DIALOG EKUMENICZNY - Relacje międzywyznaniowe <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Czwartek, 2016-12-08, 6:02 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Relacje międzywyznaniowe

DIALOG EKUMENICZNY
We współczesnym świecie obserwuje się niepokojące zjawisko. Mianowicie ulega deprecjacji wiele istotnych pojęć związanych z naszym życiem. Część z tych pojęć do niedawna stanowiło podstawy, normy naszych zachowań, naszych wierzeń. Mamy tu na względzie takie określenia jak np. normy moralne, sumienie, honor, wstyd itp. Nawet pojęcie świętości, szczególnie w cywilizacji zachodniej, zostało spłycone. W ślad za tym obserwujemy powszechną rozwiązłość, niczym nie ograniczoną swobodę naszych zachowań, odrzucenie wszelkich norm moralnych, a nawet odrzucenie przez wielu samej idei istnienia Boga i życia wiecznego.
 
Z przykrością musimy stwierdzić, że zjawiska deprecjacji pojęć występują obecnie również w sferze naszych wierzeń, w sferze teologii. Wiadomym jest, że od dłuższego czasu pomiędzy Kościołem prawosławnym i Kościołem rzymsko-katolickim prowadzony jest dialog ekumeniczny. Szczególnie w ostatnich latach rozmowy te przybrały na sile. Głównym reprezentantem Prawosławia w tym dialogu jest Rosyjska Cerkiew Prawosławna na czele z metropolitą wołokołamskim Hilarionem. Tak się składa, że metropolita Hilarion w dniach 1 – 2 czerwca b.r. przebywał z wizytą w naszym kraju. W Prawosławnym Seminarium Duchownym w Warszawie wygłosił on wykład na temat postępu dialogu ekumenicznego z Kościołem rzymsko-katolickim. Władyka potwierdził, że rozmowy trwają i notuje się już określony postęp w rozwiązywaniu istniejących rozbieżności szczególnie natury formalnej.
 
Stwierdził ponadto, że „w drugim tysiącleciu w stosunkach wzajemnych między prawosławiem i katolicyzmem kluczowym pojęciem było słowo „herezja”. I prawosławni, i katolicy traktowali siebie nawzajem jako heretyków. Nie było więc żadnej mowy o dialogu, wspólnym działaniu, zasadach współistnienia na tym bądź innym terytorium. Tam bowiem, gdzie jest herezja, nie ma łaski Bożej, tam gdzie herezja, nie ma Kościoła… W ten sposób przez wiele wieków katolicy odnosili się do prawosławnych, ale także prawosławni do katolików”.
 
Wiemy, że przez pierwsze tysiąclecie istnienia chrześcijaństwa Kościół Chrystusowy był jeden. W tym czasie powstawało wiele herezji wypaczających naukę Chrystusa przekazaną nam przez Jego świętych apostołów. Wszystkie siedem soborów powszechnych zwoływane były dla obalenia herezji i wypracowania niepodważalnych dogmatów wiary. Heretyków zaś odłączano od Kościoła. Szczególną troskę o czystość wiary i ekskomunikę dla heretyków wykazywali biskupi Rzymu – papieże, ale tylko do czasu. Już w VII w. w łonie Kościoła Zachodniego powstaje bardzo istotne skażenie wiary, dotyczące Trójcy Świętej, mianowicie, że Duch święty pochodzi nie tylko od Boga Ojca, jak nauczał Chrystus i jak zapisano w Symbolu wiary (credo) ale i od Syna, znane jako „filioque”. Kościół Wschodni zmianę tę określił jednoznacznie jako herezję. Papież i Kościół Zachodni pozostali przy swoim. I tak było aż do roku 1054 kiedy to legat papieski złożył na ołtarzu Agia Sofia w Konstantynopolu bullę papieską z ekskomuniką, odłączając tym samym Kościół Zachodni od jedności z Kościołem Powszechnym. W odpowiedzi analogicznie uczynił Kościół Wschodni wystosowując ekskomunikę wobec Rzymu. Było to przede wszystkim potępienie zachodniej herezji „filioque”.
 
Kościoły Wschodnie zachowały do naszych czasów w niezmienionej formie wszystkie dogmaty ustalone na soborach powszechnych. Natomiast Kościół rzymsko-katolicki, oprócz „filioque” dopracował na przestrzeni wieków jeszcze kilku innych „dogmatów” takich jak: prymat papieża, nieomylność papieża w sprawach wiary, czyściec, niepokalane poczęcie Matki Bożej, wniebowstąpienie Matki Bożej itd. A więc do zaistniałej jeszcze przed rozpadem Kościołów herezji „filioque” dołączono szereg zmian dogmatycznych, nie znajdujących podstaw w Piśmie Świętym ani w tradycji Kościoła.
 
Pytanie zatem który Kościół popełnił herezję, a więc odstępstwo od wiary Chrystusowej, nie wymaga odpowiedzi. I choć z cytowanej wypowiedzi władyki Hilariona wynika, że katolicy mianują prawosławnych także heretykami, jest to zarzut bezpodstawny.
 
