan,  niegdyś  prawosławnych  mieszkańców  Ukrainy.   Uważam,  że lekcja ks. Isakowicza-Zaleskiego powinna przypomnieć  naszym rządzącym wydarzenia z lat 40 ub.w. w kontekście dzisiejszego popierania nacjonalizmu na Ukrainie i  przemilczania ludobójstwa w tym kraju. Żyją jeszcze osoby, których najbliżsi legli pod ciosami nacjonalistów ukraińskich i nie wolno zapominać ani tych co padli,  ani tych co jeszcze żyją.      

Wracając jeszcze do postaci Metropolity Andrzeja Szeptyckiego należy stwierdzić, że pomimo iż jest on osobą kontrowersyjną, kościół grecko-katolicki stara się o jego beatyfikację. Nie wykluczone, że wierni pozyskają jeszcze jednego świętego. Powiększy on, obok Jozafata Kuncewicza, grono świętych katolickich, wywodzących się z grekokatolików. Pierwszy uczestniczył  w pogromie Polaków na Ukrainie, drugi prawosławnych na Białorusi. Ale widocznie Watykan jest ponad takie błahe sprawy w  wywyższaniu na ołtarze swoich świętych.

Wypowiedź ks.Isakowocza-Zaleskiego na YouTube

Kategoria: Inne | Dodał: pielgrzym (2015-01-29)
Odsłon: 343