CUDA CHRYSTUSA - Rozważania teologiczne <!--%IFTH1%0%-->- <!--%IFEN1%0%--> - Katalog artykułów - Strona Jana pielgrzyma
Niedziela, 2016-12-11, 7:58 AM

Strona Jana pielgrzyma

Menu
Wejście
Kategorie
Pielgrzymki [27]
Bliski wschód [11]
Relikwie i cudowne ikony [27]
Tradycje prawosławia [27]
Relacje międzywyznaniowe [32]
Rozważania teologiczne [42]
Inne [45]
Wyszukiwanie
Statystyka

Online razem: 1
Gości: 1
Użytkowników 0

Katalog artykułów

Główna » Artykuły » Rozważania teologiczne

CUDA CHRYSTUSA

                                                 CUDA   CHRYSTUSA

Cudami nazywamy czyny nadprzyrodzone, pełne mocy Bożej, czyli objawienie się Boga w znaku. Jest to ewidentna ingerencja Boga. Największym cudem, opisanym w księgach Starego Testamentu, było stworzenie świata i człowieka. W Nowym Testamencie cudem takim jest wcielenie Drugiej Osoby Trójcy Świętej,  Jezusa Chrystusa i Jego chwalebne Zmartwychwstanie. 

Według ewangelistów Chrystus w czasie swojej misji zwiastowania Królestwa Niebieskiego, dokonał wielu cudów. Opis  ich zajmuje  znaczną część  ich Ewangelii.  Nie jest to z pewnością opis wszystkich cudów dokonanych przez Zbawiciela. Potwierdzenie  tego  znajdujemy u ewangelisty Jana, który  mówi, że  gdyby opisać wszystko to co uczynił Zbawiciel zabrakłoby ksiąg.

Cudom Jezusa towarzyszyła atmosfera religijna. Nie czynił ich na pokaz.  Warunkiem dokonania się cudu była wiara, a  w wielu przypadkach cud prowadził do wiary.  Niewątpliwie  Jezus  za pomocą cudów, chciał poprzeć swoje nauki i pomnożyć wiarę u swoich wyznawców.  Notujemy dwa rodzaje cudów:  jedne miały  na celu ulżenie ludzkim nieszczęściom.  Świadczą one, że Jezus jest pełen współczucia i litości dla ludzkiej natury skażonej grzechem. Inne,  bardziej wyraźnie ujawniają zamierzenia mesjanistyczne.

W czasie posłannictwa publicznego, Chrystusa otaczały całe zastępy chorych, kulawych, sparaliżowanych, nawiedzonych przez duchy nieczyste. Zaledwie skończył mówić, wyszedł  z łodzi od razu otaczały Go tłumy. A On, wystarczy aby wyczuł prawdziwe oczekiwanie, odkrył najmniejszy zalążek wiary, i już był do dyspozycji owych potrzebujących pomocy. A było takich bardzo wielu. Zacznijmy od choroby siejącej postrach i izolującej chorych od reszty społeczeństwa. Był to  trąd. Chory    pokazał Chrystusowi ropiejące rany. „Panie, jeśli chcesz,  możesz mnie oczyścić”. A więc wierzy w potęgę nadprzyrodzoną Chrystusa. Czym właściwie był ów trąd?  Słowem tym oznaczano trudną  do wyleczenia  ropną gruźlicę kości aż po trąd prawdziwy, dla którego nie istniało żadne lekarstwo na ziemi. Nie wiadomo jaka to była choroba, wystarczyło jedno słowo: „Chcę, bądź oczyszczony”. W tej samej chwili choroba znikła. Oszalały z radości człowiek  udał się do galilejskiego miasta lewitów, aby stwierdzili jego uzdrowienie.  Innym razem spotkało  Chrystusa 10 trędowatych. I ich oczyścił ze strasznej choroby. Udali się również do lewitów. Jednak jeden z nich zawrócił i padł w podzięce do nóg  Zbawiciela.  A  był nim  Samarytanin.  Chrystus zapytał: „A gdzież pozostałych dziewięciu”? Tymi słowami Chrystus wskazuje     potrzebę  wdzięczności Bogu za Jego dobrodziejstwa.