Teolodzy wschodni twierdzą, że niewybaczalnym błędem było zniesienie przez Patriarchat Bizantyjski ekskomuniki wobec Rzymu z roku 1054. Zachód odebrał ten gest jako cichą akceptację „filioque”. Kolejnym gestem „dobrej woli” jest, jak mówi władyka Hilarion jest unikanie w dialogu ekumenicznym pojęcia herezja. Nie zmienia to faktu, że po stronie Kościoła rzymsko-katolickiego herezja jest i to nie jedna, i z żadnej Kościół ten nie zamierza wycofywać się. Jednocześnie oba Kościoły nauczają, że wyznający herezję nie jest kościołem, jego sakramenty nie są ważne i nie prowadzi on wiernych do zbawienia. A zatem ze strony prawosławia nastąpiła deprecjacja tak istotnego pojęcia jak herezja. I choć od tysiąca lat pojęcie to dzieliło Kościoły, a warunkiem ich połączenia było wyzbycie się przez Kościół rzymsko-katolicki nagromadzonych herezji, dziś już to nikomu nie przeszkadza. W ślad za deprecjacją pojęcia herezja następują działania. Mianowicie, jak twierdzi władyka Hilarion, Kościoły prawosławne, z wyjątkiem Atosu, zaczęły uznawać ważność katolickich sakramentów - chrzest, bierzmowanie, eucharystia, a nawet kapłaństwo. Zachodzi więc pytanie: kto z prawosławnych się pomylił – czy tysiącletnia tradycja Kościoła, czy też współcześni teolodzy, którym chyba bardziej zależy na spektakularnym połączeniu Kościołów niż zachowaniu czystości wiary.
 
Ale wróćmy jeszcze do cytowanego wykładu władyki Hilariona. Stwierdził on, że „od II Soboru Watykańskiego otworzyła się w tych relacjach nowa karta”, bowiem „zrewidowano stosunek do Prawosławia. Ta zmiana pozwoliła Kościołowi prawosławnemu w 1980 r. rozpocząć oficjalny dialog z Kościołem katolickim”.
 
Zajrzyjmy więc do postanowień tego Soboru. Stwierdza on, że „wszyscy ludzie zostali powołani do bycia nowym narodem Bożym. Naród ten … powinien znajdować się na całym świecie. Charakter powszechności, upiększający ten naród jest darem Samego Boga i darem tym Kościół katolicki pragnie zjednoczyć całą ludzkość ze wszystkimi jej wartościami. A zatem do jedności katolickiej narodu Bożego… powołani są wierni katolicy oraz inni wierzący w Chrystusa (to być może my, prawosławni?) i w końcu wszyscy ludzie bez różnicy, wezwani łaską Bożą do zbawienia”. W tej ostatniej grupie znalazł się m.in. judaizm, z którym nastąpiło wyraźne zbliżenie Kościoła katolickiego.
 
Znany teolog prawosławny - profesor A. Osipow, postanowienia tego Soboru podsumował takimi słowy: „po Soborze Watykańskim II Kościół katolicki stał się faktycznym judaizmem w łonie chrześcijaństwa. Dlatego też z posługi kapłańskiej w tym Kościele zrezygnowały tysiące duchownych”. Nie przeszkadza to naszym teologom nie tylko prowadzić dialog ekumeniczny z tym Kościołem, ale równocześnie pośrednio lub bezpośrednio akceptować jego teologiczne dewiacje.
 
Zauważmy jeszcze jeden szczegół w tych relacjach. Jak wiemy inicjatywa rozmów ekumenicznych zrodziła się u protestantów i do niedawna tylko z tymi kościołami prowadzony był dialog. Katolicy nie brali w nim udziału, byli jedynie jego obserwatorami. Jednakże po rozwaleniu Kościoła prawosławnego na Zachodniej Ukrainie i restytuowaniu unii, miejsce protestantów w rozmowach ekumenicznych z Prawosławiem zajęli katolicy, upatrując w nich kolejną szansę podporządkowania sobie tego Kościoła. I my, nie widząc zagrożenia, krok po kroku, nie wiadomo czemu i z jakich pobudek, idziemy na ustępstwa. Rezultatem tych rozmów może być tylko jedno - stopniowa degradacja Prawosławia, do czego także zmierza współczesny świat. Analogiczne zdanie wyraża cytowany wyżej profesor A. Osipow. Zapytuje on: czego, my prawosławni, posiadający pełnię i czystość nauki przekazanej ludzkości przez Samego Boga, szukamy dla siebie w katolicyzmie, który naukę tę zinterpretował po swojemu. Ostrzega on, że im bliżej nam będzie do Watykanu tym mniej będzie Prawosławia w Prawosławiu. Jest to smutna dla nas perspektywa, ale najwidoczniej nie unikniona, bowiem żyjemy w czasach wielkiej apostazji, czyli odchodzenia ludzkości od Boga.
 
I na zakończenie zacytujmy słowa św.Marka z Efezu: "Nigdy, o człowieku! co się tyczy Cerkwi nie naprawia się przez kompromisy: nie ma bowiem nic pośredniego między prawdą i fałszem". I o tym powinni pamietać przedstawiciele Prawosławia w dialogu z Watykanem.
Kategoria: Relacje międzywyznaniowe | Dodał: pielgrzym (2011-08-24)
Odsłon: 1071