W podobny sposób przywrócił Jezus zdrowie  choremu z uschniętą ręką,  otworzył oczy ślepemu od urodzenia, przywrócił zdrowie paralitykowi, który cierpliwie czekał na ten cud przez 38 lat. Tak też było z ową kobietą kananejską, która prosiła o zdrowie swej córki. Wystarczyło jedno Jego słowo aby stał się cud. A gdy Chrystus znalazł się po wschodniej stronie Jeziora Galilejskiego w krainie gadaryńskiej spotkał tam człowieka będącego postrachem dla miejscowych. Nie było siły aby go zatrzymać czy związać. Gdy ujrzał Chrystusa, bies zawołał: „Czego chcesz ode mnie Jezusie, Synu Boga Najwyższego”? Takiego wyznania jak dotąd nie złożył jeszcze nikt z ludzi.  A biesy   doskonale wiedziały  kim  jest Chrystus.  Wtedy Chrystus  zapytał: „Jak ci  na imię”?  A on odrzekł: „legion”,  ponieważ wiele złych duchów weszło w tego człowieka. Jezus rozkazał: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I diabelski zastęp opuścił nieszczęśnika. Dalszy ciąg wydarzeń znamy z Ewangelii. 

Straszliwa jest potęga Chrystusa, ale On w przeciwieństwie do magów używa jej wyłącznie dla dobra ludzi. Nawet śmierć jest Mu uległa. Zdarzyło się to w maleńkiej wiosce Nain koło Nazaretu. Chrystus spotkał po drodze kondukt pogrzebowy. Na miejscowy cmentarz odprowadzali jedynego syna wdowy. Boskie współczucie przeniknęło duszę pogrążonej w wielkim smutku matki. Chrystus zlitował się i wskrzesił  zmarłego. Podobne zdarzenie miało miejsce w Kafarnaum.  Jezus dopiero co wysiadł z łodzi. Czekał na Niego wmieszany w tłum przełożony synagogi, osobistość  znana. Umierała jego córka. Być może ten prawowierny Żyd przypomniał sobie, jak prorocy starotestamentowi wskrzeszali zmarłych. Błagał więc Chrystusa o cud. I pomimo iż po chwili poinformowali go o śmierci dziecka, nie tracił wiary. Wierzył w Boską potęgę. Chrystus wszedł do pokoju zmarłej z 3 apostołami i jej rodzicami, pozostałym nakazał opuścić dom.  Wypowiedziane słowa:  „Talitha kumi” – (dziewczynko wstań) wystarczyły aby dziecko ożyło. A jakże zadziwiająca  i pełna napięcia jest scena wskrzeszenia Łazarza. Chrystus rozkazał, by już rozkładający się trup,  wyszedł z grobu. I śmierć nie utrzymała go  w swoich objęciach.  Widzimy, że Chrystus dokonywał czynów nadprzyrodzonych z największą prostotą i naturalnością. We wszystkich tych scenach uwidacznia się pewność i wiara w spełnianą misję, wszystko zdradza w Nim Boga.        

Wydaje się, że głównym celem owych wielkich scen, znaczących tę część Ewangelii jak słupy milowe, jest ujawnienie się mocy i majestatu Jezusa przede wszystkim oczom tych  wybrańców, którzy poszli za Nim.  Jednakże uzdrowienia, wypędzanie złych duchów, nawet wskrzeszanie zmarłych, logika  może doszukiwać się choćby pozoru wyjaśnienia. Ale co można powiedzieć,  gdy Chrystus rozkazuje żywiołom?  Pewnego razu zmęczony zasnął na łodzi. W tym czasie na jeziorze rozszalała się burza.  Groziło zatopieniem. Obudzony skarcił uczniów za brak wiary,  a wichrom  rozkazał: „Ucisz się”.  I nagle  nastała wielka cisza. To zadziwiło uczniów najbardziej. Nie mogli przypuszczać, że ich Nauczyciel posiada taką moc, że i żywioły są Mu posłuszne.

Inna burza stała się okazją kolejnego cudu. Tej nocy uczniowie byli w łodzi sami. Gwałtowny wiatr odpychał łódź na środek jeziora.  Sytuacja była trudna.  Nad ranem we mgłach ujrzeli w oddali jakąś postać. Wzięli to z przerażeniem za zjawę. Wtedy Chrystus zawołał: „Ja jestem, nie bójcie się”. W odpowiedzi apostoł Piotr rzekł:  „Panie, jeśli Ty jesteś, każ mi przyjść do Siebie”. Chrystus powiedział: „Przyjdź”.      I apostoł opuścił łódź i szedł po falach jak po lądzie póki był wpatrzony  w  Chrystusa. Gdy tylko spojrzał w dół i zobaczył pod sobą toń wodną,  zaczął tonąć. Chrystus podał mu dłoń i skarcił za brak wiary. Chrystus więc naucza i słowem i czynem. Pokazuje swoją Boskość w niezliczonych cudach. Ale żaden z nich nie będzie bardziej wymowny jak owe dwa rozmnożenia chleba. W celu nakarmienia kilku tysięcy ludzi Chrystus powtórzy ten sam cud i  rozda  pokarm, który zdaje się być zapowiedzią Pokarmu,  przekazanego  wszystkim ludziom na Ostatniej Wieczerzy.

Chrystus porywał tłumy swoimi kazaniami.  Wydaje się jednak, że  jeszcze silniej na ludzi działały Jego cuda. I chyba to było główną przyczyną, że wieść o wielkim Człowieku - cudotwórcy rozchodziła się lotem błyskawicy po Palestynie. Bardzo wielu ludzi cierpiało na różne choroby, kalectwa, trąd,  nawiedzenia przez duchy nieczyste. Wszyscy oni pragnęli jednego - być zdrowymi. I Chrystus, jak żaden prorok,  uzdrawiał, wypędzał szatana, wskrzeszał umarłych. Uzdrowionych ostrzegał:  „Nie grzesz więcej by ci się  nie przydarzyło  czegoś jeszcze gorszego”. Wskazywał tym samym, że wszelakie ludzkie cierpienia są skutkiem grzechu.  Zabraniał też by nie rozgłaszano o Jego cudach. Ewangeliści mówią, że im bardziej nastawał, tym gorliwiej to rozgłaszali.  

Jest jeszcze jeden szczególny epizod  dotyczący uzdrowienia kobiety od  lat cierpiącej na krwotok. Na leczenie utraciła  niemal cały swój dorobek. W rozpaczy postanowiła dotknąć chociaż płaszcza Zbawiciela, wierząc że cud się stanie. I cud się dokonał. Nie udało się jednak pozostawić tego w tajemnicy, bowiem Chrystus zapytał: „kto Mnie  dotknął,  gdyż moc wyszła ode mnie”.  Leżąca u Jego stóp kobieta przyznała się, na co Chrystus rzekł: „wiara  twoja cię uzdrowiła, idź w pokoju”. Powyższe zdarzenie świadczy, że Boskość Chrystusa ujawniała  się zarówno w Jego słowach, czynach,  a  także emanowała  z Jego szat.

Zadziwiający jest też opis uzdrowienia sługi setnika rzymskiego. Gdy Chrystus wyraził gotowość odwiedzenia chorego, oficer rzekł, że  nie jest godzien by Zbawiciel  wszedł pod dach jego domu.  Prosił by postąpił  tak jak on postępuje z podwładnymi: „Powiedz tylko słowo,  a sługa mój wyzdrowieje”.  Chrystus  na to odpowiedział, że takiej wiary nie spotkał  w Izraelu.

Niewątpliwie znaczna część ludzi, którzy doznali cudu uzdrowień, bądź byli  świadkami tych cudów, po Pięćdziesiątnicy przyjęli chrzest i stanowili zaczyn Kościoła Chrystusowego. Jak czytamy w Dziejach Apostolskich, nie tylko apostołowie, ale też wielu zwykłych chrześcijan obdarzonych było łaską Ducha Świętego. Łaska ta czyniła z nich prawdziwych heroldów nowej wiary, gotowych dla Chrystusa przecierpieć zniewagi, prześladowania czy nawet oddać swoje życie. Historia Kościoła pierwszych wieków notuje zadziwiającą wiarę tych ludzi. Tysiące i tysiące świętych pierwszych wieków stanowią niejako fundament Kościoła. Kiedyś na ich świętych grobach odprawiano pierwsze Liturgie. Do dziś w Kościele prawosławnym relikwie święte znajdują się na ołtarzach wszystkich świątyń. W świątyniach tych  w czasie Liturgii  dokonuje się cud przeistoczenia chleba i wina w ciało i krew Chrystusa.   A więc  cuda Chrystusa trwają po dzień dzisiejszy. 

   

 

Kategoria: Rozważania teologiczne | Dodał: pielgrzym (2014-12-03)
Odsłon: 349